Koleżanka Magdaleny Żuk: wszystko pokazała na filmie

Dotarliśmy do koleżanki Magdaleny Żuk. Przyznaje, że jest wstrząśnięta jej tajemniczą śmiercią. Po obejrzeniu filmu z rozmową Magdy z chłopakiem, uważa, że nic tam nie było przypadkowe. - Ona wszystko tam pokazała gestami - uważa. Prosi też o jedną rzecz.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Magdalena Żuk
Magdalena Żuk (Facebook.com)

Z relacji koleżanki Magdy, która chce pozostać anonimowa, wynika, że była wyjątkowo pozytywną osobą. - Z Magdą poznałyśmy się na siłowni ok. 3 lata temu jak przeprowadziła się do Zgorzelca, gdzie otworzyła swój zakład kosmetyczny. Często trenowałyśmy razem i stąd złapałyśmy wspólny kontakt. Była osobą z "duszą" - mówi w rozmowie z WP.

Opowiada nam, że Magda była bardzo silna, odważna i ambitna. - Dlatego boli mnie serce jak czytam o przyklejeniu jej łatki osoby chorej psychicznie, bo nie znam żadnej kobiety ze swojego otoczenia z tak silną psychiką i realnym podejściem do życia - tłumaczy.

Z rej relacji wynika, że Magdalena była zawsze uśmiechnięta i radosna. Nie widziała nigdy, żeby Magda piła alkohol. - Zawsze była kierowcą. Na imprezach piła zwykle wodę - opowiada.

Terapia Magdy?

Przyznaje, że trudno jej już czytać te wszystkie informacje o Magdzie. Odnosząc się jednak do doniesień o jej rzekomym leczeniu, podkreśla, że Magda była normalną zdrową kobietą, która innych zarażała swoją pozytywną energią. Przyznaje, że Magda wspominała o swoich spotkaniach terapeutycznych. - Rozmawiałyśmy kiedyś o DDA i wspomniała, że brała udział w takich spotkaniach. Była wrażliwa i być może chciała pewne sprawy zrozumieć. Miała jednak honor i zasady, dlatego nie ciągnęła tematu ani ja tego nie robiłam - opowiada nam kobieta.

- Jeszcze tyle radości mogła wnieść w życie innych - dodaje.

Relacje z rodziną i chłopakiem

Rozmawiając o jej partnerze Markusie, powiedziała, że z pewnością go bardzo kochała. - A jak kochała, to całą sobą. Często mówiła o tym, że chciała mieć męża, dzieci i psa - opowiada nam koleżanka Magdy.

Miała też dobre kontakty z rodziną. Miała dużo opowiadać o swoim ojcu. Mówiła, że traktował ją jak księżniczkę, często jej pomagał np. w przeprowadzkach, malowaniu zakładu.

"Magda była mądra. Tu nic nie jest przypadkowe"

Nasza rozmówczyni oglądała oczywiście nagranie rozmowy Magdy z Markusem. Jej zdaniem kobieta na tym filmie wszystko pokazała. - To była bardzo mądra dziewczyna, nic na tym filmie nie było przypadkowe moim zdaniem. Jestem pełna podziwu, że będąc w takiej sytuacji, była w stanie wszystko pokazać gestami - tłumaczy.

- Oczywiście mogę się mylić, ale te gesty są znaczące - dodaje. Według niej Magda podaje też pierwszą literę imienia osoby, która ją krzywdzi.

- Serce mi się kraje. Na pewno jej śmierć będzie ostrzeżeniem dla innych kobiet, żeby uważały na siebie. Zawsze jej mówiłam, że żyje tak szybko jakby jej życie miało zaraz się skończyć. Chyba właśnie dlatego tak je brała garściami - mówi nam na koniec. Magda łapała się różnych rzeczy, w które się angażowała. Jeździła na rolkach, łyżwach, nartach, tańczyła. Zapisała się nawet na kurs rysunku.

Jeszcze jedna prośba...

Prosi jeszcze o jedną rzecz - by napisać, że kochała słoneczniki - Miło by jej było "zobaczyć" je przy pożegnaniu To ostatnia "rzecz" jaka by ją bardzo ucieszyła i jaką ja mogę jej podarować i podziękować za ten krótki czas razem - dodaje.

W jakim kierunku zmierza śledztwo?

Swoje wstępne ustalenia przekazała dziennikarzom we wtorek prokuratura jeleniogórska. Śledztwo cały czas prowadzone jest w kierunku zabójstwa. Prokuratorzy rozważają kilka wersji wydarzeń. Jeszcze inne informacje przekazało śledczym biuro detektywistyczne "Lampart".

Biuro, które na własną rękę zajęło się sprawą tajemniczej śmierci Magdaleny Żuk, poinformowało, że ich raport trafił do prokuratury i Centralnego Biura Śledczego. "Wierzymy, iż nasze wskazania i ustalenia pomogą Organom Państwowym w uzupełnieniu ich wiedzy, a następnie doprowadzą do ukarania osób odpowiedzialnych za ten czyn" - napisali na Facebooku.

Jednym z założycieli biura jest Wojciech Majer, były dyrektor Biura Operacji Antyterrorystycznych Komendy Głównej Policji.

Według biura "Lampart" Polka padła ofiarą zorganizowanej siatki przestępczej. W ich oświadczeniu czytamy:

"Za pomocą pozyskanych w wyniku naszego postępowania informacji i materiałów wskazaliśmy precyzyjnie:

- 72 osoby powiązane bezpośrednio i/lub pośrednio z uczestnictwem w zorganizowanej grupie przestępczej oraz śmiercią Magdaleny

- 32 spółki powiązane ze strukturami biznesowymi grupy przestępczej

- Osoby, które brały udział w niejasnych okolicznościach śmierci Magdaleny w jednym ze szpitali

- Stronę internetową wraz z lokalizacją serwera, z której odbywa się zarządzanie zamówieniami dziewczyn, między innymi z Polski

- Graficzną siatkę powiązań struktur osobowych i biznesowych grupy przestępczej oraz powiązań ze sprawą śmierci i zaginięcia 2 innych kobiet"

Handel ludźmi to także jedna z hipotez, którą bierze pod uwagę prokuratura. Ale prócz tego rozważane są jeszcze narkotyki, załamanie nerwowe, samobójstwo. Wciąż jeszcze pytań i wątpliwości jest bardzo dużo.

Jakie są ustalenia śledczych?

- Dysponujemy raportem medycznym. Ujawniono obrażenia, charakterystyczne dla upadku z wysokości. Nie przesądza to jednak wszystkiego. Potrzebne są jeszcze badania laboratoryjne Będzie przeprowadzona tez sekcja zwłok. Dopiero te wszystkie czynności pomogą w ustaleniu przyczyn śmierci - mówił we wtorek szef Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze Marek Gołębiowski. Zapewnił także, że sprawa ma charakter priorytetowy. Tylko przy tej sprawie pracuje 30 osób.

Nie ma jednak jeszcze wyników sekcji, przeprowadzonej w Egipcie. Nie ma także wyników badań toksykologicznych. Prokuratura nie ma też jeszcze przetłumaczonej rozmowy, którą słychać w tle nagrania, kiedy Magdalena rozmawia ze swoim chłopakiem.

Potwierdzono, że przedstawiciele polskiej prokuratury brali udział w sekcji zwłok przeprowadzonej w Egipcie. Egipskie władze nie pozwoliły jednak pobrać wycinków ciała Magdaleny, dlatego na wyniki badań będziemy czekać dłużej.

Co mówią świadkowie?

Poinformowano, że zostało przesłuchanych kilkudziesięciu świadków. - Materiał, który został zdobyty jest bardzo duży i weryfikowany. W tej chwili nie ma wersji najbardziej prawdopodobnej - mówił inspektor Piotr Leciejewski z KWP we Wrocławiu.

"Ze wstępnego raportu nie wynika, żeby na ciele Magdaleny Żuk były ślady, które wskazują na obrażenia, zadane przez osoby trzecie. Jednak potrzebne są badania, które potwierdzą to na 100 proc." - taka informacja padła na pytanie, czy kobieta została zgwałcona.

Prokurator Okręgowy Ewa Węglarowicz-Makowska, szefowa zespołu, powołanego w tej sprawie, zapewniła, że na tę chwilę sprawa śmierci Magdaleny Żuk z wątkiem Karpacza nie łączy się. Informacje znalezione w sieci były brane pod uwagę przez śledczych.

Nie wiadomo natomiast, czy formalnie śledztwo w Egipcie nadal trwa, czy zostało zakończone.

Prokurator Gołębiowski powiedział, że śledczy mają swoje podejrzenia, ale nie mogą wszystkiego jeszcze ujawniać. Ujawnia także, że relacje świadków są bardzo różne. - Niektórzy mówią, że nic nie wskazywało na to, że z kobietą dzieje się coś niepokojącego, inni mówili zupełnie odwrotnie - powiedział. Nie wskazywali jednak nic, co nie było ujawniane na filmach w internecie. - Zrobiliśmy "fotografię dnia" zmarłej jak i wszystkich uczestników tej wycieczki. Brakuje zeznań rezydenta - dodał. Został jedynie przesłuchany przez śledczych egipskich.

Nic nie wskazuje jednak, żeby Magdalena zachowywała się dziwnie już na lotnisku w Katowicach.

Węglarowicz-Makowska poinformowała również, że przesłuchiwano także koleżanki z pracy zmarłej. One twierdzą, że Magdalena Żuk nigdy nie leczyła się psychiatrycznie. Powiedziały także, że kobieta dzwoniła do nich. Miały wrażenie, że coś jej grozi.

Pani Węglarowicz-Makowska powiedziała, że nic nie wskazuje na to, żeby Markus i jego koledzy mieli coś wspólnego ze śmiercią kobiety. Natomiast w związku z groźbami, kierowanymi pod ich adresem, zaproponowano im ochronę policyjną. Nie byli zainteresowani.

- Markus był przesłuchiwany wielokrotnie, ale nie możemy powiedzieć, co mówił - przekazała pani prokurator.

Ciało Magdy transportowane do Polski

Jej ciało w czwartek ma być przetransportowane do Polski. Ze słów egipskich urzędników wynika, że wydano już zgodę na transport zwłok do kraju. Zwłoki są teraz w Kairze. Teraz dalsze decyzje należą do strony polskiej.

Razem z ciałem Magdaleny Żuk do kraju mają trafić wszystkie materiały ze śledztwa zgromadzone przez stronę egipską.

W Polsce biegli przeprowadzą drugą sekcję zwłok. Zapowiedział to minister sprawiedliwości. - Polskie prawo wymaga, aby w kraju przeprowadzić ponowną sekcję zwłok Magdaleny Ż. w związku z jej śmiercią w Egipcie – mówił Zbigniew Ziobro w TVP Info.

Jak informuje TVP Info, niekorzystne jest to, że ta pierwsza sekcja zwłok była przeprowadzona dopiero tydzień po tragedii.

Ustalenia i hipotezy

Polka popełniła samobójstwo, w którym nie uczestniczyły osoby trzecie - tak nieoficjalnie wyglądają ustalenia Krzysztofa Rutkowskiego. Tymczasem cały czas pojawiają się nowe szczegóły i relacje, dotyczące jej zachowania i śmierci.

Maciek pojechał po Magdę

Ostatnie chwile Magdy relacjonuje Maciek - kolega Markusa, który poleciał do Egiptu. Gdy był już na miejscu, okazało się, że Magda wyskoczyła z okna. Zobaczył ją po przewiezieniu do innego szpitala, gdzie była w stanie śpiączki farmakologicznej.

- Magda miała uszkodzone prawe płuco. Albo pod płucem, albo w płucu, zbierała się krew - mówił w TVN24 Maciek. - Lekarz przekazał informację, że pomimo licznych urazów i złamań, które posiada, to ten uraz jest bardzo niebezpieczny, dlatego, że na pewno będzie musiał być operowany w ciągu dwóch dni. Magda też straciła dużo krwi, a tę krew wyciągano z tego miejsca - opowiada.

Opowiada też, że i goście hotelu, i personel szpitala mówil o agresywnym zachowaniu kobiety. Rezydent miał być przez nią nawet mocno zadrapany na twarzy.

Dlaczego nagrywali?

Rozmowę Magdaleny Żuk z jej chłopakiem nagrywał kolega Markusa, Michał. Michał opowiada reporterce "Uwagi", dlaczego zdecydowali się zarejestrować rozmowę.

- Jej zachowanie wymusiło w podświadomości naszej, żeby to nagrać. To nie jest rozmowa od początku nagrana - mówi. Markus tłumaczy, że nagranie miało zostać upublicznienie przez przypadek. Opowiada też, że mieli się z Magdą pobrać w październiku w Stanach Zjednoczonych.

"Złoty" i inne powiązania

Reporterka pytała także o spekulacje w mediach o powiązaniach mężczyzn z samobójstwem modelki Karoliny Kaczorowskiej w Karpaczu. Wśród znajomych nieżyjącej modelki miał być Kamil nazywany Złotym. Jednym z kolegów Markusa jest osoba o takim samym imieniu i przezwisku. Markus i jego koledzy też znają osobę o tym imieniu i pseudonimie.

- Powiązania moich kolegów, przyjaciół z jakimś wyjazdem do Karpacza to kompletna bzdura - mówi Markus.

Chłopak nieżyjącej Magdaleny tłumaczy też swoje opanowanie podczas nagranej rozmowy z dziewczyną. Mówi, że to dlatego, by uspokoić Magdę. - Widziała Pani w jakim stanie jest Magda? Gdybym krzyczał i się denerwował, to by jej pomogło? Nie. Musiałem być opanowany chociaż w miarę - wyznaje.

Mówi też, że nie zażywała narkotyków i nigdy nie widział jej w takim stanie.

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.