Kolejna afera uderza w Fidesz jako partii broniącej dzieci [OPINIA]
Dziesiątki tysięcy osób przeszło w sobotę w Budapeszcie w marszu zwołanym przez TISZĘ, największego konkurenta Fideszu w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Odbył się on pod hasłem "obronimy dzieci". Nie jest najważniejsze, ile osób na ulicach się pojawiło, ale to, że po raz kolejny opozycja uderza w rządzących ich własnym hasłem - pisze dla Wirtualnej Polski dr Dominik Hejj.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Prawica lata temu zawładnęła hasło "obronimy dzieci". To lejtmotyw Fideszu od 2020 r. Dość powiedzieć, że w 2022 r. wraz z wyborami parlamentarnymi odbyło się referendum właśnie promowane właśnie tym hasłem.
Chociaż Viktor Orbán i jego środowisko polityczne sprawę bagatelizują, to bez wątpienia stanowi on dla niego ogromny problem. Fidesz ma w pamięci, że inna afera związana z dziećmi nie tylko doprowadziła w konsekwencji do ustąpienia prezydent Węgier w lutym 2024 r., ale przyczyniła się także do powstania TISZY, która od miesięcy prowadzi w sondażach przedwyborczych.
Inna rzecz dotyczy tego, że troska o fundamentalne dobro dzieci – ochrona przed przemocą - nie jest cechą charakteryzującą dane środowisko polityczne, a zatem emocje związane z wybuchem afery udzielają się wszystkim, bez względu na partyjne barwy.
Zakład poprawczy przy ul. Szőlő
Sprawa tego, co działo się w ośrodku resocjalizacyjnym dla młodzieży, została upubliczniona miesiąc temu. Jednakże dopiero kilkanaście dni temu do sieci wyciekły nagrania, na których widać, jak były już p.o. dyrektora ośrodka znęca się nad jednym z podopiecznych. Uderza jego głową o stół, następnie przerzuca go przez mebel, a gdy ten leży, kopie go. Na innym nagraniu widać, jak wychowawca bije chłopca pałką po głowie. W tle jest wykorzystywanie seksualne.
Reakcja rządu? Minister w Kancelarii Premiera, Gergely Gulyás, tłumaczył, że osadzeni w zakładzie nieletni powinni raczej zetknąć się z "więzienną dyscypliną", niż z systemem pomocy społecznej. Zasugerował w ten sposób, że nieletni przetrzymywani w poprawczaku przy ul. Szőlő są ciężkimi przestępcami.
Tymczasem redakcja portalu Válaszonline przeprowadziła wywiad z byłym pracownikiem tego ośrodka, który rzucił inne światło na osadzonych. Jak stwierdził, odsetek osadzonych za morderstwo czy przestępstwo seksualne, nie stanowi nawet 10 proc. Większość penitencjariuszy trafiło tam za rabunki i narkotyki. Jednocześnie podkreślił, że 40 proc. trafiających do poprawczaków to osoby, które wychowywały się w domach dziecka.
Systematyczne tuszowanie
Reakcja rządu koncentrowała się na zrzuceniu z siebie odpowiedzialności poprzez przerzucenie winy na wychowanków poprawczaka, którzy w tej opowieści "sami są sobie winni". Dopiero publikacja kolejnych materiałów, a także zapewne świadomość rezonowania tematów "okołodziecięcych" w całym węgierskim społeczeństwie nieco zmieniły retorykę. Ten wpływ informacyjny jest o tyle ważny, że wzmianki o aferze szybko trafiły na afisze europejskich mediów. Zamieszczony przez dziennikarza śledczego Szabolcsa Panyi’ego materiał na portalu X uzyskał w ciągu dwóch dni ponad 3 mln wyświetleń.
Chociaż placówki penitencjarne w tamtym czasie w pełni podlegały ministerstwu spraw wewnętrznych, na którego czele stoi Sándor Pintér, MSW w tej sprawie najrzadziej zabierało głos. Politykę rządu rozprowadzał Viktor Orbán. Premier zdecydował o wysłaniu do każdego ośrodka wychowawczego umundurowanych policjantów, którzy pełnią w nich dyżur zmianowy 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu. W parlamentarnym wystąpieniu premier stwierdził, że chciałby dowiedzieć się, dlaczego policja w niewłaściwy sposób zareagowała na doniesienia dotyczące przemocy, tzn. nie przeprowadziła postępowań.
W toku kolejnych informacji medialnych ustalono, że anonimowe doniesienie dotyczące przemocy przy ul. Szőlő pojawiły się już w 2016 r. Dokument składał się z 36 punktów i pozostał bez rozpatrzenia. Sprawa jest poważna, bowiem w maju 2025 r. aresztowano dyrektora zakładu, jednak w związku inną sprawą, która miała miejsce w ośrodku. W tamtym postępowaniu dyrektor i jego partnerka oskarżeni są o handel ludźmi, zmuszanie do pracy przymusowej i nadużycie stanowiska publicznego. Inne zarzuty dotyczą działania na szkodę finansową ośrodka. Para jest podejrzana jest również o branie pod opiekę dziewcząt z ubogich rodzin, a następnie zmuszanie ich do prostytucji. Pomimo tak poważnych zarzutów, od maja w placówce nie przeprowadzono żadnych postępowań sprawdzających sytuację młodzieży. Według mediów, z usług seksualnych wychowanków mogli korzystać wysoko postawieni politycy.
Łącznie na Węgrzech funkcjonuje pięć zakładów poprawczych, w tym jeden w Budapeszcie. Ośrodek przy ul. ul. Szőlő Budapeszcie stał się symbolem szerszego kryzysu węgierskiej pieczy zastępczej i instytucji wychowawczych. Opozycja przypomina także o przywołanej już wcześniej aferze z 2024 r., która ujawniła, że prezydent Katalin Novák uniewinniła osobę skazaną za tuszowanie pedofilii w jednym z węgierskich domów dziecka. Chociaż premier zapewnił, że każde z 23 000 dzieci objętych państwową opieką otrzymuje odpowiednią, bezpieczną i wysokiej jakości opiekę, godną Węgier XXI w. Także ta deklaracja leżała u podstaw zorganizowania wczorajszego marszu.
Został on zwołany przez Pétera Magyara, lidera TISZA. Na marginesie warto przypomnieć, że w prorządowe media wypominają mu hipokryzję. Oto za antyprzemocowym marszem stać ma człowiek oskarżany o bycie przemocowym. Wątek ten opisywałem na łamach WP w kwietniu 2024 r.
W sobotni wieczór kilkadziesiąt tysięcy ludzi ze świecami przemaszerowało pod kancelarię premiera Orbána oraz oddalony o kilka metrów – Pałac Sándora, biuro prezydenta Tamása Sulyoka. Tam demonstrujący zostawili zabawki.
Wcześniej Péter Magyar opublikował utajniony raport z 2021 r., traktujący o przemocy w placówkach opiekuńczych (wszystkich rodzajów). Został on przygotowany dla Krajowej Służby Ochrony Dziecka i rządu. Jak podkreślił lider TISZY, autentyczność dokumentu, który ujawnił, została potwierdzona przez MSW. Fakt ten ma w jego ocenie dowodzić, że rządzący mają pełnię wiedzy dotyczącą nieprawidłowości w traktowaniu dzieci, jednocześnie nie wyciągając z tego żadnych wniosków. Warto przypomnieć, że Katalin Novák uniewinniła osobę skazaną za tuszowanie pedofilii w 2023 r., afera wybuchła w lutym 2024 r.
Raport dotyczy 3 tys. poważnych przypadków przemocy wobec dzieci. Dane są mrożące. Co piąte dziecko pod opieką państwa jest oficjalnie poddawane przemocy. 25 proc. przypadków przemocy seksualnej nigdy nie jest zgłaszana władzom. Fakt ich dokonania zostaje wymazany. Zaledwie 10 proc. opiekunów stwierdziło, że powierzone im dzieci nie doświadczyły przemocy. Oznacza to: 90 proc. dzieci jest dotkniętych. 38 proc. opiekunów wie o co najmniej jednym dziecku, które doznało przemocy seksualnej podczas korzystania z profesjonalnej (państwowej) opieki. 25 proc. opiekunów wskazało, że w ciągu ostatnich dwóch lat żaden przypadek przemocy w ich otoczeniu nie doprowadził do wszczęcia policyjnego dochodzenia. W raporcie wskazywano też, że dzieci były m.in. zastraszane, by odstąpiły od składania zeznań.
Orbana mogą czekać poważne konsekwencje
Sprawa może mieć dla Fideszu bardzo poważne konsekwencje. Nie chodzi tu o utratę władzy przed wyborami, ale kolejne uderzenie w prorodzinne fundamenty prowadzonej polityki. Poprzednią aferę udało się ukrócić poprzez poświęcenie prezydent, tym razem nie ma polityka podobnego kalibru, którego publiczne oskarżenie byłoby w stanie zadowolić strony. Późnym sobotnim wieczorem, już po zakończeniu protestu TISZA, sympatyzujący z władzą portal "Mandiner" opublikował wywiad z premierem. Stwierdził on, że w ośrodku przy Szőlő przebywają młodociani przestępcy, którzy popełnili przestępstwa – głównie ciężkie, włącznie z zabójstwami. Jak dodał, "właściwie to rodzaj więzienia". Wrócił zatem do narracji kreowanej od początku przez jego rzecznika, którą przytoczyłem wcześniej.
Viktor Orbán wskazał, że p.o. dyrektora ośrodka dopuścił się przestępstwa. "Tu nie ma miejsca na uniki. Nawet z młodocianym przestępcą nie można tak postępować, jak ten strażnik postąpił z podopiecznym. To niedopuszczalne, nie ma zmiłuj". Problem w tym, że faktycznym działaniem rządu było przeniesienie nadzoru nad placówkami wychowawczymi ze służb socjalnych w ramach MSW do służb penitencjarnych podległych Ministerstwu Sprawiedliwości. Jak wskazał premier, "istnieje [w nich] doświadczenie w ich prowadzeniu".
Nie jest też tak, że Fidesz straci w sondażach. Gra toczy się bowiem o rząd dusz niezdeklarowanych. Według sondaży nawet jedna trzecia wyborców (w zależności od sondażowni) nie wie, na kogo zagłosuje albo czy w ogóle pójdzie na wybory. To ta grupa przeważy o zwycięstwie. Elektoraty TISZA, a przede wszystkim Fideszu, są zdyscyplinowane, a przepływów między tymi grupami wyborców nie ma, stąd jedyne wzrosty mogą odbywać się poprzez przekonywanie niezdecydowanych do wzięcia udziału w wyborach, a także głosowania na dane stronnictwo.
Dla Wirtualnej Polski Dominik Hejj
Dr Dominik Hejj - politolog specjalizujący się w polityce węgierskiej i autor książki "Węgry na nowo".