Jeszcze alt-prawica czy już neo-faszyzm? [OPINIA]
Elektorat Grzegorza Brauna jest inny, niż wyobraża go sobie pewna część liberalnych elit. Ani religijność, ani przesadny konserwatyzm osobisty nie są wcale jego kluczowymi cechami. I to właśnie czyni go niezwykle niebezpiecznym i podobnym do ruchów z przeszłości - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Kilka tygodni temu usłyszałem na jednym ze spotkań pytanie, czy nie mam wrażenia, że wraz z Grzegorzem Braunem i jego formacją do polskiej polityki wrócił realny, a nie tylko wymyślany i przypisywany jako stygmat faszyzm. Odpowiedziałem, że wciąż nie mam takiego wrażenia. Ruch Brauna jest za bardzo siermiężny, za mało nowoczesny (choć jego twórca skutecznie posługuje się mediami społecznościowymi), i mimo wszystko za bardzo zakorzeniony w religijności katolickiej (nawet jeśli parodystycznej), by być realną formą neofaszyzmu.
Standardowo ostrzegałem też, że jeśli wszystkie niebezpiecznie ruchy będziemy określać mianem faszystowskich, to po pewnym czasie - gdy pojawi się prawdziwy neofaszyzm, to nie będziemy go dostrzegać.
Teraz, po serii wydarzeń i pogłębionych analizach socjologicznych dotyczących elektoratu Brauna, moja odpowiedź na tamto pytanie byłaby odmienna. Grzegorz Braun i jego partia przyniosły nam odrodzenie zjawisk analogicznych do tych, które charakteryzowały historyczny faszyzm.
Czytaj również: Antychrześcijański prezydent. Biskupi protestują przeciwko polityce i retoryce Trumpa [OPINIA]
Zacznijmy od analizy elektoratu Konfederacji Korony Polskiej przygotowanej przez CBOS. Te informacje rzucają mocny snop światła na realną strukturę wyborczą partii Brauna. Jej wyborcy to nie są ludzie szczególnie religijni (praktykuje średnio tyle z nich, ile w społeczeństwie, a 30 proc. nie praktykuje w ogóle). Nie są też starsi (tylko 8 proc. wyborców Brauna to ludzie w wieku powyżej 65. roku życia, cała reszta to ludzie młodzi lub w średnim wieku).
Jeśli chodzi o dochody - to potencjalni wyborcy Konfederacji Korony Polskiej mają je podobne do tych, które mają wyborcy Koalicji Obywatelskiej (czyli powyżej średniej), ale spora grupa z nich nie jest zadowolona ze swojego (wyższego niż przeciętny) statusu materialnego. I wreszcie - to może jedyna dana, która potwierdza pierwotne intuicje - w tej grupie znajdują się głównie mężczyźni (dwie trzecie z wyborców).
Kim są wyborcy Konfederacji
Co wynika z tych danych? Otóż mniej więcej tyle, że mamy do czynienia z klasą średnią (możemy ją określić historycznym mianem drobnomieszczaństwa), niezadowoloną ze swojego statusu ekonomicznego (który jest relatywnie dobry), prawdopodobnie sfrustrowaną emancypacją kobiet i związaną z tym zmianą społecznego położenia mężczyzn, a do tego stosunkowo młodą i niekoniecznie najbardziej zakorzenioną religijnie.
Analogiczną grupę stanowili w III Rzeszy (ale także we Włoszech) zwolennicy ruchów faszystowskich… Byli młodzi, wbrew pozorom nieźle wykształceni, zabezpieczeni finansowo, ale sfrustrowani zmianami i niezadowoleni z własnej pozycji społecznej, za którą winili innych - obcych.
Oczywiście sytuacja w Polsce w drugim dziesięcioleciu XXI wieku jest odmienna, niż ta w Niemczech czy Włoszech w latach 20. i 30. wieku ubiegłego. Inne są modele działania, inna polityka i wreszcie inne wyzwania. Mechanizmy rządzące emocjami społecznymi, a także tworzenia ruchów masowych są jednak podobne. I już tylko to pozwala zobaczyć wyraźną analogię historyczną między tym, co działo się wówczas i co dzieje się teraz.
Czytaj również: Sytuacja Polski jest coraz gorsza [OPINIA]
O czym mówię? O frustracji i szukaniu winnych, a także dynamicznym pogarszaniu się sytuacji międzynarodowej. Wyborcy Konfederacji Korony Polskiej są wyraźnie sfrustrowani faktem, że zmienia się pozycja mężczyzn (odpowiedzialność za to zrzucają zaś na feminizm i liberalne myślenie), że sytuacja gospodarcza z powodu wojny Rosji z Ukrainą się pogarsza, a także, że zmienił się skład etniczny naszego kraju.
W moim odczuciu Ukraińcy (a szerzej migranci) stali się dla nich Żydami początku XX wieku, a emocje antyukraińskie stały się nowoczesnym antysemityzmem. To właśnie Ukraina ma odpowiadać - w tej narracji - za wszystkie problemy Polski i Polaków. Feminizm, a konkretnie związana z emancypacją kobiet zmiana położenia mężczyzn, sprawia, że - niezależnie od religijności lub jej braku - wyborcy Konfederacji Korony Polskiej deklarują konserwatywne poglądy, które mogą sprawiać wrażenie bliskości (pozornej) z tradycjonalistycznym podejściem części środowisk katolickich.
Silne przywiązanie do symboliki narodowej jest po prostu odpowiedzią na… coraz mocniejszy brak własnej stabilnej tożsamości.
Wszystkie te elementy tworzą bardzo niebezpieczny miks, który - co gorsza - nie jest ograniczany przez żadne bezpieczniki. Pozorna religijność nie blokuje antymigranckich, antypersonalistycznych zapędów czy idolatrii własnej narodu. Przywiązanie do wartości liberalnej demokracji nie blokuje populizmu. A tam, gdzie nie ma wartości, liczy się tylko skuteczność, i to pojmowana pragmatycznie. I taką właśnie politykę - pragmatyczną i w gruncie rzeczy nihilistyczną - prowadzi Braun. To również upodabnia go do rozmaitych nurtów faszyzmu z ubiegłego wieku.
Ale nowa forma, w której wracają stare idee (a może lepiej powiedzieć stare polityczne interesy), nie powinna przesłaniać tego, że Braun odwołuje się także do starego repertuaru formacji faszystowskich. Tak jest z antysemityzmem, który w części bliskich mu środowisk stał się znakiem rozpoznawczym. Wojciech Sumliński - współpracujący z Braunem w Jedwabnem - w czasie jednej z debat w Warszawie określał swojego adwersarza (nota bene znanego dziennikarza mediów prawicowych) mianem "Żyda" i zarzucał mu "żydowskie kłamstwa" oraz "żydowską perfidię". Ta "debata", nie ma co ukrywać, przypominała najgorsze antysemickie wzorce rodem z "Der Sturmera".
I nikt ze strony Brauna się od tego nie odciął, nikt nie wskazał, że nie ma zgody na pewne działania. Sam Braun zresztą gra - i to bardzo ostro - antysemityzmem i to rodem z lat 30. XX wieku. Odwołuje się do fałszywej z tamtych czasów, poleca książki najpaskudniejszych, polskich antysemitów i prezentuje opinie, które już dawno zostały sfalsyfikowane. I co? I nic, bo jego wyborcy to kupują, a kupują, bo to pozwala im wzbogacić repertuar antyukraiński.
I to wszystko sprawia, że na partię Brauna można spoglądać jako na ruch nie tylko populistyczny, nie tylko alt-prawicowy i pozornie tradycjonalistyczny, ale także jak na pewną nową, ale nieźle zakorzenioną w przeszłości, formę faszyzmu. Takie wnioski płyną niestety także z analizy przedstawionej przez CBOS.
Dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski
Tomasz P. Terlikowski jest doktorem filozofii religii, pisarzem, publicystą RMF FM i RMF 24. Ostatnio opublikował "Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła", a wcześniej m.in. "Czy konserwatyzm ma przyszłość?", "Koniec Kościoła, jaki znacie" i "Jasna Góra. Biografia".