"Idzie ostatnia hołota". Wyciekły nagrania, kogo Rosja werbuje na wojnę w Ukrainie
Napływ nowych żołnierzy kontraktowych na wojnę w Ukrainie zmniejszył się o jedną czwartą - opisuje jeden z rosyjskich portali. Rosyjscy wojskowi nieoficjalnie narzekają, że z bełkoczących alkoholików i desperatów bardzo trudno uformować armię zdolną do działań bojowych.
W Rosji maleje liczba mężczyzn gotowych podpisywać kontrakty wojskowe i wyjeżdżać na front wojny przeciwko Ukrainie. O problemach z werbunkiem informuje niezależny rosyjski portal Wierstka, powołując się na dane z punktów rekrutacyjnych armii oraz rozmowy z przedstawicielami rosyjskich struktur wojskowych. Z nieoficjalnych informacji wynika, że rzeczywista liczba kontraktowych żołnierzy może być znacząco niższa, niż dane podawane publicznie przez prezydenta Władimira Putina czy wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Dmitrija Miedwiediewa.
Według źródeł portalu niedobory nowych rekrutów były widoczne w całym kraju w 2025 r. Moskwa wysłała na wojnę łącznie 24 469 osób - o jedną czwartą mniej niż rok wcześniej. Szczególnie wyraźny spadek zainteresowania służbą kontraktową odnotowano pod koniec roku.
W grudniu 2025 r. w centrum rekrutacyjnym umowy z armią podpisało jedynie 879 osób. Tymczasem latem 2024 r., w szczycie oddziaływania rosyjskiej propagandy, gdy dodatkowo wprowadzono jednorazowy dodatek w wysokości 1,9 mln rubli, chętnych było od 5 do 7 tys.
Spadek rekrutacji i zmęczenie wojną
Rosyjscy wojskowi i urzędnicy, cytowani przez portal, przyznają, że struktura osób zgłaszających się do armii wyraźnie się zmienia. Rośnie liczba kandydatów pochodzących ze środowisk marginalizowanych.
- Jest o wiele więcej alkoholików, narkomanów czy osób bezdomnych ze wsi. Jest ich wielu i prawdopodobnie w tym roku będzie ich jeszcze więcej. Poza Moskwą właściwie wszędzie obserwujemy ten trend - przekazał rozmówca portalu Wierstka związany z rosyjską armią.
Inny przedstawiciel struktur wojskowych mówi o wyraźnym zmęczeniu społeczeństwa trwającą wojną.
- Mamy do czynienia z ogromnym spadkiem. Teraz sytuacja wygląda naprawdę źle. Ci, którzy chcieli iść na front, w większości już to zrobili. Obecnie idzie wszelkiego rodzaju ostatnia hołota - relacjonuje.
Nagrania kompromitują system werbunku
Portal dotarł również do nagrań rozmów rekrutacyjnych z ochotnikami zgłaszającymi się do służby. Materiały kompromitują system rekrutacyjny. Kandydaci często bełkoczą, nie potrafią wskazać celu wojny ani jasno określić swoich motywacji.
- Wczoraj piłem. Piłem wódkę, ale kaca wyleczyłem piwem… To była zła decyzja, żeby się upić. Pracuję jako instalator. Mój ojczym zginął na froncie pod koniec grudnia. Muszę się zemścić. Nie mam już nikogo - ani matki, ani ojca. Matka zmarła dwa lata temu. Wojna jest zła, oczywiście, ale jeśli chodzi o coś własnego, to jest akceptowalna. Wojna w imię dobra jest mile widziana - mówi jeden z kandydatów.
Ekspert: Rosja utrzymuje liczebność, ale traci jakość
Na problemy rosyjskiego systemu werbunkowego zwraca uwagę również Maciej Korowaj, analityk wojskowy, który komentuje sytuację dla Wirtualnej Polski. Ekspert podkreśla, że obecne trudności nie muszą oznaczać gwałtownego załamania liczebności armii, lecz wyraźny spadek jakości rekrutów.
- Kryzys widać przede wszystkim pod względem jakości, a nie wyłącznie ilości. To już nie są rekruci, którzy zgłaszali się na fali propagandowej narracji o "walce z nazizmem" ani osoby, które kierowały się przede wszystkim chęcią szybkiego zarobku. Druga fala obejmowała ludzi z problemami prawnymi, często po wyrokach. Ten mechanizm również zaczyna się wyczerpywać, bo coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że wyjazd na front nie daje realnej gwarancji powrotu - ocenia analityk.
Zdaniem eksperta rosyjski system kontraktowy nadal funkcjonuje, jednak jego struktura ulega zmianie. - Liczba żołnierzy podpisujących lub przedłużających kontrakty wciąż utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie - między 25 a 35 tys. miesięcznie, choć wcześniej mówiono nawet o 50 tys. Problem polega na tym, że coraz większą część tej grupy stanowią osoby przedłużające służbę. Często robią to dlatego, że nie widzą dla siebie miejsca w cywilnym życiu. Na wojnie mają zapewnione utrzymanie - tłumaczy ppłk rez. Korowaj.
Analityk odnosi się również do możliwych scenariuszy dalszego przebiegu wojny w Ukrainie. Jego zdaniem sytuacja militarna pozostaje silnie uzależniona od poziomu strat ponoszonych przez rosyjskie wojska.
- Jeśli tempo strat utrzyma się na obecnym poziomie, Rosja będzie stopniowo słabła. Najbliższe miesiące mogą mieć charakter przełomowy. Możliwe są próby zamrożenia konfliktu albo jego stopniowego wygaszania w perspektywie kolejnego roku. Nie można wykluczyć także scenariusza, w którym Rosja zacznie tracić część wcześniej zdobytych terytoriów - podsumowuje ppłk rez. Korowaj.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski