- Pan sobie żartuje? To przecież ja złożyłem zawiadomienie do prokuratury i do ABW, że to przestępstwo miało miejsce - odpowiedział Michał Dworczyk na pytanie o to, czy wzorem niektórych kolegów planuje opuścić Polskę. Europoseł PiS, któremu w związku z tzw. aferą mailową grozi do 5 lat więzienia, zapewnił w programie "Tłit" WP o pełnej współpracy z wymiarem sprawiedliwości i skrytykował skierowany przeciwko niemu akt oskarżenia.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała w środę o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko Michałowi Dworczykowi. Śledczy zarzucają mu niedopełnienie obowiązków w zakresie ochrony informacji niejawnych oraz utrudnianie śledztwa. Sprawa dotyczy okresu od 2017 do 2021 roku, gdy Dworczyk był wiceministrem obrony, a później szefem KPRM.
W rozmowie z Michałem Wróblewskim polityk stanowczo zaprzeczył, jakoby zamierzał unikać odpowiedzialności przed sądem.
- Od początku współpracuje ze wszystkimi służbami i prokuraturą. I nadal będę współpracował, oczekując, że niezawisły sąd oczyści mnie z zarzutów - zadeklarował na antenie Wirtualnej Polski.
"To przestępstwo związane z atakiem hakerów"
Michał Dworczyk przekonywał w programie "Tłit", że narracja prokuratury o "aferze mailowej" jest błędna. Jego zdaniem kluczowym wątkiem jest uderzenie obcych służb w polską infrastrukturę.
- To nie jest afera mailowa, a właściwie przestępstwo związane z atakiem hakerów. Jak oceniają to międzynarodowe firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem hakerów związanych ze służbami specjalnymi, rosyjskimi i białoruskimi – podkreślał europoseł.
Polityk przypomniał również, że przez kilka lat występował w tej sprawie w charakterze ofiary. - Ja przez kilka lat miałem status osoby poszkodowanej w tej sprawie. Kiedy kandydowałem do Parlamentu Europejskiego, pan minister Żurek ogłosił publicznie, że teraz będę osobą podejrzaną - mówił, zarzucając prokuraturze działanie w sposób "absolutnie polityczny".
Kuriozalny zarzut utrudniania śledztwa?
Akt oskarżenia zawiera m.in. zarzut dotyczący czerwca 2021 roku. Według śledczych Dworczyk miał polecić "ustalonej osobie" trwałe wykasowanie ze skrzynki maili phishingowych oraz powiązanych z nimi metadanych.
- Szczególnie ten drugi zarzut jest kuriozalny, bo ja, jako poszkodowany w tym przestępstwie, jestem szczególnie zainteresowany, żeby znaleźć hakerów. Tymczasem prokuratura nie interesuje się poszukiwaniem hakerów (...) tylko próbuje ścigać jedną z osób poszkodowanych, w tym wypadku mnie - bronił się polityk.
Dworczyk odniósł się także do procedury uchylenia mu immunitetu w Parlamencie Europejskim, twierdząc, że dwukrotnie Komisja prawna PE odmawiała pozytywnej opinii, uznając działania za polityczne. Według niego dopiero "ingerencja i interwencja działaczy Platformy Obywatelskiej spowodowała właściwą ocenę wniosku".
Szczegóły aktu oskarżenia
Z ustaleń Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że Michał Dworczyk jako funkcjonariusz publiczny "posługiwał się niecertyfikowaną i niezabezpieczoną prywatną skrzynką mailową do prowadzenia korespondencji w zakresie realizacji zadań służbowych". Według aktu oskarżenia naruszyło to przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych oraz wewnętrzne regulacje KPRM.
Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Michałowi Dworczykowi grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.