akademik
21-07-2018 (12:50)

Bałaganiarze to mało powiedziane. A w wakacje akademiki nie pustoszeją

Podczas letnich miesięcy w akademikach jest mniej studentów, ale część zostaje, przychodzą nowi. Tym samym pracownikom domów studenckich i innym lokatorom dają się we znaki mistrzowie bałaganu i brudu. – Najgorszy był krzyk pań sprzątających – usłyszeliśmy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
W wielu akademikach kuchnię i łazienkę trzeba dzielić z innymi studentami
W wielu akademikach kuchnię i łazienkę trzeba dzielić z innymi studentami (East News, Fot: Lech Gawuc/Reporter)
WP

- Głównie bywałam tam na imprezach. Palenie papierosów na klatkach schodowych było nagminne. Nieważne, czy komuś to przeszkadzało, czy nie. Nawet jak czyjeś pranie wisiało, to i tak się paliło – mówi w rozmowie z nami Marta, studentka z Krakowa.

Jak dodaje, niektórzy zabierali to, co się suszyło i rozrzucali po akademikach. Tak samo było z kwiatkami i innymi rzeczami wystawionymi na korytarzach.

- Na imprezach był ścisk, wchodziło się na raty, żeby ochrona nie zorientowała się, ilu ludzi tak naprawdę jest w pokoju – opowiada Marta.

WP

Doskonale pamięta lodówkę, którym studentom służyła jako sanki. Schody były zjeżdżalnią. Od koleżanek z innego akademika słyszała, że studenci ślizgali się na otwartych keczupach. A jak się żyje w warszawskich akademikach?

Student i aktualny mieszkaniec akademika Uniwersytetu Warszawskiego przy ul. Kickiego, z którym rozmawialiśmy, narzeka na lokatorów. Dokucza mu przede wszystkim hałas. Czysto też nie jest.

Zdarza mu się zobaczyć spleśniałe jedzenie w lodówce. Często w kuchni zastaje niewyrzucone śmieci, które powinni wynosić studenci.

WP
Facebook.com
Podziel się

Co więcej, przeszkadza mu "gotowanie studentek w samych majtkach" we wspólnej kuchni. Słyszał, że w innych akademikach zdarzają się kradzieże.

Uciążliwe dla Marcina jest też to, że na kilkuosobowy pokój jest jeden kluczyk. Przyznaje, że jeśli nie posprząta pokoju przed jego oddaniem, musi uiścić opłatę. Od 40 do 50 zł za dzień. Za weekend, jak powiedział, uzbiera się ponad 100 zł.

Narzeka nie tylko na innych studentów, ale też na to, co zależy od władz akademika - grzyb na ścianach, "Syberię w zimie" i gorąco w miesiącach letnich. - Podczas wakacji muszę wychodzić, nie da się wytrzymać - mówi. Okazuje się, że Marcin to szczęściarz, inni mieszkali w znacznie gorszych warunkach.

Zobacz także: Jak co roku katastrofalne wyniki matur. Dla 36 tysięcy uczniów druga szansa w sierpniu

WP

Cztery lata, by zrozumieć, że wyobraźnia nie ma końca

Rozmawialiśmy też z byłą studentką, która w akademiku przy ul. Kickiego w Warszawie mieszkała cztery lata. Jak przyznaje, w tygodniu jest w porządku, najgorsze są poniedziałki, bo to dni po weekendach.

Butelki po piwie na schodach czy paczki po chipsach to był, jak mówi Krystyna, częsty widok. – Udawali, że ich tam nie ma – podkreśla.

WP

Jak dodaje, popularnym sposobem pozbywania się swoich śmieci było podrzucanie ich innym – zostawianie przed drzwiami innego pokoju. – Zwłaszcza chłopaki kolekcjonują butelki, a potem się ich sprytnie pozbywają albo wykorzystują na przykład jako popielniczkę do petów – zaznacza Krystyna.

- Jeśli jako studenci tak się zachowują, to co będzie w dorosłym życiu? – pyta. Jej zdaniem to kwestia złego wychowania. – To się wynosi z domu – twierdzi. Okazuje się, że bałagan na korytarzu to dopiero początek.

Zdjęcie pokoju jednego z warszawskich akademików Archiwum prywatne
Podziel się
WP

W łazience, którą dzieli sporo lokatorów zostawiane są puste opakowania po kosmetykach. Na wierzchu leżą niezakryte zużyte podpaski, tampony i wkładki. Prezerwatywy można znaleźć z kolei pod prysznicem. A odpływ jest nierzadko zatkany.

Kiedy zapytaliśmy ją, co było najgorsze, powiedziała, że krzyki pań sprzątających, które zobaczyły kał na ścianach prysznica w łazience. – Słychać je było wszędzie. Muszą mieć mocne nerwy. Działania studentów odbierają jako celowe. Myślą, że młodzi robią im na złość – twierdzi Krystyna.

– Studenci mają niekończącą się wyobraźnię – przyznaje. I przechodzi do opisu tego, co notorycznie zastawała w kuchni. – Kosz szybko zapełniał się śmieciami, szybko też wokół niego pojawiały się skorupki po jajkach czy cebula – mówi. Z kolei nieumyte garnki uniemożliwiały korzystanie ze zlewu.

Krystyna przyznaje, że do takiego widoku da się przyzwyczaić. Dodaje, że są osoby, którym to przeszkadza, ale nie wszystkie chcą się odezwać.

Sposób na bałaganiarzy

Co na to uniwersytet? Anna Korzekwa-Józefowicz, rzeczniczka Uniwersytetu Warszawskiego, przy którym funkcjonuje sześć akademików, by nie generalizować, przyznała w rozmowie z nami, że "studenci miewają problem z utrzymywaniem porządku".

Najczęstsze zniszczenia dotyczą klamek i blatów w lodówkach. - Zdarza się, że po wyprowadzce mieszkańców z akademika wraz z plakatami, które przytwierdzają do ścian, odpada kawałek tynku. Czasem studenci przynoszą dodatkowe urządzenia elektryczne o dużej mocy - takie jak kuchenki, mikrofale – które nie są zgodne z regulaminem – mówi.

- Przestrzenie wspólne - kuchnie, korytarze, łazienki - tradycyjnie najgorzej wyglądają w poniedziałki rano. W niedziele panie sprzątające nie pracują, w sobotę pracują tylko w pierwszej części dnia. Po weekendach więc na przykład można zastać worki ze śmieciami nie w zsypach, ale obok nich. Blaty, kuchnie itd. wymagają porządnego szorowania, bo część studentów po przygotowaniu posiłków nie sprząta – dodaje.

Zdjęcie pokoju jednego z warszawskich akademików Archiwum prywatne
Podziel się

W akademikach regularnie przeprowadzane są dezynfekcje. Lokatorzy są o tym uprzedzani miesiąc wcześniej. Korzekwa-Józefowicz przyznaje jednak, że zwykle nie da się ich sprawnie przeprowadzić ze względu na panujący w nich nieporządek.

UW radzi sobie z bałaganiarzami i osobami nieutrzymującymi czystości. Sposobem na nich jest pobieranie kaucji. Co więcej, student, który nie utrzymuje czystości, może stracić miejsce w akademiku.

- Na plus tego roku należy np. zapisać, że było mniej imprez. W akademiku, który sprawdzałam, mieszka wielu cudzoziemców, a oni wolą wyjść gdzieś na miasto; imprez (i wszelkich związanych z tym utrudnień - hałasu, bałaganu) w samym akademiku było mniej - dodaje rzeczniczka UW.

Kierownicza akademika przy jednej z prywatnych warszawskich szkół wyższych podkreśliła w rozmowie z nami, że jeśli jest bałagan, nie zwracają kaucji. Od niej potrącane są też kwoty za zniszczenia z winy studenta.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Wiadomości
WP
WP