Atak hakerski czy problem z abonamentem, czyli co się stało w Polsce 2050
W Polsce 2050 zaczęła krążyć nowa teoria ws. unieważnienia głosowania na przewodniczącego partii. Jak słyszymy, mógł być to błąd osób odpowiedzialnych za organizację e-wyborów i niedopilnowanie sprawy wykupienia odpowiedniej puli ankiet. - System około godz. 21 przestał przyjmować głosy - tłumaczą w Polsce 2050. - To bardziej kompromitujące dla partii niż teza o jakimś ataku hakerskim - komentuje rozmówca z rządu.
Fakty są takie, że około godz. 21 system przestał przyjmować oddawane głosy. - System przestał przyjmować głosy od uprawnionych osób, głosowanie zostało przerwane przez system i zakończone, mimo że nie wszystkie osoby mogły zagłosować. I z tego powodu komisja unieważniła to głosowanie - podkreśla w rozmowie z nami Marcin Skonieczka z Polski 2050.
Nasz rozmówca nie wie, ile osób oddało głos do tego momentu. Teraz partia zwróciła się do firmy o wyjaśnienia, na czym polegał problem.
- Cały czas czekamy na wyjaśnienia firmy, która dostarczała system. Mamy w niej wykupioną usługę jako partia i zobaczymy, co firma ustali i jakie nam przekaże informacje. Prawdopodobnie zostanie zwołana Rada Krajowa, która będzie musiała podjąć decyzję, co dalej - dodaje Skonieczka. Podkreśla, że po tym, jak się pojawił problem, komisja podjęła decyzję, żeby nie otwierać wyników głosowania.
Winna firma zewnętrzna czy ktoś z partii?
Informacje o zdarzeniu krążą po partii, ale także w wersji, że winna może być nie zewnętrzna firma, ale ktoś z partii. Chodzi o to, że zewnętrzna firma, na której serwerach było głosowanie, sprzedaje abonamenty na określoną liczbę oddanych głosów w ankiecie.
- Jeśli kupiono 1000 głosów, to już w pierwszym głosowaniu oddało głos 700 osób i zostało za mało slotów, by mogli głosować wszyscy uprawnieni - słyszymy od polityków tego ugrupowania.
Faktycznie na stronie Interankiety.pl jeden z abonamentów za 300 zł miesięcznie pozwala na 1000 odpowiedzi miesięcznie.
Ta relacja - o której donoszą nam kolejni członkowie Polski 2050 - jest więc w jawnej sprzeczności z dominującą od rana w mediach wersją, że wybory unieważniono z uwagi na jakąś nieuprawnioną ingerencję z zewnątrz. Sprowadza się ona do tego, że linki, rozsyłane do uprawnionych do głosowania członków partii, trafiły także w niepożądane ręce. Stąd doniesienia o liczbie oddanych głosów przewyższającej liczbę uprawnionych.
- Chodzi taka informacja, że były jakieś dodatkowe ankiety, czy próby wejścia na serwer, pada nawet liczba kilkudziesięciu tysięcy wejść, ale czekamy na informację od firmy informatycznej - mówi nam polityk Polski 2050.
Nie wszyscy jednak w tę teorię dowierzają. - Teoria z linkami wysłanymi do nieuprawnionych osób wydaje się dęta, raczej nie ogarnęli tego organizacyjnie, może nie doliczyli się osób uprawnionych do głosowania, bo było zawirowanie z tym, kto opłacił zaległe składki członkowskie, a kto nie. Natomiast link, nawet jeśli trafia w parę miejsc, to pozwala na oddanie jednego głosu, potem przestaje być aktywny - słyszymy od rozmówcy z rządu spoza Polski 2050.
Polityk z Polski 2050 sam przyznaje, że bardziej wierzy w wersję o blamażu organizatorów i niedogadaniu sprawy z firmą zewnętrzną, obsługującą proces e-wyborów, niż w ingerencję z zewnątrz.
- Teza o nieuprawnionej ingerencji w głosowanie to opowieść, która ma pomóc partii zachować twarz. Trzeba wyjaśnić, czy organizatorzy popełnili błąd, bo tak to wygląda. Jeśli tak, to te osoby powinny same podać się do dymisji, ale o tym będzie dyskutować Rada Krajowa partii, najprawdopodobniej w piątek - wskazuje polityk.
Rozmówca z rządu, z jednej z partii koalicyjnych wobec Polski 2050, wypowiada się w podobnym duchu. - Na stronie internetowej dostawcy widzę np. pakiet 1000 ankiet miesięcznie w cenie 300 zł. Trudno jednak uwierzyć w wersję, że nagle w trakcie głosowania zabrakło im wolnych slotów, bo w takiej sytuacji system zapewne zaoferowałby dokupienie brakującej puli. Wystarczyło puścić płatność Blikiem, wykupić te sloty i np. wydłużyć głosowanie o godzinę. No chyba że ktoś w partii przespał ten moment i tych slotów nie dokupił. Tak czy inaczej jest to bardziej kompromitujące dla partii niż teza o jakimś ataku hakerskim - ocenia rozmówca z rządu.
Już po publikacji naszego materiału w sieci ukazał się wpis Janusza Cieszyńskiego, posła PiS i byłego ministra cyfryzacji.
"Polska 2050 to partia-mem. Udało mi się ustalić, dlaczego wywróciły się ich wybory. Otóż w rejestrze umów na BIP jest umowa z firmą sixpoints - Jędrzej Koronowicz na 299 złotych netto miesięcznie. W tej cenie jest pakiet 1000 głosów i stąd wtopa" - poinformował Cieszyński.
Jeszcze bardziej sensacyjne tłumaczenia
Ale w wyborczej gorączce pojawiają się również bardziej sensacyjne tłumaczenia. Wśród przeciwników Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz pojawiają się nawet teorie, że ktoś mógł mieć dostęp do podglądu wyników i kiedy okazało się, że wygrywa jej rywalka, to wywrócił głosowanie. Marcin Skonieczka zapewnia jednak, że nie było bieżącego podglądu wyników.
Co dalej? Wydaje się, że partia ma na ten moment dwa wyjścia - albo powtórzyć głosowanie i liczyć, że kolejnej wpadki nie będzie, albo zorganizować zjazd działaczy i przeprowadzić głosowanie metodą tradycyjną. Na razie jednak nasi rozmówcy, mimo wszystko, skłaniają się ku pierwszej opcji. Ale decyzje dopiero mają zapaść.
- W statucie jest mowa o trzydniowym terminie, więc najbliższy możliwy termin to jest piątek na zwołanie Rady Krajowej. I myślę, że będzie powtórzona druga tura głosowania - tłumaczy Skonieczka z Polski 2050.
Jego zdaniem, jeśli okaże się, że był to błąd ludzki, to wybory mogą zostać powtórzone w obecnej formie. W innym przypadku, gdyby kolaps wyborów był efektem ataku hakerskiego, możliwe, że partia będzie musiała się zdecydować na wybory w innej formie.
Szersze reperkusje?
Wydarzenia w Polsce 2050 mogą mieć szersze reperkusje. Rozmówca z rządu uważa wręcz, że konsekwencją będzie porzucenie na co najmniej kilka lat dyskusji o głosowaniu elektronicznym w wyborach powszechnych (parlamentarnych i prezydenckich).
- Jeśli problemem jest zorganizowanie jej dla 600-700 osób, to co dopiero dla 30 milionów - wskazuje rozmówca.
Nawet w Polsce 2050, która dotąd była orędowniczką e-głosowania, biją się w piersi.
"Rzeczywiście jeszcze w 2022 roku byłem zwolennikiem e-votingu. Mniej więcej rok później, m in pod wpływem Janusza Cieszyńskiego (polityka PiS - red.) przestałem być, o czym wielokrotnie i tutaj, i w tradycyjnych mediach mówiłem. To, co dobre dla partii politycznej czy spółdzielni mieszkaniowej, niekoniecznie sprawdzi się w wyborach o naprawdę wysoką stawkę. Warto cyfryzować TYLKO to, co bezpieczne i nie budzące ryzyk - np. proces udzielania poparcia listom i kandydatom" - napisał na platformie X Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji z Polski 2050.
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl