Trwa ładowanie...
di5tyyk

Arłukowicz: PiS chce karać więzieniem za in vitro; Hoc: nieprawda, chronimy godności człowieka

Polska jest ostatnim krajem w Europie, w którym nie ma przepisów regulujących procedurę in vitro; brakuje przepisów, które chroniłyby rodziców i zarodki - przekonywał w sejmie minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Skrytykował projekty PiS zakazujące stosowania in vitro. - Takich przepisów nie ma nigdzie w Europie; świat nagradza twórców in vitro, a Jarosław Kaczyński mówi, żeby Polaków karać więzieniem - podkreślił. - Projekt ustawy nie przewiduje kary pozbawienia wolności za procedury in vitro - zaznaczył poseł PiS Czesław Hoc, podkreślając, że partia złożyła poprawkę do projektu ustawy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Minister Bartosz Arłukowicz
Minister Bartosz Arłukowicz (PAP, Fot: Jakub Kamiński)
di5tyyk

Minister podkreślił, że autorzy rządowego projektu starali się stworzyć takie prawo, które zagwarantuje dostępność do metody in vitro, ale też będzie respektować wartości etyczno-moralne. Dodał, że projekt przewiduje kompleksowe objęcie opieką wszystkich, którzy borykają się z problemem niepłodności, nikogo zaś nie zmusza do stosowania tej czy innej metody.

- Opisaliśmy cały proces diagnozy i wszystkie metody leczenia stosowane w tej chorobie, a także zasady ochrony zarodków, komórek rozrodczych, dzieci rodzących się dzięki tej metodzie i ich rodziców - powiedział Arłukowicz.

- Polska jest ostatnim krajem w Europie, w którym nie ma przepisów regulujących procedurę in vitro; brakuje przepisów, które chroniłyby rodziców i zarodki - mówił minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, przekonując do poparcia rządowego projektu ustawy o leczeniu niepłodności.

di5tyyk

Minister podkreślił, że niepłodność jest chorobą cywilizacyjną, którą zdaniem ekspertów dotkniętych jest od 10 proc. do 15 proc. par w wieku rozrodczym.

Szef resortu zdrowia przypomniał, że Polska jest ostatnim krajem w Europie, w którym nie ma przepisów regulujących procedurę in vitro, tym samym brakuje przepisów, które chroniłyby rodziców, zarodki i opisywałyby zasady przeprowadzania procedury.

Wskazał, że od 1989 r. w polskim parlamencie pojawiło się 15 różnych projektów dotyczących metody in vitro, ale - jak powiedział minister - zawsze debata polityczna i oczekiwania na efekt polityczny skutkowały tym, że żadna z tych ustaw "nigdy tak naprawdę nie dotarła do finalnej debaty parlamentarnej i podpisu prezydenta".

Pierwszym krokiem do regulacji metody in vitro - zdaniem ministra - był rządowy program zdrowotny, który opisywał sposób przeprowadzania i finansowania metody in vitro w Polsce. Od 1 lipca 2013 r. do programu zarejestrowano 19 tys. par borykających się z problemem niepłodności, a obecnie 14 tys. par jest w trakcie procedury in vitro. Dzięki programowi na świat przyszło ponad 1650 dzieci.

di5tyyk

Drugim krokiem - według Arłukowicza - było wprowadzenie od 1 lipca 2014 r. na listę leków refundowanych leków stosowanych w metodzie in vitro. Trzecim krokiem jest rządowy projekt ustawy o leczeniu niepłodności, który - jak zaznaczył - jest "kompromisem eksperckim, merytorycznym, medycznym, ale także etyczno-moralnym".

Arłukowicz krytykuje projekty PiS

Podczas debaty nad czterema projektami ws. in vitro minister powiedział, że szczególne emocje w Polsce i "zdziwienie poza granicami kraju, bo takich przepisów nie ma nigdzie w Europie", wzbudziły dwa projekty przygotowane przez PiS. Jeden z nich jest przedmiotem obrad, drugi został niedawno wycofany. Proponowane w obu regulacje były bardzo podobne.

Arłukowicz zwrócił uwagę, że projekty PiS zawierają przepisy zakazujące stosowania in vitro przez Polaków i przewidujące kary za tworzenia embrionu ludzkiego poza organizmem kobiety. - Takich przepisów nie ma nigdzie w Europie. Takich przepisów nie widzieli Europejczycy w żadnym kraju - podkreślił minister.

di5tyyk

Minister powiedział, że prezes PiS Jarosław Kaczyński nakazał wycofanie z sejmu jednego z projektów - o zakazie zapłodnienia pozaustrojowego i manipulacji ludzką informacją genetyczną, ponieważ był pod nim podpisany kandydat tej partii na prezydenta Andrzej Duda (obecnie europoseł, wcześniej poseł na sejm). Zdaniem Arłukowicza ten projekt przeszkadza Dudzie w kampanii, bowiem Polacy chcą in vitro.

- Polacy nie boją się już in vitro i wiedzą, że in vitro jest nowoczesną metodą leczenia. Oni wiedzą, że te dzieci nie mają "syndromu powstania na szkle", że nie mają żadnej bruzdy i że nie są w niczym gorsze od wszystkich innych dzieci, które rodzą się drogą naturalną - mówił minister.

- Europa i świat nagradzają twórców in vitro Noblem, a Jarosław Kaczyński pod rękę z Tadeuszem Rydzykiem mówią o tym, żeby Polaków karać więzieniem i zakazać im in vitro - podkreślił.

Na koniec Arłukowicz powiedział, że w tej chwili do wyboru są tak naprawdę dwa projekty - rządowy, który proponuje centra leczenia niepłodności, ochronę zarodka i wszystkich, którzy muszą wziąć udział w procedurze in vitro, oraz projekt PiS, zakazujący w Polsce in vitro i przewidujący karę za stosowanie tej metody. - Mamy wybór między przepisami racjonalnymi i radykalnymi - ocenił.

di5tyyk

Ludowcy są podzieleni ws. in vitro, bo PSL to jedyna partia, która "z różnic światopoglądowych nie czyni oręża politycznego" - powiedziała posłanka Halina Szymiec-Raczyńska. Dodała, że sama poprze projekt rządowy.

PiS: chcemy chronić godność i życie człowieka

PiS opowiedziało się za odrzuceniem w pierwszym czytaniu trzech projektów dotyczących in vitro - rządowego i dwóch autorstwa SLD. In vitro to "pseudometoda leczenia niepłodności" - ocenił prezentujący stanowisko PiS poseł Tomasz Latos.

- Projekt PiS zakazujący in vitro ma na celu ochronę godności, życia i integralności genetycznej człowieka - powiedział podczas debaty w sejmie w imieniu wnioskodawców poseł Czesław Hoc.

di5tyyk

Hoc powiedział, że klub PiS przedstawił swój projekt "w imię podstawowych dóbr i wartości chronionych przez konstytucję RP" - poszanowania i ochrony godności człowieka, prawa do ochrony życia, wolności od bycia poddawanym eksperymentom medycznym i zapewnienia każdej osobie bezpieczeństwa zdrowotnego.

- Celem projektu ustawy jest ochrona godności, życia i integralności genetycznej człowieka - podkreślił.

Hoc nawiązał też do wypowiedzi ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, który wcześniej, przedstawiając rządowy projekt ustawy o leczeniu niepłodności, mówił, że PiS chce kar więzienia za stosowanie in vitro. Poseł poinformował, że klub PiS złożył autopoprawkę, w której wycofał się z propozycji kary więzienia, w zamian wprowadzając grzywnę i obligatoryjny zakaz wykonywania zawodu na co najmniej pięć lat. - Projekt ustawy nie przewiduje kary pozbawienia wolności za procedury in vitro - zaznaczył Hoc.

- Pan minister omawiał projekt PiS, prawdopodobnie wstydząc się swojego albo nie mając odwagi dokładnie go przedstawić - ocenił.

di5tyyk

Podkreślił, że rozumie pragnienie posiadania własnego dziecka, ale w trudnych momentach należy kierować się hierarchią wartości, a "najwyższą wartością jest nienaruszalna, niezbywalna i przyrodzona godność człowieka". - Każde jedno życie w procedurze in vitro jest okupione śmiercią wielu innych istnień ludzkich - mówił.

Przekonywał również, że naprotechnologia (metoda naturalnej prokreacji) jest skuteczniejsza, bezpieczna i tańsza niż in vitro. - Ta metoda ma same zalety, zarówno z punktu widzenia rodziców, dziecka, a także państwa. Ma jedną wszak wadę - nie napędza kosztownego biznesu in vitro - przekonywał Hoc.

Dodał, że stosowanie in vitro może prowadzić do wielu problemów natury prawnej, np. trudności w określeniu, kto jest matką lub ojcem dziecka, oraz do związków kazirodczych.

Hoc zwrócił uwagę na wysokie koszty procedury in vitro. Jak powiedział, za jedno dziecko urodzone w wyniku rządowego programu finansowania in vitro podatnicy zapłacili ok. 300 tys. zł. Jednocześnie - jak mówił - wiele leków wykorzystywanych np. w terapii chorób onkologicznych czy cukrzycy nie jest refundowanych.

Jego zdaniem zwolennicy in vitro to bardzo często te same osoby, które popierają antykoncepcję, pigułkę "dzień po" oraz aborcję. - Nie możemy pozwolić na to, że za kilkadziesiąt, a może kilkanaście lat polski kodeks rodzinny brzmiałby w artykule pierwszym "zabronione jest poczęcie dzieci metodą naturalną" - dodał.

Jak powiedział, projekt PiS zapewnia "integralność genetyczną człowieka" i jest "narodową refleksją nad przyszłością gatunku ludzkiego". - To nasza zbiorowa odpowiedzialność i zbiorowy obowiązek za ochronę godności i ochronę życia na każdym jego etapie i w każdym jego przejawie - dla dobra wspólnego, współczesnego i przyszłych pokoleń - dodał.

Rządowy projekt ws. in vitro

Rządowy projekt ustawy o leczeniu niepłodności zakłada, że z procedury in vitro będą mogły korzystać małżeństwa oraz osoby we wspólnym pożyciu, potwierdzonym zgodnym oświadczeniem.

Projekt zabrania tworzenia zarodków w celach innych niż pozaustrojowe zapłodnienie. W procedurze tej zapłodnionych mogłoby być nie więcej niż sześć komórek jajowych. Więcej zarodków można byłoby tworzyć, gdy kobieta ukończy 35 lat lub gdy będą ku temu wskazania.

Zarodek będzie można przekazać na rzecz anonimowej biorczyni. Do takiego dawstwa mają być przekazywane też zarodki, których oboje dawcy zmarli, także zarodki przekazane do banku komórek rozrodczych i zarodków w celu ich przechowywania, jeśli od tego dnia minie 20 lat.

Rządowy projekt zakazuje preimplantacyjnej diagnostyki genetycznej w celu wyboru cech fenotypowych, w tym płci dziecka. Wyjątkiem mają być sytuacje, gdy wybór taki pozwala uniknąć ciężkiej, nieuleczalnej choroby dziedzicznej. Zakazane ma być też niszczenie zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju - grozić ma za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.

Przed rozpoczęciem debaty wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich poinformował, że projekt autorstwa Twojego Ruchu, który również znajdował się w porządku obrad, wskutek wycofania poparcia niektórych z podpisanych pod nim posłów, nie będzie rozpatrywany.

PiS: kara więzienia za śmierć embrionu

Sejm rozpatrzy też przygotowany przez PiS projekt ustawy o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego zakazujący tworzenia embrionów ludzkich poza organizmem kobiety. Przyjęcie tej propozycji oznaczałoby, że kontynuować można byłoby jedynie te procedury in vitro, które zostały rozpoczęte przed jej wejściem w życie i tylko na podstawie zezwolenia prezesa Urzędu ds. Biomedycyny, który powstałby na mocy ustawy. Za początek procedury zapłodnienia pozaustrojowego projekt uznaje wytworzenie embrionu poza organizmem kobiety.

Zgodnie z projektem embrion mógłby zostać przeniesiony tylko do organizmu matki genetycznej. Jeśli po utworzeniu embrionu nie byłoby możliwości przeniesienia go do organizmu matki, musiałby on zostać zamrożony "w warunkach umożliwiających jego późniejszy transfer i rozwój w organizmie kobiety".

Kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 groziłaby za spowodowanie śmierci embrionu. Jego tworzenie poza organizmem kobiety byłoby - w myśl projektu - zagrożone grzywną, ograniczeniem wolności lub jej pozbawieniem do lat 2, jednak PiS zapowiedział zgłoszenie autopoprawki, na mocy której czyn ten będzie zagrożony wyłącznie grzywną lub dwuletnim zakazem wykonywania zawodu lekarza.

Na tym samym posiedzeniu sejm ma zająć się dwoma projektami SLD: nowelizacji ustawy o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów oraz ustawy o świadomym rodzicielstwie. Oba szczegółowo regulują kwestię zapłodnienia in vitro i w niektórych kwestiach są zbieżne z projektem rządowym. Podobnie jak on zakładają dostępność in vitro zarówno dla małżeństw, jak i par nieformalnych. Przewidują też dawstwo komórek rozrodczych i zarodków na rzecz anonimowej biorczyni. W przeciwieństwie do projektu rządowego nie wprowadzają jednak wymogu składania przez związki nieformalne oświadczenia o wspólnym pożyciu i - w wyjątkowych sytuacjach - zezwalają na dawstwo gamet i zarodków na rzecz określonej kobiety.

Podobnie jak w projektach rządowym i tym zgłoszonym przez PiS, górny próg zagrożenia karą za zniszczenie zarodków to 5 lat pozbawienia wolności.

Jeden z projektów SLD (ustawy o świadomym rodzicielstwie) jest szerszy i poza kwestiami zapłodnienia pozaustrojowego mówi m.in. o refundacji środków antykoncepcyjnych oraz przewiduje legalizację aborcji na życzenie kobiety do 12. tygodnia ciąży.

Projekty SLD o in vitro, ale też edukacji seksualnej i aborcji

Procedura in vitro dostępna dla małżeństw i związków nieformalnych, utworzenie rejestru dawców i biorców komórek rozrodczych i zarodków - to niektóre z założeń dwóch projektów o in vitro autorstwa SLD. Jeden z nich liberalizuje też przepisy dotyczące przerywania ciąży.

Jak mówił w imieniu wnioskodawców Dariusz Joński, SLD jest jedyną formacją, która od 10 lat konsekwentnie mówiła o konieczności przyjęcia przepisów dotyczących in vitro oraz o finansowaniu tych zabiegów. Przypomniał, że ustawa taka powinna wejść w życie z początkiem 2008 r., by wdrożyć przepisy unijne. Nie stało sie tak, za co Polsce grożą wysokie kary.

Joński zwrócił uwagę, że rząd platformy obywatelskiej dopiero po sześciu latach uruchomił program finansowania metody in vitro ze środków publicznych, tymczasem podobny program już w 2005 r. był przygotowany przez rząd SLD (na lata 2006-2008).

Zaznaczył, że w Polsce corocznie ok. 5 tys. dzieci rodzi się dzięki metodzie in vitro. - Każdy powinien mieć wolny wybór i wykonywać go w swoim sumieniu, dlatego jakikolwiek projekt zakazujący metody zapłodnienia pozaustrojowego to najgorszy przejaw fundamentalizmu. Ideologii nie powinno wprowadzać się do metod medycznych - dodał Joński.

Zwrócił uwagę, że jeden ze zgłoszonych przez SLD projektów - o świadomym rodzicielstwie - dotyczy nie tylko kwestii in vitro, ale też przewiduje m.in. wprowadzenie do szkół obowiązkowego przedmiotu z zakresu edukacji seksualnej. Ocenił, że jest to konieczne, bo zatwierdzone przez MEN podręczniki do obecnego przedmiotu - wychowania do życia w rodzinie - "proponują katolicki światopogląd", choć lekcje religii już są prowadzone w szkołach.

Pierwszy z projektów SLD - projekt ustawy o zmianie ustawy o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów - wpłynął do sejmu w grudniu 2011 r. Do pierwszego czytania na posiedzeniu sejmu skierowano go w lipcu 2012 r.

Szczegółowo reguluje on kwestie zapłodnienia in vitro. Podobnie jak rządowy projekt ustawy o leczeniu niepłodności, przewiduje on, że z procedury in vitro mogłyby korzystać zarówno małżeństwa, jak i związki nieformalne. Nie wprowadza natomiast wobec tych związków wymogu składania oświadczenia o pozostawaniu we wspólnym pożyciu.

Projekt SLD przewiduje dawstwo komórek rozrodczych i zarodków na rzecz anonimowej biorczyni, jednak - w przeciwieństwie do projektu rządowego - zakłada też możliwość przekazania zarodków na rzecz określonej biorczyni - jeżeli uzasadniają to "szczególne względy osobiste". W przypadku kandydatki na biorczynię pozostającej w związku małżeńskim, przekazanie zarodka byłoby możliwe po wyrażeniu pisemnej zgody również przez jej męża.

Proponowane przepisy zakładają utworzenie centralnego rejestru dawców i biorców komórek rozrodczych i zarodków, w którym umieszczane byłyby takie dane jak imię i nazwisko dawcy, jego adres zamieszkania oraz informacje na temat stanu zdrowia dawcy.

Na życzenie lub za zgodą dawcy w rejestrze mogłyby być zamieszczone także inne informacje na jego temat, np. o jego wyglądzie fizycznym, pochodzeniu etnicznym, stanie rodzinnym lub wykształceniu. Informacje te, także m.in. adres dawcy, mogłaby poznać po osiągnięciu pełnoletności osoba urodzona w efekcie dawstwa innego niż partnerskie.

Rejestr prowadziłoby podległe ministrowi zdrowia Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do Spraw Medycznie Wspomaganej Prokreacji PolART. Do jego zadań należałoby też m.in. sprawowanie merytorycznego nadzoru i kontroli nad ośrodkami medycznie wspomaganej prokreacji oraz organizowanie szkoleń w zakresie pobierania czy przechowywania komórek rozrodczych i zarodków.

O kwestie związane ze wspomaganą prokreacją rozszerzony zostałby zakres działalności funkcjonującej obecnie Krajowej Rady Transplantacyjnej - organu doradczego i opiniodawczego ministra zdrowia.

W myśl proponowanych przepisów zakazane byłoby umyślne niszczenie zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju - groziłaby za to kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat (w rządowym projekcie dolny próg zagrożenia karą to 6 miesięcy). Karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch zagrożone byłoby testowanie zarodków w celu dokonania wyboru płci przyszłego dziecka. Byłoby to możliwe - podobnie jak zakłada projekt rządowy - jeśli pozwalałoby to uniknąć ciężkiej choroby dziedzicznej związanej z płcią.

Te same zapisy znalazły się w drugim projekcie SLD, który do sejmu trafił w 2012 r. Projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie dotyczy jednak także innych kwestii niż stosowanie procedury in vitro - zakłada m.in. legalizację aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży i refundację środków antykoncepcyjnych.

Na mocy ustawy do szkół wprowadzony zostałby przedmiot "wiedza o seksualności człowieka" - co najmniej jedna godzina lekcyjna tygodniowo. Projekt przewiduje objęcie refundacją środków antykoncepcyjnych oraz zobowiązanie administracji rządowej i samorządu do zapewnienia każdemu - bez względu na zdolność do czynności prawnych, a więc także małoletnim - dostępności metod i środków zapobiegania ciąży. Ponadto, samorząd byłby zobowiązany do bezpłatnego zapewnienia środków antykoncepcyjnych osobom korzystającym z pomocy społecznej.

Projekt przewiduje też legalizację aborcji - prawo do przerwania ciąży kobieta miałaby podczas pierwszych 12 tygodni jej trwania. W późniejszym terminie aborcję można byłoby przeprowadzić, jeśli ciąża stanowiłaby zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety. W przypadku, jeśli ciąża byłaby następstwem czynu zabronionego, np. gwałtu, jej przerwanie byłoby możliwe do 18. tygodnia. Z kolei w przypadku wystąpienia dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, aborcję można byłoby przeprowadzić do 24. tygodnia ciąży. Gdyby wykryta choroba uniemożliwiała płodowi samodzielne życie i nie byłoby możliwości jej wyleczenia, przerwanie ciąży byłoby dopuszczalne bez ograniczeń czasowych.

Placówki ochrony zdrowia byłyby obowiązane do publicznego udostępnienia listy współpracujących z nimi lekarzy, którzy korzystają z klauzuli sumienia i odmawiają udzielania świadczeń związanych z przerwaniem ciąży.

di5tyyk

Podziel się opinią

Share
di5tyyk
di5tyyk
Więcej tematów