Agnosiewicz dla WP: ateiści wychodzą z ukrycia

Ateiści w Polsce łączą się w stowarzyszenia, zakładają portale. Chcemy, by ruch wolnomyślicielski się rozwijał, bo potrzeba nam wartości humanistycznych, a nie indoktrynacji religijnej. Chcemy konstruktywnej alternatywy - mówi Wirtualnej Polsce prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów Mariusz Agnosiewicz, współautor Internetowej Listy Ateistów i Agnostyków.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Agnosiewicz dla WP: ateiści wychodzą z ukrycia
(Archiwum prywatne)
WP

WP: Ile osób jest na Internetowej Liście Ateistów i Agnostyków?

Mariusz Agnosiewicz: Aktualnie to ok. 9 tys. osób. Aż tylu Polaków zdecydowało się uczynić ze swej niewiary sprawę publiczną. W imię polepszenia sytuacji ludzi niewierzących w Polsce. Na rzecz tych, którzy mają różnego rodzaju problemy z tym, aby żyć otwarcie ze swą niewiarą.

WP: Czy można jakoś określić cechy tej grupy. Czy jest bardzo zróżnicowana?

WP

- Na pewno są to osoby najodważniejsze i gotowe do akcji społecznej w związku z kwestiami światopoglądowymi. Chodzi nam o to, aby odbudować dynamiczny i liczny ruch wolnomyślicielski, zwany czasami też humanistycznym lub racjonalistycznym. Teraz jest ku temu dobra okazja, ponieważ w tym roku obchodzimy jubileusz 100-lecia tego ruchu. 100 lat temu w grudniu w pięknej sali przy Krakowskim Przedmieściu 66 zebrało się kilkuset delegatów wolnomyślicielskich z całego kraju, którzy zainaugurowali w Polsce zorganizowany ruch wolnomyślicielski. W 100-lecie tego wydarzenia organizujemy dwudniowe obchody, dokładnie w tym samym miejscu. Ważnym elementem tych obchodów będzie pierwszy w Polsce ślub humanistyczny, czyli piękna i głęboka ceremonia zaślubin osób nieutożsamiających się z żadną religią. Śluby te praktykowane są szeroko za granicą, u nas jak dotąd nie zaistniały. Na 100-lecie ruchu zamierzamy zmienić ten stan rzeczy.

- Wracając do osób z listy - poza wymienionymi wyżej cechami, trudno byłoby wskazać jakieś ich wspólne cechy. I to także był jeden z naszych zamysłów: pokazać olbrzymią różnorodność środowiska i tym samym zburzyć kolejne mity na temat ateizmu polskiego. Ateiści są wszędzie. W sądach, w policji, uczą dzieci i młodzież w szkołach, robią interesy, tworzą sztukę i naukę. I jak pokazuje nasza lista, coraz większa ich część nie ma zamiaru robić z tego tajemnicy. Chcą żyć po swojemu. Często wiąże się to z rezygnacją z tradycyjnych schematów i nawyków, których oczekują od nas rodzice, znajomi i otoczenie.

WP: Najbardziej znane osoby na liście to...

- Nie wiem jak mierzyć "medialność" danej osoby. Jeśli posłużymy się kryterium tego, które osoby z listy maja hasło o sobie w Wikipedii to wymienię:
- naukowców: Zofię Kielan-Jaworowską, Zbigniewa Jaworowskiego, Kazimierza Subieta, Leszka Kuźnickiego, Adama Urbanka (autorytet polskiej paleontologii, b. wiceprezes Polskiej Akademii Nauk),
- filozofów: Barbarę Stanosz, Helenę Eilstein, Jana Woleńskiego, Bohdana Chwedeńczuka,
- artystów: Annę Muchę, Michała Grymuza, Anję Orthodox, Michała Lesienia, Andrzeja Mogielnickiego, Tomasza Lipnickiego, Marzenę Kipiel-Sztukę, Edytę Śliwińską, Antoniego Łazarkiewicza,
- działaczy społecznych: Roberta Biedronia, Ygę Kostrzewę,
- polityków: Adama Gierka, Joannę Senyszyn, Piotra Gadzinowskiego,
- dziennikarzy: Roberta Leszczyńskiego, Bogdana Misia, Pawła Wimmera, Bartosza Żurawieckiego.

WP

WP: Czemu lista powstała i jaki jest jej cel?

- Celem listy nie jest liczenie ateistów. Tworząc listę chcieliśmy: wyraźniej zaznaczyć obecność niewierzących w przestrzeni życia społecznego, wzmacniać i zacieśniać współpracę środowisk wolnomyślicielskich poprzez podjęcie wspólnej akcji, propagowanie asertywności światopoglądowej wśród niewierzących.

WP: Czy Pana zdaniem ateiści w Polsce są dyskryminowani (np. w mediach)? Czy może ich ruch jest za mało aktywny w porównaniu z Kościołem katolickim?

- Na oba pytania odpowiadam twierdząco. Jako ateiści jesteśmy dyskryminowani w mediach, zwłaszcza w telewizji publicznej. Jest całe mnóstwo programów i audycji religijnych, mówiących o walorach wiary w życie po śmierci oraz Pana Boga. Brak natomiast choćby jednego programu, w którym ktoś argumentowałby, że owa wiara może być bezzasadna, a nawet szkodliwa i że bardziej konstruktywna może być wiara w wartości czysto ludzkie. W naszym społeczeństwie tak dramatycznie mało jest ludzi wierzących w takie wartości, jak choćby konieczność zaangażowania dla dobra wspólnego. Trzeba uwierzyć, że możemy się rozwijać i pokonywać naturalne słabości, że nauka jest najlepszym sposobem docierania do prawdy, ze wolność jest ważniejsza niż bezpieczeństwo i święty spokój, ze demokracji trzeba pilnie strzec.

WP

- Oczywiście prawdą jest także to, że ruch ateistyczny jest pogrążony w głębokim śnie. Nasze stowarzyszenie rozwinęło się z prężnej społeczności wirtualnej skupionej wokół dużego portalu wolnomyślicielskiego - Racjonalista.pl. Wierzę, ze może ono obudzić ten ruch. Jesteśmy ponad podziałami politycznymi i historycznymi. Problemy ruch ateistycznego w Polsce wiążą się także z tym, ze tak wielu świetnych i wybitnych ateistów boi się mówić o swoich przekonaniach, woli wybrać koniunkturalizm. Dlatego właśnie takie inicjatywy jak "ateo coming out", której Lista Ateistów jest częścią, są tak bardzo potrzebne dla rozwoju całego ruchu. Kolejne tysiące wpisujących się mogą łatwo wywołać lawinę.

WP: Liczba ateistów, agnostyków i osób bez wyznania w Polsce wzrasta w ostatnich latach. Jest ich ok. 6%, według badań CBOS. To niewiele w porównaniu z liczbą katolików. Jakie są przyczyny tych proporcji?

- Polska została związana z katolicyzmem z przyczyn historycznych. Zwłaszcza od potopu szwedzkiego. Główni nasi wrogowie byli innowiercami. PRL przypieczętował "historyczny awans" katolicyzmu w Polsce. Ileż jednak można żyć historią i rozpamiętywaniem przeszłości? Kiedy obecnie robi się brudny kapitał polityczny na dawnych zasługach historycznych, coraz więcej Polaków zaczyna mieć tego dość. Jeśli nie nadejdzie jakiś kataklizm, to zbliżają się dekady, w których będzie można odpocząć od historycznego nadymania się na rzecz polityki realnej i pragmatycznej. Dla katolicyzmu to nic dobrego nie wróży. Dojdziemy pewnie powoli do europejskiej średniej. Już teraz grupa bezwyznaniowa jest najszybciej rosnącą grupą światopoglądową w społeczeństwie polskim. To bardzo wymowne.

WP: Jaki był odzew ze strony mediów i zwykłych Polaków na coming out w postaci Listy Ateistów i Agnostyków?

WP

- Zaskakująco dobry. Po paru miesiącach lista doczekała się kilkudziesięciu artykułów w mediach oraz hasła w Wikipedii. Teksty na temat listy opublikowały najważniejsze gazety, także za granicą, temat pojawił się też w stacjach radiowych. Dla samych ateistów było to coś na ogół ważnego. Cześć z nich wpisała się po prostu z poczucia obowiązku. Ale bardzo wielu możliwość zamanifestowania w takiej formie swego ateizmu odebrało entuzjastycznie, co mamy okazję śledzić w ich komentarzach.

WP: Jak to jest być ateistą w kraju, gdzie słowo "ateista, gej, lesbijka" brzmi dla niektórych jak kaleka?

- Większym problemem niż rzekomy stygmat kalectwa jest dla ateistów wypracowanie pozytywnej oferty i konstruktywnej alternatywy. Budowanie ruchu ateistycznego wokół kryterium opozycyjności względem Kościoła jest drogą donikąd. Potrzeba nam mocno wartości i wiary. Wartości humanistycznych i wiary naturalistycznej. Bez wiary nie ma zaangażowania, bez zaangażowania nie ma ruchu. My, jako racjonaliści, nie jesteśmy po prostu ateistami. Ateizm to za mało. Z drugiej strony, tworzenie owego pozytywnego programu i przesłania spotyka się czasami z zarzutami, ze jesteśmy jakąś sektą. Bo przecież, jak ktoś nie jest sumiennym katolikiem lub obojętnym na wszystko - to znaczy, że sekciarz. Ateiści nie mogą mieć jednak tego rodzaju kompleksów. Przeciwnie: często słabością nasza jako ruchu jest to, ze kipimy indywidualistami, ludźmi, którzy jakąkolwiek formę zrzeszenia czy grupowości odrzucają ze wzgardą jako zamach na nietykalne sacrum.

WP: Kim jest Kazimierz Łyszczyński, który patronuje Liście Ateistów?

WP

- Przyłapał nas Pan na nutce martyrologicznych sentymentów. Kazimierz Łyszczyński to znany polski szlachcic i filozof, któremu za przyznanie się do ateizmu po orzeczeniu komisji sejmowej odrąbano głowę i spalono, przy pełnej aprobacie episkopatu. Rzecz miała miejsce Roku Pańskiego 1689, w dniu 30 marca, na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Za parę tygodni będziemy tam świętować 100 lat polskiego ruchu ateistycznego.

Rozmawiał Adam Przegaliński, Wirtualna Polska

Polub WP Wiadomości
WP
WP