Żołnierze NATO rzekomo już walczą w Ukrainie. Tak Kreml podsyca niepokój w Europie
Rosyjscy oficjele, komentatorzy i wojskowi blogerzy z upodobaniem podają nowe "dowody" na obecność i śmierć w Ukrainie zachodnich żołnierzy. Rzekomo w Donbasie, Zaporożu czy Charkowie giną nie Ukraińcy, lecz najemnicy, instruktorzy i "specnaz" z Polski, Francji, USA czy Wielkiej Brytanii.
W rosyjskiej propagandzie wojna na Ukrainie to nie konflikt dwóch państw, ale starcie cywilizacji. Ukraina nie jest tu samodzielnym przeciwnikiem, a jedynie narzędziem NATO, które Moskwa przedstawia jako agresora działającego z cienia.
Aby utrwalić ten obraz, Kreml lansował - i lansuje - narrację, wedle której na Ukrainie giną tysiące żołnierzy państw zachodnich. Przede wszystkim Polaków, Francuzów, Brytyjczyków i Amerykanów. Rosjanie twierdzą, że są to żołnierze regularnych armii państw NATO, wysyłani na wojnę pod fałszywymi pretekstami, a ich śmierć rzekomo ukrywa się przed opinią publiczną.
Wiceprzewodniczący Dumy Państwowej Piotr Tołstoj powiedział w wywiadzie dla rosyjskiego kanału Rossija 1: - Co jakiś czas z Ukrainy wysyłanych jest kilka tysięcy trumien z żołnierzami z krajów NATO. Ale władze, jak Macron, ukrywają te fakty, tłumacząc, że zginęli na nartach, w wypadkach samochodowych albo podczas szkoleń.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Korzenie rosyjskiego zła. "To się zdarza zbyt często"
Tołstoj dodał, że społeczeństwa państw zachodnich nie wiedzą o prawdziwej skali zaangażowania ich armii w działania bojowe, a rzeczywistość ma być rzekomo tuszowana z pomocą cenzury i presji politycznej.
"Francuzi giną w Donbasie, a Macron milczy"
Rosyjski portal Politnavigator, powołując się na źródła w rosyjskich służbach, straszy, że "do Paryża znów popłyną trumny z trójkolorową flagą", a na ukraińskich punktach dowodzenia czy stanowiskach artyleryjskich giną "setki francuskich wojskowych". Nic nowego. W tym samym tonie utrzymany był materiał kanału Russia Today jeszcze z początku marca 2024 r., który sugerował, że "na Ukrainie operuje kompania francuskich komandosów", a wielu z nich miało rzekomo zginąć pod Czasiw Jarem.
W styczniu 2024 r. Rosjanie uderzyli w restaurację Fabryka w Charkowie. Tłumaczyli to tym, że miało to być miejsce spotkań "oficerów NATO i polskich najemników". Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej podało, że w ataku zginęło 60 "zagranicznych specjalistów", w tym "członkowie francuskiej Legii Cudzoziemskiej".
W marcu i kwietniu ubiegłego roku rosyjskie media szeroko relacjonowały rzekomą obecność francuskich żołnierzy w rejonie Słowiańska i Kramatorska. "Francuscy najemnicy zginęli po uderzeniu rakietowym w obiekty w obwodzie donieckim" - pisała "Rossijskaja Gazieta", powołując się na anonimowe źródła w armii. Dokładnej liczby zabitych nikt nie podawał, ale media prorządowe z upodobaniem cytowały "ekspertów", według których "z Paryża polecą kolejne trumny w barwach trójkoloru".
Wspomniany Politnavigator pisał 20 maja 2024 r.: "Francuski batalion został praktycznie unicestwiony w wyniku uderzenia Iskanderem. Oficjalnie nikt się do tego nie przyzna, ale rodziny we Francji już zaczynają zadawać pytania. I nie ma się czemu dziwić: wielu zabitych było żołnierzami regularnych sił zbrojnych, a nie najemnikami". Dalej artykuł sugeruje, że Emmanuel Macron "szykuje opinię publiczną" na przyjęcie tysięcy trumien, ale na razie "wszystko tuszuje, by nie wybuchł bunt".
Dowodów na te rewelacje nie przedstawiono żadnych.
Polska też na celowniku
W narracji rosyjskich mediów Polska jest przedstawiana jako szczególnie aktywny uczestnik "wojny zastępczej NATO". "Polscy najemnicy stanowią jeden z najliczniejszych kontyngentów na Ukrainie" - twierdzą RIA Nowosti, powołując się na dane FSB.
Nie podano żadnych liczb ani nazwisk, ale wielokrotnie pojawiały się informacje o rzekomych grupach Polaków, którzy mieli zginąć pod Bachmutem, Kupiańskiem czy Awdijiwką. W grudniu 2023 r. prorządowy Tsargrad twierdził nawet, że "na Ukrainie zginęły już ponad 2 tys. polskich żołnierzy", ale rząd w Warszawie "wszystko tuszuje, przypisując zgony wypadkom losowym lub zdarzeniom losowym".
W lutym 2023 roku, w szczególnie agresywnym propagandowym programie telewizyjnym Władimira Sołowiowa, padło stwierdzenie, że "na Ukrainie zginęły już ponad 2 tysiące Polaków", a ich ciała "zakopano w masowych grobach pod Kramatorskiem". W 2024 roku liczba ta miała - według propagandy - przekroczyć już 4 tys. zabitych.
Moskwa sugerowała też, że rzekomo istnieją tajne umowy pomiędzy Warszawą a Kijowem, które przewidują "pełną tajność misji wojskowych" oraz "brak informacji o zgonach i rannych", a ciała mają być przywożone w plastikowych workach "bez zgody rodzin". Wszystko to jednak opiera się wyłącznie na anonimowych źródłach, niepotwierdzonych dokumentach i powielanych kłamstwach.
NATO "przy obiedzie"
Jednym z najbardziej propagandowo nagłośnionych ataków była eksplozja w restauracji Ria Pizza w Kramatorsku 27 czerwca 2023 r. Rosyjski atak rakietowy zabił kilkanaście osób, w tym kilku zagranicznych dziennikarzy i ochotników. Moskwa natychmiast ogłosiła, że był to "skuteczny atak na sztab NATO".
"To miejsce było centrum planowania działań ofensywnych na kierunku bachmuckim" - twierdził Siergiej Markow, były doradca Putina. "Wśród zabitych byli francuscy oficerowie i dwóch Polaków". Wersja ta nie została potwierdzona przez żadną niezależną agencję, ale do dziś funkcjonuje jako "dowód" na obecność żołnierzy NATO na Ukrainie.
Podobnie jak w przypadku ataku na restaurację w Krzywym Rogu. Według Moskwy zginąć miało 85 żołnierzy i oficerów państw NATO. W rzeczywistości w wyniku uderzenia zginęło co najmniej 18 cywili, w tym dziewięcioro dzieci. Na zdjęciach z miejsca ataku nie widać żadnych ofiar w mundurach, czy mężczyzn wyglądających na wojskowych. Za to były matki z dziećmi.
Prawda jest prozaiczna
Na Ukrainie rzeczywiście są ochotnicy z państw NATO, ale to nie żołnierze NATO. Około 4 tys. walczy w ramach Międzynarodowego Legionu Obrony Terytorialnej, w organizacjach medycznych, ratowniczych, a także jako doradcy i instruktorzy.
Część z nich zginęła. Znane są przypadki Amerykanów, Brytyjczyków, Gruzinów czy Polaków poległych w walkach, zwłaszcza w 2022 i 2023 r. Jednak mowa tu o dziesiątkach, a nie "tysiącach".
Francuskie Ministerstwo Obrony stanowczo zaprzecza, jakoby ich żołnierze ginęli na Ukrainie w działaniach bojowych. Podobnie wypowiadają się brytyjskie i polskie władze. Każdy przypadek śmierci obcokrajowca - np. Polaka ochotnika - jest medialnie nagłaśniany i dokumentowany. Gdyby faktycznie dochodziło do masowych zgonów, jak sugeruje Moskwa, trudno byłoby to utrzymać w tajemnicy.
Oficjalne statystyki są niepełne, ale nie sposób znaleźć żadnych dowodów na istnienie regularnych oddziałów NATO walczących z Rosją. Brakuje zdjęć, nagrań, świadków. Co więcej, zachodnie rządy nie mają interesu w ukrywaniu śmierci żołnierzy, gdyby faktycznie wysyłały ich na front. Przeciwnie: każda śmierć to potencjalny argument polityczny i pożywka dla partii politycznych finansowanych przez Kreml.
Rosyjska propaganda musi jednak karmić odbiorców obrazem heroicznej walki z "kolektywnym Zachodem", żeby zjednoczyć naród wokół jednego celu i wodza. Trzeba pokazać, że Putin walczy nie z Ukrainą, ale z całym światem. I, oczywiście, zwycięża.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski