Zegarki z kalkulatorem, rowery BMX i magnetofony Unitra. Czar komunii z dawnych lat

Włosy kręcone na piwo, sałatka jarzynowa w menu, sukienki z bufami, falbanami i perłami i oczywiście BMX w prezencie. Wspominamy komunijne szaleństwo minionych dekad.

Obraz
Źródło zdjęć: © 123RF.COM
Nina Harbuz

- Mam tylko jedno, grupowe zdjęcie z komunii, reszta przepadła – wspomina Ewa, która komunię obchodziła w 1979 roku w Koninie. – Byłam tak podekscytowana całym wydarzeniem, że jeszcze w trakcie przyjęcia wzięłam aparat, żeby sama wywołać film. Wiedziałam tylko tyle, że robi się to w łazience. Zamknęłam się w niej, otworzyłam klapkę aparatu, żeby wyciągnąć z niego zdjęcia, bo byłam przekonana, że są w środku już gotowe. Niestety nie wiedziałam, że film trzeba wyciągać w ciemnościach.

Loki kręcone na piwo

Karolina, która miała komunię w tym samym roku co Ewa, sesję u fotografa wspomina jako koszmar. – Mama lokówką próbowała mi zrobić loki, ale zanim fotograf ustawił mnie do zdjęcia, włosy były już proste – relacjonuje. – Pierwsza fotografia powstała po 3 godzinach.

Karolina
© Archiwum prywatne

Karolina

Większość dziewczynek co najmniej przez rok przed komunią nie ścinała włosów, żeby móc zapleść długi warkocz albo zakręcić fale. Ewa na tę okazję miała specjalnie robioną trwałą. – I to dwa razy – dodaje. - Pierwszą zrobiła mi ciocia w swoim zakładzie fryzjerskim. Po dwóch dniach nie było po niej śladu, nie utrzymała się. Drugie podejście się udało i moją pucułowatą wówczas buzię otoczyły francuskie loki.

W latach 90-tych królowało piwo, którym polewało się włosy dziewczynek, żeby fryzura uczesana przez matki utrzymała się jak najdłużej. Marta i Sylwia, które sakrament komunii przyjmowały w 1991 roku w Lublinie i w Warszawie, po raz pierwszy w życiu miały włosy zakręcone na noc na wałki. Marta cieszyła się z tego, bo według niej wygląda jak mama. Sylwia przez wałki nie mogła spać, tak gniotły ją w głowę. Dzień komunii i przygotowania do niej wspomina jednak bardzo dobrze, jako moment wchodzenia w dorosłość. – To był pierwszy raz w moim życiu kiedy rodzice pozwolili mi zdecydować, jaką sukienkę założę – przypomina sobie. – Poszli razem ze mną na legendarny bazar Różyckiego na warszawskiej Pradze i tam znalazłam kreację dla siebie. To była długa sukienka, na kole, w stylu ślubnej "bezy". Miała bufy, atłasowy gorset z różą i miliony perełek. Była straszna, choć wtedy mi się podobała.

Sukienki komunijne

Obraz
© Archiwum prywatne

Anna

Sylwia nie była jedyną dziewczynką, która miała sukienkę na kole. Anna, której komunia wypadła w 1993 roku miała sukienkę uszytą z materiału przysłanego przez babcię mieszkającą w Chicago, a koło pod sukienką miała zrobione z plastikowej rury na kable, bo jej rodzicie akurat budowali dom w Skarżysku Kamiennej, gdzie mieszkali i mieli sporo materiałów, które nadawały się do usztywnienia sukienki.

Kreacją wyróżniała się na pewno Aleksandra, której komunia wypadła w 1993 roku, w Lublinie. – Byłam jedyną dziewczynką w kościele, która ubrana była w krótką sukienkę, tuż za kolano – pokazuje mi na zdjęciach. – Mama mi ją zaprojektowała. Miała długi rękaw, obniżony stan i rozszerzała się na dole. Do tego założyłam buciki na małym obcasie i skarpetki z małymi falbankami. Włosy też miałam uczesane inaczej. Były krótkie, za ucho, z grzywką obciętą tuż nad brwiam.

Na chłopcach ich ciemne garnitury przeważnie nie robiły wrażenia. Niektórzy założyli używane spodnie i marynarki, odkupione przez ich matki od koleżanek, których dzieci komunię miały już za sobą. Mama Macieja kupiła mu nowy garnitur, lakierki i muchę, a dokonując wyboru kierowała się uniwersalnością. - Cały ten komplet miał mi służyć jeszcze długo i na wiele okazji, przede wszystkim na koncerty w warszawskiej Filharmonii, na które moja matka chodziła regularnie i często zabierała mnie ze sobą – opowiada. W klasie Łukasza z podwarszawskiego Ursusa dyskusji na temat chłopięcych kreacji nie wywołał nawet biały garnitur kolegi. Jedynie aksamitka z ozdobną broszką założona zamiast modnej wówczas muszki wywołała falę żartów. Ci, których komunie wypadały w upalny dzień żalili się, że w zapiętych marynarkach cierpieli z powodu gorąca. Do tego stopnia, że byli bliscy omdlenia, choć Paweł w kościele o mało nie zemdlał z głodu. - Kiedy dostałem wreszcie mój opłatek, to wydawał mi się najpyszniejszym daniem świata – śmieje się.

Licytacja na prezenty

Wśród prezentów królowały zegarki Casio, magnetofony i rowery. - Dostałem kolarkę Mistral, która była tak duża, że jeszcze przez 3 czy 4 lata nie dałem rady na nią wsiąść, ale rodzice jak ją zobaczyli w sklepie to kupili na wyrost, bo potem mogło nie być. To była przecież końcówka lat 80-tych – wraca pamięcią Marcin. – Oprócz tego dostałem zegarek z kalkulatorem i mnóstwem innych funkcji. Nosiłem go do momentu, w którym gumowe guziczki były tak powycierane i porozrywane, że większości nie dało się nacisnąć. Przez jakiś czas używałem w tym celu szpilki, którą nosiłem przy zegarku, ale w końcu i ona przestała dawać radę.

Obraz
© Pixabay.com | kaboompics

Wśród mniej typowych prezentów komunijnych znalazły się encyklopedia PWN, którą dostała Ewa, Biblia dla dzieci na kasetach magnetofonowych sprezentowana przez chrzestną Łukasz, spódniczka "lambadówka" i czarne legginsy z lycry, którymi Agnieszka zadawała szyk na podwórku w Kozienicach, chwile po tym jak ściągnęła z siebie wybraną przez siebie sukienkę z falbankami przy szyi, na dekolcie i przy mankietach. - Wszystkie te falbanki umocowane były za pomocą sztywnej żyłki, której końcówki wbijały się w ciało i drapały niemiłosiernie - żali się. Aleksandra, która do kościoła w Łodzi weszła w bardzo skromnej, ale pięknej sukience dostała różaniec z gniecionych płatków róży, przywieziony z Rzymu i poświęcony przez Jana Pawła II. Sylwia, której sukienka rozdarła sie na chwilę przed wejściem do kościoła i była na szybko zszywana na zakrystii, za najgorszy komunijny prezent uważa komplet narzut na łóżko i fotele, które dostała od chrzestnej.

De volaille i domowy tort

Większość przyjęć komunijnych w latach 90. odbywała się w domach. – Dwa lata przede mną komunię miał mój brat – snuje wątek Aleksandra, która jako jedno z nielicznych dzieci miało obiad komunijny w restauracji. - Mama całą noc spędziła w kuchni i na myśl, że miałaby to powtórzyć wolała zarezerwować gdzieś stoliki i zamówić dla wszystkich kotlety de volaille, które wtedy były hitem. Desery i drinki serwowała już w naszym domu, w ogrodzie, ale całe przyjęcie i tak skradł mi kuzyn, który spadł z tarasu i dość poważnie rozbił sobie głowę.

Kotlet de Volaille
© Shutterstock.com

Przyjęcia Mateusza o mały włos nie zrujnowałaby zdobyta gdzieś cudem Coca-Cola. – Rodzice schowali kilka butelek w zamykanym na klucz barku, w meblościance stojącej w dużym pokoju – uśmiecha się na to wspomnienie. – Korciło nas z siostrą, żeby spróbować choć łyk, ale mama goniła nas, krzycząc, że mamy poczekać do komunii. Nie wytrzymaliśmy i dorwaliśmy się do butelki. Odkręciliśmy nakrętkę a cała zawartość chlusnęła na ściany zostawiając ciemne, lepkie plamy. Nie było czasu na malowanie więc rodzice zdecydowali się przesunąć meblościankę i w ten sposób ukryć ślady naszej zbrodni.

Przyjęcie komunijne Agnieszki w Kozienicach ratowała sąsiadka. - Nasz pokój stołowy był za mały, żeby pomieścić wszystkich gości – przypomina sobie. - Na pewno był tort orzechowy, na orzechowym biszkopcie pieczonym w prodiżu przez moją mamę i grzybki marynowane w occie. Z tego co pamiętam, jadłam je na przemian z ciastem. Z moją komunią wiąże się też fajna historia, która stała się elementem rodzinnej tradycji. Moją torebeczkę kilka lat przed uroczystością kupiła sobie moja mama i nosiła ją na imprezy. Mnie towarzyszyła w czasie komunii a potem ślubu. A teraz czeka na następne pokolenie czyli na moją córkę.

Obraz
© Archiwum prywatne

Agnieszka

Zegarki, rowery i walkmany. Czar komunii minionych dekad

Wybrane dla Ciebie
Przedstawiciele Ukrainy i USA już w Berlinie. Pierwsze rozmowy za nimi
Przedstawiciele Ukrainy i USA już w Berlinie. Pierwsze rozmowy za nimi
Koszmar we Wrzosach. Spłonęło 23 tys. kurcząt
Koszmar we Wrzosach. Spłonęło 23 tys. kurcząt
Wypadek z udziałem autobusu w Krakowie. Kierowca samochodu uciekł
Wypadek z udziałem autobusu w Krakowie. Kierowca samochodu uciekł
Koszmar na plaży w Sydney. Tusk zabrał głos
Koszmar na plaży w Sydney. Tusk zabrał głos
Katowice: Zdewastowano biuro poselskie. "Nie dam się zastraszyć"
Katowice: Zdewastowano biuro poselskie. "Nie dam się zastraszyć"
Szczątki obiektu na Lubelszczyźnie. To może być dron
Szczątki obiektu na Lubelszczyźnie. To może być dron
Świat reaguje na masakrę w Australii. "Stało się najgorsze"
Świat reaguje na masakrę w Australii. "Stało się najgorsze"
Grudzień wyjątkowo ciepły. Takiej sytuacji nie było od 74 lat
Grudzień wyjątkowo ciepły. Takiej sytuacji nie było od 74 lat
Wojewoda ostrzega. Zawyją syreny
Wojewoda ostrzega. Zawyją syreny
Zełenski przyznaje. Plan pokojowy będzie wymagał kompromisów
Zełenski przyznaje. Plan pokojowy będzie wymagał kompromisów
Atak terrorystyczny w Sydney. Jest komunikat polskiego MSZ
Atak terrorystyczny w Sydney. Jest komunikat polskiego MSZ
Mogło dojść do jeszcze większej tragedii. Policja podała szczegóły
Mogło dojść do jeszcze większej tragedii. Policja podała szczegóły