Generalna Dyrekcja ogłasza przetargi na inwestycje drogowe i wybiera wykonawców. Stosuje przy tym od wielu lat dość kontrowersyjną praktykę. Żąda mianowicie na własne potrzeby od 1 do 2,5% wartości kontraktu. Odbywa się to w ramach zapewnienia "zaplecza zamawiającego". Zwycięzca przetargu poza zakontraktowanymi robotami, musi dodatkowo wykonać pewne prace na rzecz zleceniodawcy lub przekazać mu wskazane przedmioty. Środki na ekstra zamówienia pochodzą z puli przeznaczonej na budowę dróg. W efekcie powstaje ich mniej. Najwyższa Izba Kontroli kilkakrotnie wnioskowała o zaprzestanie takich praktyk - donosi gazeta.
Według "Parkietu", zakupy i remonty dokonywane przez oddziały GDDKiA, finansowane były m.in. ze środków pochodzących z Banku Światowego, Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz Funduszy PHARE. O przeznaczeniu pieniędzy płynących z tych instytucji na inne cele niż roboty drogowe nie może być mowy, bo cele pożyczki zostały ściśle określone. "Na pewno bardzo dokładnie przyjrzymy się sprawie zakupów i realizacji inwestycji przez Generalną Dyrekcję" - zapowiedział rzecznik prasowy Banku Światowego w Polsce Jacek Wojciechowicz.