Zamachy w kilku irackich miastach
Rebelianci iraccy, próbujący
storpedować sobotnie referendum konstytucyjne, zdetonowali dwie bomby samochodowe na targowisku w Kirkuku na północy kraju,
zabijając lub raniąc, według wstępnego meldunku policji, "wielu
cywilów".
Wcześniej w Kirkuku rebelianci zaatakowali patrol policji, zabijając dwóch policjantów i raniąc dwóch innych. Policjanci schwytali jednego z napastników. W tym samym mieście ktoś ostrzelał - niecelnie - siedzibę konsulatu amerykańskiego.
W Faludży, 55 km na zachód od Bagdadu, rebelianci podpalili biuro sunnickiej Irackiej Partii Islamskiej, która w środę zaniechała sprzeciwu wobec nowej konstytucji i wezwała swych zwolenników, by w referendum poparli ten dokument. Faludża jest jednym z centrów sunnickiej opozycji.
Przed siedzibą Irackiej Partii Islamskiej w Bagdadzie wybuchła przydrożna bomba pułapka, ale według pierwszych informacji nikt nie ucierpiał.
W sunnickiej dzielnicy Bagdadu Azamija po piątkowych modłach ok. 150 osób demonstrowało przeciwko konstytucji i wznosiło okrzyki potępiające przywódcę IPI, Muhsina Abd al-Hamida, jako zdrajcę. Muhsin jest amerykańskim agentem - wołali demonstranci. Nieśli transparent z napisem "NIE dla konstytucji!".
Iracka Partia Islamska, czołowe ugrupowanie polityczne arabskich sunnitów, postanowiła poprzeć projekt konstytucji w zamian za uwzględnienie w nim kilku postulatów tej społeczności i obietnicę dalszych zmian po grudniowych wyborach powszechnych.
Arabscy sunnici, którzy za Saddama Husajna zajmowali najważniejsze stanowiska w armii, aparacie państwowym i służbach specjalnych, obawiają się, że nowa konstytucja przypieczętuje dominację szyickiej większości i doprowadzi do rozpadu Iraku.