Dowództwo Armii Czerwonej wydało rozkaz, by na zdobytych Ziemiach Wschodnich internować zdolnych do pracy Niemców. Mieli wykonywać prace przymusowe na miejscu lub w Związku Radzieckim. W Malborku znajdował się wówczas jeden z obozów, do których żołnierze Stalina kierowali nie tylko zatrzymanych Niemców, ale także Polaków. Warunki życia w nich były przerażające. Nie zachowały się niestety żadne relacje świadków z Malborka o tych wydarzeniach. Ci, którym udało się przeżyć, jak Lilly Groeger, wyznali po wojnie tylko tyle, że Rosjanie zatrzymywali prawie każdego człowieka. Starsi wracali po sześciu tygodniach, z młodych nie wrócił nikt. Ale jeżeli rzeczywiście na dużą skalę mordowano niemieckich robotników przymusowych, to w jaki sposób w mogile znalazły się dzieci? Na Ziemiach Wschodnich panował wówczas chaos. Uchodźcy, pojmani przez czerwonoarmistów, zostali odesłani na swoje tereny. Trafili tam także polscy osadnicy, którzy na rozkaz prowizorycznego rządu komunistycznego mieli osiedlić się na nowym terytorium
państwa. Wielu Niemców cierpiało z powodu głodu, a latem 1945 r. umarło, także w Malborku, na skutek tyfusu. Inni przeżyli i wyjechali później do Niemiec Zachodnich. Nikt nie mówił o masowym umieraniu. Nad pozostałymi w Malborku Niemcami znęcali się nie tylko Rosjanie, ale również Polacy. 78-letni Max Domming, były folksdojcz, wspomina pewne dramatyczne zdarzenie, które miało miejsce zimą 1945 roku. Max Domming, który był wówczas 15-letnim chłopcem, przywiózł do miasta na wozie cztery cetnary pszenicy, aby je tam zemleć. – Musiałem godzinę poczekać, dlatego postanowiłem rozejrzeć się po mieście – opowiada. Stał jakieś dziesięć metrów przed wejściem na dworzec, gdy nagle drzwi wyłamały się, a z budynku wybiegły kobiety i dzieci, „jak rwący potok wody”. Polska milicja pędziła ich pospiesznie kijami w kierunku miasta. – Kolumna ludzi nie miała końca – opowiada. Zanim w 1995 r. Max Domming przeszedł na emeryturę, przez długie lata był referentem w partyjnym zarządzie SPD. Jego zdaniem liczba tamtych osób
oscylowała wokół 200–300. Co się z nimi stało, tego Max Domming nie wie. Niemcy, którym udało się wytrwać do samego końca, musieli opuścić miasto. Trzeciego listopada 1947 r. odpowiedni urząd dumnie zakomunikował, że nowo utworzony okręg Malbork jest „w prawie 100 procentach wyczyszczony z Niemców”.