Trwa ładowanie...
d2gjv1b
d2gjv1b
x-news/TVN 24

Zabójstwo 10-letniej Kamili. Wstrząsająca relacja świadków. Prokurator nie kryje emocji

- Podczas przesłuchania był bardzo spokojny. Nie zdradzał żadnych emocji. Powinnam zachować zimną krew, ale nie potrafię. Nie śpię od dwóch nocy - przyznaje prokurator, która przesłuchiwała Samuela N. Jak podaje Radio ZET, morderca 10-letniej Kamili z Kamiennej Góry rano przeszedł badania psychiatryczne.  
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
d2gjv1b

Horror, którym od kilku dni żyje cała Polska, wydarzył się w samo południe. Nagle. Niespodziewanie. - Dziewczynka dostała cios i siłą uderzenia wpadła do księgarni. Mama strasznie krzyczała. Mówiła do niej: "Nie mdlej, nie zasypiaj". A ona: "Mamo, nie zasypiam" - opowiada świadek tragedii.

Ludzie, którzy byli wtedy obok księgarni, opisują, że matka dziewczynki nie krzyczała, ale wyła. - Krew się lała. Podleciałem, powiedziałem: "Dajcie ręcznik". Przetarłem jej twarz. Dziewczynka zaczęła ze mną rozmawiać, powiedziała, że ma na imię Kamila, że przyszła po książkę. Cały czas mam ją przed oczami: ładna dziewczynka, blondynka, która miała niebieskie oczy - nie kryje emocji Dariusz Surymaj.

d2gjv1b

Po tragedii świadkowie zdarzenia rzucili się w pościg za mordercą. - Zanim zaczął uciekać, porzucił siekierę koło sklepu. Były na niej długie włosy tej dziewczynki. I krew - opowiada Sylwester Adamski. Głos mężczyzny się łamie.

Mieszkańcy miasta znali dziewczynkę praktycznie od urodzenia, bo wtedy rodzice zaczęli walkę o jej życie: stwierdzono u niej niedorozwój lewej komory serca. Przeszła pięć operacji. Po niespodziewanym ataku pod księgarnią rozpaczliwą próbę uratowania jej życia rozpoczęli ratownicy medyczni. Helikopterem przetransportowano ją do szpitala w Wałbrzychu, gdzie mimo kilkugodzinnej walki Kamila zmarła. W grudniu skończyłaby 10 lat.

- To najgorsza zbrodnia, jaką zajmowałam się w całym swoim zawodowym życiu. Przeżyłam to bardzo - mówi Helena Bonda z Prokuratury Rejonowej w Kamiennej Górze. - Wszystkie inne zabójstwa mają jakiś motyw. A on nie znał tej rodziny, zrobił to bez powodu. Radosne dziecko, wróciło z wakacji, szykowało się do szkoły. I straciło życie - dodaje prokurator Bonda.

Sprawca - 27-letni Samuel N. - ukończył studia licencjackie we Wrocławiu, jednak miał problemy ze znalezieniem stałej pracy. W prokuraturze zeznał, że dzień przed morderstwem dostał list z urzędu pracy z odmową prawa do zasiłku, co go bardzo zdenerwowało. Śledczym opowiadał potem - ważąc słowa - że rano, w dniu morderstwa "zjadł niepełne śniadanie", po czym "będąc bardzo sfrustrowanym", uznał, że pójdzie kogoś zabić. Zabrał siekierę, schował ją do reklamówki, "zrobił kilka rund w centrum miasta", po czym poszedł do urzędu miasta. - Chodził po korytarzach z zamiarem, że kogoś zabije. Mówił nam o tym bardzo wyraźnie. W jednym z biur zobaczył, że siedzi sama kobieta. Wszedł do tego biura i polecił jej zamknąć drzwi. Kiedy odmówiła, zapytał, czy ma to zrobić siłą. Kobieta stanęła w progu drzwi. Nakazano mu opuszczenie budynku biura pracy. Ta kobieta była celem. Otarła się o śmierć - opowiada prokurator Bonda. W mieście Samuel N. zobaczył nieznajomą kobietę z dzieckiem. Wyciągnął siekierę i obiema rękami uderzył
Kamilę w głowę.

d2gjv1b

Rodziny mężczyzny nie ma w domu. Sąsiedzi twierdzą, że przestraszyli się i wyjechali z miasta. O Samuelu N. opowiada nam jego koleżanka ze szkoły. - To był bardzo cichy, skromny człowiek. Zamknięty w sobie. Miał tiki, przeklinał pod nosem, mruczał. Dlatego śmiali się z niego. Wiecznie był obiektem kpin - mówi Monika Kulpa-Kądziołka. Twierdzi, że rodzice "krótko go trzymali". - Musiał być zawsze na pierwszym miejscu, mieć najlepsze oceny. Bał się rodziców - dodaje kobieta.

We wtorek Samuel N. przeszedł pierwsze badanie psychiatryczne. Lekarze - jak podaje Radio ZET - nie wykluczają, że potrzebna będzie dłuższa obserwacja, by ocenić, czy w momencie zadawania ciosu dziewczynce był poczytalny. Został odizolowany od społeczeństwa i aresztowany na trzy miesiące.

d2gjv1b

Podziel się opinią

Share
d2gjv1b
d2gjv1b
Więcej tematów