Wybory w USA. Swing states - to tam rozstrzyga się wyścig do Białego Domu

Do urn idzie cała Ameryka, ale specyfika tamtejszego systemu wyborczego powoduje, że o wyścigu do Białego Domu decydują mieszkańcy zaledwie kilku stanów. To tam rozstrzyga się batalia Donalda Trumpa i Hillary Clinton.

Głosowanie na Florydzie
Źródło zdjęć: © AFP | RHONA WISE
Tomasz Bednarzak

Polakom, przyzwyczajonym do głosowania na prezydenta w bezpośrednich wyborach powszechnych, amerykański system wyborczy może wydawać się egzotyczny i dalece skomplikowany. W rzeczywistości jest to 50 bitew w 50 stanach, w których zwycięzca bierze wszystko (poza dwoma stosunkowo mało ludnymi stanami Maine i Nebraska), czyli całość głosów elektorów, formalnie wybierających przywódcę Stanów Zjednoczonych.

Nie jest zatem istotne, czy w danym stanie uczestnik wyścigu do Białego Domu wygra przewagą tysiąca czy stu tysięcy głosów. To niejednokrotnie prowadzi do sytuacji, które nad Wisłą byłyby nie do pomyślenia - gdy zwycięża kandydat, który w skali całego kraju zdobywa mniej głosów od rywala. Tak było w 2000 r., kiedy większym poparciem Amerykanów cieszył się Al Gore, ale w głosach elektorskich został pokonany przez George'a W. Busha.

Stany obrotowe

Specyfika tego systemu sprawia, że tak naprawdę o wyborze prezydenta decydują mieszkańcy kilku stanów "wahających się" (ang. swing states), w Polsce nazywanych stanami obrotowymi lub niezdecydowanymi. Dzieje się tak dlatego, że w przypadku większości regionów struktura społeczna, demograficzna i etniczna powoduje, że co cztery lata prawie zawsze wybierają kandydata tej samej opcji politycznej.

Obraz
© (fot. WP)

Tradycyjnymi bastionami Partii Demokratycznej są północno-wschodnie i zachodnie wybrzeża oraz region Wielkich Jezior, czyli obszary uprzemysłowione i mocno zurbanizowane, siłą rzeczy bardziej liberalne. Natomiast południe USA i środkowy zachód, od zawsze mocniej religijne i konserwatywne, głosują na kandydatów Partii Republikańskiej.

Jednak z tego twardego podziału wyłamuje się mała grupka stanów, w których realne szanse na zwycięstwo mają zarówno demokraci, jak i republikanie. I w zależności od wyborów, sytuacji gospodarczej, momentu historycznego, osobistych przymiotów kandydatów oraz wielu innych czynników, wychylają się to w jedną, to w drugą stronę. To sprawia, że pretendenci do Białego Domu główny wysiłek w kampanii wyborczej koncentrują właśnie na swing states i ich cennych głosach elektorskich. W końcu nie mają potrzeby agitować w stanach, których poparcie mają w kieszeni.

Co cztery lata lista stanów niezdecydowanych minimalnie się różni, ale zazwyczaj za "perły w koronie" uważane są dwa stany z największą liczbą elektorów - Floryda (29 głosów) i Ohio (18 głosów). Szczególnie ten pierwszy jest areną zaciekłej rywalizacji, będąc stałym celem przedwyborczych pielgrzymek i zabiegów marketingowych. Nie inaczej jest w bieżącej kampanii, bowiem przedwyborcze sondaże wskazywały tam na remis. Tymczasem głosy elektorskie Florydy mogą przeważyć szalę zwycięstwa na stronę Trumpa lub Clinton.

"Zapora ogniowa" Clinton

Według amerykańskiego portalu Politico w tym roku stanami decydującymi są - oprócz wspomnianej Florydy i Ohio - Kolorado, Iowa, Michigan, Nevada, New Hampshire, Karolina Północna, Pensylwania, Wirginia i Wisconsin. Obecnie uśrednione sondaże pokazują, że tylko Ohio i Iowa skłaniają się ku Trumpowi. Żeby marzyć o prezydenturze, kandydat republikanów musi wygrać w większej liczbie swing states niż Clinton, w tym na Florydzie.

Dzieje się tak dlatego, że mapa wyborcza sprzyja kandydatce demokratów - po zliczeniu "pewnych" stanów ma znaczną przewagę w głosach elektorskich. Ponadto przed głosowaniem media rozpisywały się o "zaporze ogniowej" (ang. firewall)
Clinton - takim mianem dziennikarze okrzyknęli grupę stanów niezdecydowanych, w których miała solidną, bezpieczną sondażową przewagę nad rywalem, a które wespół z tradycyjnymi bastionami demokratów dają jej co najmniej 270 elektorskich głosów potrzebnych do zwycięstwa.

W tym kontekście komentatorzy wskazywali na Michigan, Wisconsin, Wirginię, Kolorado, Pensylwanię i New Hampshire. Trump musi wygrać przynajmniej w jednym z tych miejsc, jeśli chce utrzymać realne szanse na zwycięstwo. Na razie ostatnie badania opinii pokazują, że "zapora ogniowa" Clinton wytrzymuje.

Wybrane dla Ciebie
Rozmowy USA-Ukraina zakończone. Rubio: Wciąż wiele do zrobienia
Rozmowy USA-Ukraina zakończone. Rubio: Wciąż wiele do zrobienia
Interwencja USA ws. Ziobry? Jaki: nie zdziwiłbym się
Interwencja USA ws. Ziobry? Jaki: nie zdziwiłbym się
Kłopoty z władzą biskupią [OPINIA]
Kłopoty z władzą biskupią [OPINIA]
Zimowa pogoda paraliżuje drogi. Karambol w USA
Zimowa pogoda paraliżuje drogi. Karambol w USA
"To była ignorancja i pycha". Polityk CDU o  podejściu do Polski
"To była ignorancja i pycha". Polityk CDU o podejściu do Polski
Axios: USA i Ukraina chcą dopiąć sporne kwestie terytorium i gwarancji
Axios: USA i Ukraina chcą dopiąć sporne kwestie terytorium i gwarancji
"Zabijali ludzi jak muchy". Wstrząsająca relacja z Sudanu
"Zabijali ludzi jak muchy". Wstrząsająca relacja z Sudanu
Nawrocki odwołuje spotkanie z Orbanem, Tusk przedłuża alarmy [SKRÓT DNIA]
Nawrocki odwołuje spotkanie z Orbanem, Tusk przedłuża alarmy [SKRÓT DNIA]
Pleśń, grzyb i przeciekający dach. Fatalne warunki, zaczęli akcję
Pleśń, grzyb i przeciekający dach. Fatalne warunki, zaczęli akcję
Kazachstan odgraża się Ukrainie. Zaatakowali kluczowy terminal
Kazachstan odgraża się Ukrainie. Zaatakowali kluczowy terminal
Katastrofalne powodzie na Sumatrze. Liczba ofiar rośnie
Katastrofalne powodzie na Sumatrze. Liczba ofiar rośnie
Mówi, kto może objąć władzę po Trumpie. "Będzie gorzej"
Mówi, kto może objąć władzę po Trumpie. "Będzie gorzej"