"Wpadłem w pułapkę". Szokujące wyznanie rywala Orbána o nagraniu z sypialni
Węgierska polityka od wtorku przeżywa wstrząs. To wówczas Péter Magyar, lider opozycyjnej partii TISZA, opublikował na swoim profilu na platformie X informację, że rządzący Fidesz może opublikować kompromitujące nagranie z jego życia prywatnego, by go zdyskredytować przed wyborami. Przewidywał, że może się to stać w środę. Nagranie nie zostało opublikowane, jednak Magyar obawia się, że wkrótce to się stanie. Postanowił więc sam ujawnić, co na nim jest.
We wtorek wieczorem lider Partii Szacunku i Wolności (TISZA) na swoim profilu na X zamieścił długi wpis. Przypomniał w nim, że w środę przypada druga rocznica jego wywiadu w węgierskim kanale Partizan, który w jego opinii, zachwiał pewnością siebie rządzącego Węgrami Fideszu. Zasugerował, że partia Orbana zechce w związku z tym uruchomić tego dnia wymierzoną w niego "kampanię w rosyjskim stylu".
"Dzisiaj wysłali wielu dziennikarzom link, na którym widać pokój objęty monitoringiem. Podejrzewam, że planują upublicznić nagranie zarejestrowane przy użyciu narzędzi służb specjalnych - być może sfałszowane - na którym widać mnie podczas intymnego zbliżenia z moją ówczesną partnerką" - napisał opozycjonista.
Stanowczo zadeklarował przy tym, że nie ulegnie żadnemu szantażowi ani groźbom.
Nagranie, o którym wspominał Magyar, nie zostało w środę opublikowane przez media. Jednak już sama jego zapowiedź rozgrzała atmosferę w węgierskich mediach. W sieci pojawiła się burza komentarzy. W czwartek, w kolejnym wpisie polityk postanowił po raz kolejny odnieść się do tej sprawy.
"Ponieważ celem Fideszu jest - poprzez przecieki i kłamliwe sugestie - odwrócenie uwagi od problemów realnie dotykających życie Węgrów (...) nadszedł czas, aby wyłożyć kawę na ławę" - stwierdził w nagraniu upublicznionym w mediach społecznościowych Magyar. I przedstawił swoją wersję tego, co wydarzyło się w nocy z 2 na 3 sierpnia 2024 roku i co może znajdować się na nagraniu, które chcą - jak uważa polityk - wykorzystać jego polityczni rywale.
Nocna pułapka i "substancje na stole"
Wydarzenia, o których opowiada Magyar, rozegrały się po imprezie sympatyków partii TISZA. Magyar opisuje moment, w którym - jak sam przyznaje - stracił czujność.
Pod koniec imprezy pojawiła się Evelin Vogel, była partnerka Magyara i zaprosiła go na domówkę do mieszkania swojego znajomego.
"Tej nocy nie rozpoznałem, że mam do czynienia z akcją służb specjalnych, dlatego dałem się uwieść. Przyjechaliśmy do mieszkania około 5 rano. Na stole widziałem alkohol i substancje wyglądające jak narkotyki" - relacjonuje Magyar, zaznaczając od razu: "Niczego nie dotykałem, nie spożywałem narkotyków".
Polityk zaprzecza plotkom, jakoby w zdarzeniu brali udział jego współpracownicy. Podkreśla, że Márk Radnai, wiceszef partii, nigdy nie postawił stopy w tym mieszkaniu.
"Nagrali konsensualny akt dwóch dorosłych osób"
Kluczowy fragment oświadczenia dotyczy tego, co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami sypialni. Magyar przyznaje, że doszło do zbliżenia z Vogel, ale twierdzi, że całe pomieszczenie było naszpikowane nielegalną aparaturą nagrywającą.
- Weszliśmy do pokoju, który zna już cały kraj, i odbyliśmy konsensualny stosunek seksualny - stwierdził z oburzeniem polityk.
Polityk tłumaczy, że opuścili mieszkanie po południu, gdy nikogo już w nim nie było, a następnie razem zjedli obiad.
- Z perspektywy czasu, obserwując zachowanie Evelin Vogel i narastający szantaż, stało się dla mnie jasne, że wpadłem w pułapkę klasycznego "kompromatu" typu rosyjskiego, ale ponieważ nie dopuściłem się żadnego naruszenia prawa, moje sumienie jest czyste. Oczywiście nie wiem, w jaki sposób nagrania obrazu i dźwięku, zarejestrowane w mieszkaniu nielegalnie za pomocą środków operacyjnych służb, zostaną później zmanipulowane, ale sugeruję, aby - jeśli to możliwe - opublikowano pełne nagranie z pokoju, bez montażu - mówi na nagraniu Magyar.
Psychologiczny terror i uderzenie w dzieci
Najbardziej emocjonalna część oświadczenia dotyczy momentu, w którym pojawiły się informacje dotyczące nagrania. Skandal wybuchł w tygodniu, w którym Magyar opiekuje się swoimi synami (11, 14 i 17 lat). W przyszłym tygodniu ruszy w objazd po kraju i aż do wyborów już się z nimi nie zobaczy. Polityk twierdzi, że Fidesz celowo wybrał tę datę, by złamać go psychicznie przed nadchodzącą trasą po kraju.
Chcieli zniszczyć ten czas i przez to poddać mnie jeszcze większej presji psychicznej, bym popełnił błąd. Nie uda im się to - mówi Magyar.
Magyar kończy swoje oświadczenie zapowiedzią, że ci, którzy brali udział w "tym podłym przestępstwie", wkrótce trafią do więzienia. Wylicza, że rządowi Viktora Orbána zostało zaledwie 59 dni.
- Nie dacie rady mnie zastraszyć. Nie pomoże wam rosyjski wywiad ani tona sfałszowanych filmów. 59 dni i wybiła godzina sądu - zapowiada polityk, nawiązując do daty wyborów na Węgrzech, które mają się odbyć 12 kwietnia.
Pełna treść oświadczenia (Tłumaczenie z oryginału)
"Drodzy Rodacy!
Ponieważ celem Fideszu [partia rządząca], poprzez przecieki i kłamliwe sugestie, jest odwrócenie uwagi od problemów realnie dotykających życie Węgrów – takich jak coraz poważniejszy kryzys kosztów utrzymania, zapaść służby zdrowia czy szokujące informacje napływające z fabryki akumulatorów w Göd – nadszedł czas, aby wyłożyć kawę na ławę.
Nie dam Viktorowi Orbánowi i jego ludziom możliwości, by za pomocą kłamstwa przez całe tygodnie odwracali uwagę od rzeczywistości. 2 sierpnia 2024 roku Tisza [partia Magyara] zorganizowała letnie przyjęcie dla swoich sympatyków. Ja również brałem w nim udział. Pod koniec imprezy pojawiła się Evelin Vogel [była partnerka] i zaprosiła mnie na domówkę do mieszkania osoby, która również była obecna w lokalu.
W tamtym czasie, ze względu na ciągłe szantaże, nie byliśmy już z Evelin Vogel w związku partnerskim, ale tej nocy nie rozpoznałem, że mam do czynienia z akcją służb specjalnych, dlatego dałem się uwieść. Około godziny 5 rano dotarliśmy do widocznego na zdjęciach mieszkania, w którym przebywało kilka nieznanych mi osób. Márk Radnai [wiceszef partii] nie był w tej nieruchomości ani tej nocy, ani nigdy wcześniej. Wspomniane osoby siedziały przy stole blisko wejścia do mieszkania. Na stole znajdował się alkohol i substancje wyglądające jak narkotyki. Ja tych rzeczy nie dotykałem. Nie spożywałem narkotyków.
Po kilku minutach weszliśmy z Evelin Vogel do pokoju, który poznał już cały kraj, i odbyliśmy konsensualny stosunek seksualny. Opuściliśmy nieruchomość 3 sierpnia około południa, kiedy nie było tam już nikogo poza nami. Następnie wspólnie zjedliśmy obiad.
Z perspektywy czasu, obserwując zachowanie Evelin Vogel i narastający szantaż, stało się dla mnie jasne, że wpadłem w pułapkę klasycznego "kompromatu" typu rosyjskiego, ale ponieważ nie dopuściłem się żadnego naruszenia prawa, moje sumienie jest czyste. Oczywiście nie wiem, w jaki sposób nagrania obrazu i dźwięku, zarejestrowane w mieszkaniu nielegalnie za pomocą środków operacyjnych służb, zostaną później zmanipulowane, ale sugeruję, aby – jeśli to możliwe – opublikowano pełne nagranie z pokoju, bez montażu.
Jak wielokrotnie powtarzałem, nigdy nie brałem narkotyków. Mój wcześniej wykonany i upubliczniony test narkotykowy był negatywny i w przyszłości również jestem gotów poddać się dowolnemu badaniu. Atakują mnie teraz nie za to, jaki jestem, ale dlatego, że my razem w społeczności Tisza jesteśmy wystarczająco silni, by odsunąć od władzy tych, którzy ją sprawują, i obalić cały ten skorumpowany system. To nie ja jestem interesujący, ale Wy, Węgrzy.
Ten podły atak jest tylko kolejnym dowodem na to, że władza drży ze strachu. Jeśli będziemy trzymać się razem, zwyciężymy. Jeśli pozwolimy się rozbić, oni wygrają, a nasza ojczyzna upadnie. Wiedziałem, że ta nikczemna władza użyje wszelkich środków, by zachować skradzione łupy i swoją wolność. Ale na to jednak nie liczyłem, że dwóch dorosłych ludzi konsensualny akt seksualny zostanie nagrany, a nagrania upublicznione.
Doskonale wiem, dlaczego wybrali ten moment na tę podłą akcję. Liderzy Fideszu wiedzą, że ze względu na mój objazd po kraju, który zaczyna się w przyszłym tygodniu, w tym tygodniu są u mnie moi synowie, ostatni raz aż do dnia wyborów. Chcieli zniszczyć ten czas i przez to poddać mnie jeszcze większej presji psychicznej, bym popełnił błąd. Nie uda im się to.
I chociaż dla moich synów w wieku 11, 14 i 17 lat nadchodzące dni będą z pewnością psychicznie strasznie obciążające, ufam, że przez tę potworność przejdziemy wspólnie. Co jest pewne, to że cokolwiek się stanie, w każdej chwili będą czuli, że to oni są dla mnie najważniejsi. Jakiejkolwiek podłości mafia przeciw nam nie przygotuje, ja zawsze będę mógł spojrzeć im w oczy i zawsze będę dla nich.
Viktorowi Orbánowi zaś przekazuję, że zostało 59 dni tej podłej, korumpującej władzy – kto jak sieje, tak zbierać będzie. Mnie nie zdołacie zastraszyć ani szantażować. Mało tu będzie pomoc rosyjskiego wywiadu i mnóstwo sfałszowanych filmów. Mało będzie niszczenie mojej rodziny. Znaczna większość Węgrów widzi na wskroś kłamstwa i nieludzkość rządu Orbána. 59 dni i wybije godzina sądu.
Ci, którzy w tym podłym przestępstwie brali udział ze strony Fideszu, służb specjalnych lub innych organów, wkrótce wszyscy będą cieszyć się gościnnością węgierskiego systemu więziennictwa. Na próżno każda podłość, nie złamiecie nas. 59 dni zostało i odbierzemy naszą cudowną ojczyznę, Drodzy Rodacy!
Wam zaś przekazuję, że służę i dopóty będę służył, dopóki naród ma z tego pożytek. Robię to, póki mogę. Niech Bóg błogosławi Węgry!"