Lider węgierskiej opozycji straszony sekstaśmą. Tajemniczy link
Lider węgierskiej opozycji Peter Magyar twierdzi, że władze planują wypuszczenie sekstaśmy z jego udziałem. "Drodzy tchórze z Fideszu, możecie swobodnie ujawniać wszystko, fałszować, jak chcecie. Nie ulegnę szantażowi ani groźbom" - napisał.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się w kwietniu, natomiast temperatura sporu politycznego już rośnie. We wtorek w sieci pojawiła się tajemnicza strona internetowa pod nazwiskiem wiceprzewodniczącego opozycyjnej partii Tisza Márka Radnaia. Pod linkiem widać tylko puste łóżko na czarno-białym zdjęciu. Fotografia wygląda, jakby została zrobiona przez przywieszoną do sufitu kamerę. Pod zdjęciem jest podpis "wkrótce".
Według 444.hu, w mediach prorządowych zaczęły pojawiać się informacje jakoby "krążyła plotka", że Radnai oraz lider partii Peter Magyar uczestniczyli w orgii i zostało to nagrane.
Sam Magyar skomentował sprawę i przypomniał, że w środę mija druga rocznica od jego odejścia z Fideszu i przejścia do opozycji.
"Oczywiście, to symboliczny dzień dla Fideszu, ponieważ właśnie wtedy ich władza, którą uważali za niezachwianą, pękła. Przygotowują się do tego. Nie tak, jak zrobiliby to zwykli ludzie, na przykład konfrontując się i przepraszając, ale szantażując i grożąc. Szantażują oraz grożą nagraniami wideo i zniesławianiem od dawna i wygląda na to, że w rocznicę rozpoczną kampanię w stylu rosyjskim, która wcześniej była uważana za nie do pomyślenia" - napisał w mediach społecznościowych.
Magyar: nagranie ze mną i moją ówczesną dziewczyną
Według niego wielu dziennikarzom przesłano link pokazujący pomieszczenie, w którym rzekomo nagrano sekstaśmę.
"Podejrzewam, że planują upublicznić nagranie, nagrane sprzętem służb specjalnych i prawdopodobnie sfałszowane, na którym widać mnie i moją ówczesną dziewczynę uprawiających seks. Nie wiem, co chcą tym osiągnąć, poza odwróceniem uwagi od 'fabryki śmierci' w Göd i roli rządu Orbána w tym procederze" - napisał Magyar, nawiązując do afery z fabryką Samsunga w Göd - okazało się bowiem, że emitowała ona silnie toksyczne, rakotwórcze substancje i rząd kazał przygotowywać na ten temat raport. Władze jednak pozwoliły na dalszą działalność fabryki.
Magyar przekonuje, że nie ulegnie szantażowi. "Tak, jestem 45-letnim mężczyzną, prowadzę regularne życie seksualne. Z dorosłą partnerką. Mam troje nieletnich dzieci, które są ewidentnie ignorowane przez ten nikczemny, 'przyjazny rodzinie' rząd. Ale dobrze, że wszyscy wiedzą, że nie ulegnę żadnemu szantażowi, ani teraz, ani w przyszłości. Nie ukradłem 650 miliardów z Banku Narodowego, nie ratowałem pomocników pedofilów, nie przyczyniłem się do zniszczenia tysięcy dzieci finansowanych przez państwo i szkody dla zdrowia dziesiątek tysięcy naszych rodaków" - napisał.
"Drodzy tchórze z Fideszu, możecie swobodnie ujawniać wszystko, fałszować, jak chcecie. Nie ulegnę szantażowi ani groźbom. Ani węgierskiej mafii polityczno-ekonomicznej, ani członkom międzynarodowej sieci, która ich wspiera. Węgry nie są na sprzedaż, nie ma ceny, za którą zawiodłbym moich rodaków" - zaznaczył.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. W sondażach mamy do czynienia z zaciekłym pojedynkiem pomiędzy Fideszem a Tiszą. W wielu badaniach opozycyjna partia wyprzedza formację Viktora Orbana.