Urzędnik architektem

Gmachy olśniewają marmurami i złoceniami. Urzędnicy skarbówek, sądów, banków realizują własne wizje piękna. Architekci umywają ręce. - Klient płaci, więc decyduje - mówią.

Sądy i skarbówki dostały w ciągu ostatnich kilku lat kilkaset milionów z budżetu państwa. Urzędy skarbowe chciały iść z duchem czasu, być bardziej przyjazne dla podatników, wydawały więc krocie na nowe siedziby. Sądy - po serii krwawych zajść i strzelanin w ich salach - dostały z Ministerstwa Sprawiedliwości pieniądze na dodatkowe zabezpieczenia. Środki owe przyszły w jednej puli wraz z funduszami inwestycyjnymi. Większość sądów zainwestowała je więc po swojemu. Robiono drogie remonty, a w kamery i fotokomórki zaopatrywano się na końcu.

Szefowie sądów i urzędów skarbowych nie widzą w przepychu swoich siedzib niczego niestosownego. - Po prostu musimy się dostosować do Unii - tłumaczą najczęściej. - Siermiężne lata należą do przeszłości. - Urzędnicy dążą do powiększenia masy i obszaru - mówi architekt, właściciel dużej warszawskiej firmy projektowej. - Dlatego w nieskończoność rozbudowywaliby przestrzeń, w której się poruszają i pracują. Wiadomo, myślą o przyszłości i o dodatkowym miejscu zatrudniania krewnych i znajomych - ocenia.

- Urząd organizuje przetarg na projekt. Wygrywa pomysł najtańszy i na ogół najgorszy. Dziwnie często się okazuje, że szefem zwycięskiej firmy jest pociotek albo znajomy prezesa urzędu - opowiada właściciel jednej z firm architektonicznych. Firma od lat bierze udział w przetargach i do tej pory nie wygrała ani jednego. - Kiedy projekt zostaje klepnięty, klient życzy sobie zmian. Każda jest oczywiście dodatkowo płatna. I na tym też się zarabia. Podobnie jest z wykonawcami robót. Dodatkowych zleceń mają dwa razy więcej niż podstawowej roboty.

Temida podziwia

Architekci, którzy realizowali projekty na zlecenie instytucji państwowych, nie chcą ujawniać swoich nazwisk. Większość z nich boi się, że nie dostałaby kolejnych intratnych kontraktów. Są jednak granice kompromisu. - Zerwałem współpracę z jednym z urzędów - wyznaje architekt z poznańskiej firmy. - Moi klienci podtykali mi pod nos zdjęcia urzędu z innego miasta. To był koszmarek, pod czymś podobnym nigdy bym się nie mógł podpisać. Urzędnicy zrobili też naradę kierownictwa i przyszli do mnie z listą tego, co chcieliby mieć w budynku. Marmury i złote klamki to przy tym drobiazg. - Zwykle ostro przeciwstawiam się takim pomysłom - twierdzi inny architekt, który nieraz projektował urzędnicze budynki. - Oczywiście czasem też idę na kompromis. Zamiast złotych klamek mogą być mosiężne, byleby nie raziły.

- Pewnie chcecie napisać, że urzędnicy budują sobie marmurowe pałace - domyśla się Andrzej Kulmatycki, rzecznik Izby Skarbowej w Warszawie. - A to wszystko przecież dla podatników. Bo jak można przyjmować ludzi w warunkach z czasów króla Ćwieczka? Zdaniem Stefana Mikołajczyka, architekta z Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, ludzie powinni odbierać gmach sądu jako dostojny i poważny. Jednocześnie budynek ma dawać ludziom nadzieję, a nie wpędzać ich w depresję. Powodować, by uwierzyli w Opatrzność.

Na wiarę w Opatrzność wydano we Wrocławiu w ostatnich latach około 12 milionów złotych. Tyle kosztował remont sądu. - To inwestycja na lata - tłumaczy Stefan Mikołajczyk i pokazuje zdjęcia powojenne. - Wyglądało jak zapuszczona piwnica.

Teraz wzdłuż ściany budynku kursuje przezroczysta jak Sprawiedliwość winda, sędziowie mogą się spotykać w sali rycerskiej, a marmurowa Temida podziwia patio przykryte szklanym dachem. Miłośnikiem marmurów jest także prezes sądu w Wieluniu pod Łodzią. Ogromna inwestycja, największy gmach w mieście, również kosztowała 12 milionów złotych.

W sądzie w Legnicy posadzki są marmurowe, nad nimi wznoszą się odnowione kolumny z piaskowca. Tam na remont - bez wyposażenia - wydano 14,6 miliona złotych. Dyrektor administracyjny legnickiego sądu przyznaje (z lekkim zawstydzeniem), że początkowo pracownicy nie mogli się przyzwyczaić do takich luksusów. W budynku użyteczności publicznej niebieskie drzwi, czerwone sufity i złocenia? - Uważaliśmy, że to nie wypada - sumituje się dyrektor. - Po pewnym czasie przywykliśmy. Kiedyś stacjonowało tu dowództwo wojsk radzieckich. Wyjeżdżali w wielkim pośpiechu, więc niewiele udało im się ukraść. Ale kolumny były pomalowane farbą olejną. Doprowadziliśmy wszystko do normalnego stanu - podsumowuje.

Nawet przestępcy nie powinni mieć powodów do narzekania. Skazywani są bowiem w estetycznym otoczeniu nowocześnie wyposażonej sali, z meblami wykonanymi na zamówienie. Przestrzeń i wygoda. W więzieniu będzie można powspominać luksusy procesu.

Owinięte w skarbówce

- Większość urzędniczych budynków jest zbyt duża, niefunkcjonalna i bez gustu - ocenia architekt, który wykonywał zlecenia dla Ministerstwa Finansów. - Urzędnicy muszą wydać wszystkie pieniądze przyznane na inwestycję. Na ogół jest ich o wiele za dużo. Ale widzę, że w ministerstwach nikt tego nie sprawdza. Kupuje się więc zbyt drogie materiały i niedorzeczne ozdóbki. Byle wydać kasę - twierdzi architekt. - My się z tego po cichu śmiejemy, ale się nie wtrącamy, bo takie kontrakty są bardzo korzystne.

- Pewnien dyrektor zażyczył sobie dodatkowych ozdobnych listew przypodłogowych i progów, których nie było w pierwotnym planie. Tłumaczył, że zostało mu jeszcze trochę pieniędzy i jeśli ich nie wyda, nigdy już nie będzie traktowany poważnie w "centrali" - opowiada inny architekt. - Na ogół wykłócam się z inwestorami, ale czasem lepiej milczeć, bo przesadne gadanie może się nie opłacać. Mimo że pomysły urzędników zwykle mają się nijak do mojej koncepcji, staram się je realizować. Dla pieniędzy - wyznaje architekt. II Urząd Skarbowy w Rzeszowie mieści się w budynku przejętym za długi od upadłych zakładów mięsnych. Oddany do użytku urzędników i petentów w 2003 roku, wyremontowany i wyposażony za 13 milionów podatniczych złotych.

Naczelnik Anna Lorenz sama dobierała kolory farb na ścianach i wszystko osobiście nadzorowała. - Bo niby dlaczego ściany miałyby bielą bić po oczach? - pyta retorycznie. - Koszt ten sam, a chyba przyjemniej poruszać się wśród pastelowych żółci, zieleni i różu - wyjaśnia. W pokojach urzędników nie ma zbytku. - Tylko zamiast prostych biurek kupiliśmy wyprofilowane - objaśnia pani Lorenz. - W starym urzędzie w czasie składania zeznań podatkowych przeżywaliśmy istny horror. Kłębiły się setki podatników, których ochrona musiała ustawiać w karnej kolejce, bo inaczej nie moglibyśmy ich wszystkich obsłużyć. Wtedy przyjeżdżała prasa, telewizja i był cyrk. A przecież my byliśmy niewinni.

- W starym budynku kobiety mdlały - mówi Mariola Sadoch, wicenaczelnik Urzędu Skarbowego w Mińsku Mazowieckim. - W nowym mamy klimatyzację, w lecie przyjemnie tu postać - ocenia. Nowy urząd kosztował ponad 9,5 miliona złotych. W przestronnej sali obsługi klienta na zadowolonych (z chłodu klimatyzacji) podatników czekają wygodne foteliki. Kolumny natomiast pomagają w tworzeniu nastroju frajdy i beztroski. - Parę razy widziałam dzieci owijające się wokół kolumny i zjeżdżające po niej w dół - mówi wicenaczelnik. Podatnicy nie zjeżdżają, ale i tak w obu urzędach skarbowych wiszą na ścianach dyplomy: "Urząd przyjazny przedsiębiorcy".

- Nie mogę pojąć, skąd u urzędników zamiłowanie do ozdobnych kolumn - dziwi się pewien architekt. - Taka moda panowała na początku lat 90. w nowobogackich domach. Nie było kolumny, nie było prestiżu. Może dysponenci naszych podatków realizują teraz własne marzenia sprzed lat? - zastanawia się.

Urzędnicy nie dorośli

Naczelnik Wydziału Inwestycji w Ministerstwie Sprawiedliwości Barbara Stelmach żali się, że trzy lata temu miały miejsce potworne cięcia budżetowe i nie dało się wykonać wszystkich planowanych inwestycji. Jej zdaniem i tak budowano tylko to, co niezbędne. - U nas już to jakoś wygląda i nie musimy się wstydzić - ocenia Stefan Mikołajczyk z wrocławskiego sądu. - Ale takie remonty jak tu przydałyby się pewnie w całej Polsce.

- Nasz zawód jest podobny do zawodu szewca lub krawca - mówi jeden z architektów. - Jeśli klient zamawia gumofilce, to my je wykonujemy, mimo że w lakierkach wyglądałby lepiej. W tym wypadku urzędnik, czyli nasz klient, płaci i decyduje. Inna sprawa, że urzędnicy wydają pieniądze nie swoje, ale publiczne. A chyba nie wszyscy do tego dorośli.

DOROTA SAJNUG
WSPÓŁPRACA MAŁGORZATA NOWAKOWSKA


OD 1999 DO KOŃCA 2004 ROKU SĄDOM PRZYZNANO Z BUDŻETU PAŃSTWA NA INWESTYCJE BUDOWLANE I ZAKUP SPRZĘTU PRAWIE 939 MILIONÓW ZŁOTYCH. Z TEGO NA ZABEZPIECZENIA WYDANO 9,7 MILIONA ZŁOTYCH. W CZASIE OSTATNICH PIĘCIU LAT SĄDOM PRZYBYŁO PONAD 111 TYSIĘCY METRÓW KWADRATOWYCH POWIERZCHNI. OD 1999 ROKU W POLSCE POWSTAŁO 48 NOWYCH URZĘDÓW SKARBOWYCH ZA 261,6 MILIONA ZŁOTYCH. 34 SIEDZIBY WYREMONTOWANO ZA 185,3 MILIONA ZŁOTYCH.

Wybrane dla Ciebie
Niepokojące ustalenia. Rosjanie kupują strategiczne nieruchomości w Europie
Niepokojące ustalenia. Rosjanie kupują strategiczne nieruchomości w Europie
Trump miał zakończyć wojnę w jeden dzień. Jest nowa data
Trump miał zakończyć wojnę w jeden dzień. Jest nowa data
Komisja Etyki ukarała Annę Marię Żukowską za wulgarny wpis
Komisja Etyki ukarała Annę Marię Żukowską za wulgarny wpis
Prognoza mandatów. Tak dziś wyglądałby podział w Sejmie
Prognoza mandatów. Tak dziś wyglądałby podział w Sejmie
Tusk tłumaczy się z "zakutych łbów". "Zdecydowanie mocniej"
Tusk tłumaczy się z "zakutych łbów". "Zdecydowanie mocniej"
Brytyjski premier w Polsce. Podróż w poszukiwaniu korzeni
Brytyjski premier w Polsce. Podróż w poszukiwaniu korzeni
Zełenski pokazał swój bunkier. Przypomniał pierwsze tygodnie inwazji
Zełenski pokazał swój bunkier. Przypomniał pierwsze tygodnie inwazji
Tak zaczął się czwarty rok inwazji. Sztab podał dane
Tak zaczął się czwarty rok inwazji. Sztab podał dane
Helikopter irańskich sił powietrznych rozbił się na targu. Są ofiary
Helikopter irańskich sił powietrznych rozbił się na targu. Są ofiary
Meksyk. Cios w gang narkotykowy. Prawa ręka bossa zlikwidowana
Meksyk. Cios w gang narkotykowy. Prawa ręka bossa zlikwidowana
Tusk o "zakutych łbach". Jest wniosek o ukaranie
Tusk o "zakutych łbach". Jest wniosek o ukaranie
Tusk o "zakutych łbach". Przydacz: "Gdyby tak Kaczyński powiedział"
Tusk o "zakutych łbach". Przydacz: "Gdyby tak Kaczyński powiedział"