Zachowywała się podobnie jak szamani: szeptała zaklęcia i modlitwy, a przy tym pocierała pacjentów jajkami kurzymi. Miało to doprowadzić do całkowitego wyleczenia - poinformował w sobotę rzecznik prasowy białostockiej Prokuratury Okręgowej, Jerzy Duniec.
Prokuratura ustaliła, że za takie usługi Ukraince zapłaciło co najmniej jedenaście osób. Kwoty za "konsultację medyczną" wahały się od 60 do 200 złotych. Nie stwierdzono pozytywnych efektów jej Leczenia - zaznaczył prokurator.
Od jednej rodziny Ukrainka wyłudziła w ten sposób ponad 30 tys. zł. Mężczyzna zapłacił tyle za bezskuteczne leczenie ciężko chorej na nowotwór żony. O "uzdrowicielskiej" działalności cudzoziemki rodzina dowiedziała się od znajomych. Ukrainka obiecywała stuprocentową skuteczność swej kuracji, wykonywała nawet po kilka zabiegów dziennie. Chora kobieta jednak zmarła. Wówczas jej rodzina zawiadomiła policję.
Według prokuratury, oskarżona zabraniała też pacjentom przyjmowania leków i chodzenia na wizyty do lekarzy.
Ukrainka nie przyznała się do winy. Tłumaczyła, że swoje praktyki wykonywała jedynie na prośbę pokrzywdzonych. Jest ona tymczasowo aresztowana. (mag)