Trwa ładowanie...
d3iel5i

Tylko on ma prawomocny wyrok za Smoleńsk. Paweł Bielawny zabrał głos pierwszy raz po katastrofie

- Zostałem skazany, bo ktoś musiał beknąć, ale Smoleńsk się dla mnie nie skończył. Dziś płaci za niego moja rodzina - mówi Paweł Bielawny, były wiceszef BOR. Twierdzi, że zwolnienie jego żony z pracy było zemstą na nim. Z tego powodu przerwał milczenie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Paweł Bielawny był wiceszefem BOR, kiedy doszło do katastrofy smoleńskiej
Paweł Bielawny był wiceszefem BOR, kiedy doszło do katastrofy smoleńskiej (PAP, Fot: Adam Bielawny)
d3iel5i

Paweł Bielawny to jedyny człowiek skazany prawomocnym wyrokiem za Smoleńsk. Dwa lata temu usłyszał: "półtora roku w zawieszeniu". "Newsweekowi" udzielił pierwszego wywiadu od katastrofy smoleńskiej. - Latami spokojnie łykałem narrację, że BOR w jakiś sposób przyczyniło się do katastrofy, bo nie miałem, jak się bronić. Dziś uważam, ze trzeba zacząć mówić. Trzeba odkłamać to, co dziś narzuca się w opowieści o Smoleńsku- zaznaczył.

W to, co go spotkało, trudno uwierzyć. - Sąd mnie skazał ale stwierdził, że BOR nie odpowiada za katastrofę smoleńską - powiedział.

Jak wymiar sprawiedliwości tłumaczył swoją decyzję? Bielawny wyliczył, że skazano go za: niedopełnienie obowiązków, przez co miał spowodować zagrożenie dla ochrony prezydenta i premiera, za to, że BOR-u nie było na lotnisku, a Biuro nie zostało dopuszczone przez Rosjan do Skiewiernego, za niesprawdzenie pirotechniczne lotniska w Smoleńsku, choć nikt tego nie robił. - Gdyby trzymać się tej logiki, do dziś za każdą zagraniczną wizytę naszego VIP-a ktoś powinien dostać zarzuty - ocenił były wiceszef Biura Ochrony Rządu, które zostało przekształcone Służbę Ochrony Państwa.

d3iel5i

Co więcej, jak podkreślił, "zabezpieczenie w Smoleńsku było jednym z najlepszych zabezpieczeń BOR poza granicami kraju", bo "nigdy nie wysłano tylu funkcjonariuszy do jednej wizyty".

"Kto i gdzie miał burdel?"

- Pan minister jest ostatnią osobą, która powinna się na ten temat wypowiadać - podkreślił Bielawny. W ten sposób odniósł się do wersji byłego ministra Lecha Kaczyńskiego - Jacka Sasina, który twierdzi, że nie wiedział o niesprawdzeniu lotniska. Według byłego wiceszefa BOR polityk kłamie i zdradza jeszcze jedną historię.

- Najważniejszy rangą urzędnik Kancelarii Prezydenta przyjeżdża do Smoleńska spóźniony, nocą, i nie widzi potrzeby spotkania z funkcjonariuszami BOR, choć taki był wcześniej zwyczaj. Jego podwładny, który po katastrofie w hotelu zastawiał ze strachu drzwi szafą, przyjechał do Smoleńska mocno nietrzeźwy. Minister Sasin musiał go widzieć, jeśli nie 9, to na pewno 10 kwietnia. I co? I nic. (...) W BOR mieliśmy burdel? Zaraz, kto i gdzie miał burdel? - pytał Bielawny.

d3iel5i

Przyznał też, że koledzy z Biura go rozczarowali. - Okazuje się, że ludzie, z którymi się pracowało przy ochronie i piło wódkę, opowiadają kłamstwa, żeby zrobić karierę - powiedział.

Zobacz także: Tadeusz Cymański: nie będzie sprawiedliwego świata. Nam chodzi o mniej niesprawiedliwości

Dlaczego skazano akurat jego? - Niejako w zastępstwie - przede wszystkim za to, że mimo informacji o wyłączeniu z użytkowania lotniska w Smoleńsku i złych warunkach technicznych, BOR nie dostosowało się do sytuacji - mówił. Jednocześnie zwrócił uwagę, że o tym wiedzieli też wcześniej urzędnicy Kancelarii Premiera i Prezydenta oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych. - To oni postawili pilotów w sytuacji bez wyjścia i żaden nie usłyszał prokuratorskich zarzutów - podkreślił Bielawny.

d3iel5i

Jednocześnie zaznaczył, że to nie on był celem. - Nie na mnie polowano. Prawicowi dziennikarze i PiS chcieli ustrzelić Mariana Janickiego, szefa BOR, mojego przełożonego. Dziś wiem, że w tej sprawie zadziałała polityka. Gdy, w 2012 r. dostawałem zarzuty, to była decyzja polityczna. To było wygodne. Do dziś słyszę, że powinienem się cieszyć, bo mam wyrok w zawiasach, a powinienem siedzieć. Dostałem odłamkiem ze świata polityki - stwierdził.

Jego zdaniem zawiódł system. - Nie ma instytucji, która zrobiłaby błędu przed Smoleńskiem. Ale to nie system został ukarany, tylko ja - ocenił.

Miarka się przebrała

Bielawny przyznał też, dlaczego akurat teraz zaczął mówić o Smoleńsku. Teraz jego żona straciła pracę. - Ja mogę płacić swoją cenę za Smoleńsk, ale moja żona nie miała ze Smoleńskiem nic wspólnego - powiedział.

d3iel5i

- Była szefową personelu pokładowego lotów ochranianych przez BOR. Jest majorem, ma za sobą ponad 20 lat służby. I nagle osiem lat po Smoleńsku komendant Służby Ochrony Państwa przysyła decyzję, że wygasza jej stosunek pracy. To jawne skur...yństwo, zemsta na mnie - podkreślił Bielawny.

Źródło: "Newsweek"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3iel5i

Podziel się opinią

Share

d3iel5i

d3iel5i
Więcej tematów