Tonąca łódź Zdanowskiej. Polityka znów wygrywa z prawem

Według PiS wiszący nad Hanną Zdanowską wyrok za poświadczenie nieprawdy to dla niej gwóźdź do politycznej trumny. Partia Jarosława Kaczyńskiego chce wprowadzić do Łodzi partyjnego komisarza. Rozmówcy WP nie mają wątpliwości: to cyniczne wykorzystanie prawnego chaosu do uderzenia w popularną prezydent.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi
Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi (PAP, Fot: Roman Zawistowski)
WP

Sytuacja wygląda tak: kilka dni temu w sądzie II instancji prezydent Łodzi Hanna Zdanowska została uznana winną poświadczenia nieprawdy w dokumentach w celu uzyskania kredytu przez jej partnera, za co skazano ją na 20 tys. zł grzywny.

WP

PiS natychmiast ruszyło do ataku: w poniedziałek w Łodzi szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin stwierdził, że nawet, jeśli Zdanowska wygra wybory, to... nie będzie mogła pełnić funkcji prezydenta miasta. Minister powoływał się na bliżej nieokreślone "analizy prawne". Zapowiedział też, że jeśli Zdanowska zostanie wybrana na prezydenta Łodzi, wojewoda łódzki Zbigniew Rau będzie musiał zwrócić się do premiera o ustanowienie zarządu komisarycznego w Łodzi.

Słowa Sasina odebrano jako jawną groźbę - bez precedensu.

Przedstawiciele komitetu Hanny Zdanowskiej zapowiedzieli, że złożą doniesienie do prokuratury w sprawie przekroczenia przez Sasina uprawnień i "publicznego podżegania wojewody łódzkiego do podjęcia działań na szkodę interesu publicznego".

Sama Zdanowska zapewnia: - Mogę kandydować, a jeżeli mogę kandydować, to mogę też objąć urząd prezydenta Łodzi. To łodzianie zdecydują, kto będzie ich prezydentem na następną kadencję, a nie PiS.

WP

PiS wykorzystuje prawny chaos

- PO nie potrafiła napisać prawa i pogodzić przepisów? To niech teraz nie krzyczą - mówi w Sejmie polityk PiS.

- To bzdury, cynicznie wykorzystują sytuację, by usunąć prezydent, z którą pisowski wysłannik szans w uczciwej walce nie ma - odpowiadają politycy opozycji.

Na Wiejskiej wojna między PiS a Zdanowską jest jednym z głównych tematów. Opozycja i rządzący przerzucają się argumentami. Jest bałagan, a wyborcy niewiele z tego rozumieją. Nic dziwnego: do zgody nie mogą dojść nawet prawnicy. Zwracają uwagę na legislacyjny chaos, jaki powstał kilka lat temu.

WP

Najkrócej mówiąc: dziś jest tak, że z jednej strony kodeks wyborczy dopuszcza kandydowanie osób, które zostały skazane prawomocnym wyrokiem na karę grzywny, jak w przypadku Hanny Zdanowskiej. Z drugiej natomiast ustawa o pracownikach samorządowych taką opcję wyklucza. Chaos prawny z tym związany powstał jeszcze za rządów Platformy Obywatelskiej. Dziś nikt nie ma pomysłu, jak ten bałagan rozwiązać. Oprócz PiS - partia Kaczyńskiego jest przekonana, że Zdanowska prezydentem być nie może. I koniec.

Ale są i tacy, którzy wolą tonować nastroje. Jak senator PiS Aleksander Bobko, który przyznaje w rozmowie z nami: - Prawo jest niespójne i ze sobą sprzeczne. Nikt tego wcześniej nie zauważył. Sprawę prezydent Zdanowskiej będzie musiał rozstrzygnąć sąd, bo mamy sytuację dziwaczną.

Jak zauważa Bobko, "ustawa z jednej strony dopuszcza do kandydowania, natomiast warunki objęcia urzędu są inne, niż do tego kandydowania dopuszczające".

- Czy jedno prawo znosi drugie? Niech rozstrzygnie to sąd, choć i tak będzie to zapewne rozstrzygnięcie niejednoznaczne. Trzeba po prostu zmodyfikować prawo i uspójnić ustawy. Mówimy tyle o praworządności, a trudno zachowywać się praworządnie, kiedy ustawy są niespójne - przyznaje polityk PiS.

WP

- Nie powinien zbadać tego Trybunał Konstytucyjny? - pytamy senatora.

- Teoretycznie mógłby. Na razie jednak mamy przekrzykiwanie się z obudwu stron, z którego nic nie wynika. Trzeba zachować spokój. Powiem tak: nie zazdroszczę prezydent Zdanowskiej - odpowiada Bobko.

Konstytucjonaliści: polityka w Polsce ponad prawem

Konstytucjonaliści, a także szef PKW Wojciech Hermeliński, uważają, że Hanna Zdanowska ma prawo być prezydentem Łodzi.

WP

Prof. Krzysztof Skotnicki z Centrum Studiów Wyborczych Uniwersytetu Łódzkiego tłumaczy, że "osoba skazana prawomocnym wyrokiem sądu na karę grzywny za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego może kandydować na urząd prezydenta miasta (jak i inne funkcje pochodzące z wyborów powszechnych uregulowanych w Kodeksie wyborczym), a także może pełnić tę funkcję w razie uzyskania wyboru oraz otrzymywać z tego tytułu wynagrodzenie".

Prof. Skotnicki wskazuje w swojej ekspertyzie na zasadę, według której norma szczególna (w tym przypadku zapis z Kodeksu wyborczego) uchyla normę generalną (w tym przypadku zapis ustawy o pracownikach samorządowych).

Tak samo uważa konstytucjonalista prof. Mariusz Jabłoński z Uniwersytetu Wrocławskiego, który twierdzi, że Zdanowska może pełnić urząd, kandydować i po wygranych wyborach być prezydentem.

Inny konstytucjonalista, wybitny prawnik prof. Ryszard Piotrowski, dorzuca: - Tu nie chodzi tylko o bierne prawo wyborcze, czyli możliwość kandydowania konkretnej osoby. Ale chodzi również o rzecz bardzo doniosłą, ustrojową: o prawo wyborcze samych wyborców. To wyborcy ostatecznie mają decydować o tym, kto będzie ich prezydentem. Jeśli ograniczamy ich prawo wyborcze, to jednocześnie ograniczamy im prawa obywatelskie. Skoro pani Zdanowska została już ukarana grzywną, to po cóż karać jej wyborców?

Prof. Piotrowski twierdzi, że "demokratyczne państwo prawa nie może tworzyć pułapek na obywateli": - Nie można doprowadzić do sytuacji, w której organ państwowy mówi: "będziesz kandydował, owszem, ale to tylko żart. Bo nawet jak zostaniesz prezydentem, to urzędu nie obejmiesz".

Konstytucjonalista dodaje: - Tyle że dziś mamy sytuację, kiedy polityka przeważa nad prawem. Każdy scenariusz jest więc możliwy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
WP