"To robi z nas oszołomów". Irytacja w PiS po wpisach Kamińskiego o Tusku
Politycy PiS nieoficjalnie krytykują Mariusza Kamińskiego i Tomasza Sakiewicza za wpisy sugerujące, że Donald Tusk powinien podzielić los Nicolasa Maduro. - To nam przypina łatkę oszołomów - żali się jeden z posłów PiS. Interweniować musiał Jarosław Kaczyński.
"Zobacz Donaldzie Tusku jak kończą dyktatorzy" - ten wpis wywołał burzę w mediach. Jego autorem jest Mariusz Kamiński, europoseł PiS, skonfliktowany z częścią liderów tej partii.
Kamiński udostępnił wygenerowane przez sztuczną inteligencję, wprowadzające w błąd zdjęcie wenezuelskiego dyktatora Maduro, prowadzonego z samolotu przez amerykańskich żołnierzy. Europoseł PiS - były szef MSWiA i koordynator ds. specłużb - sugeruje, że na taki sam los zasługuje Donald Tusk. Podobne sugestie padły ze strony Tomasza Sakiewicza, szefa bliskiej PiS Telewizji Republika.
Wpisy w podobnym tonie publikowali też mniej znani politycy PiS - jak Izabela Kloc, która wstawiła zdjęcia Tuska zamiast twarzy Maduro. "Pisowskiej mafii pucz się śni" - skomentował to wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej, wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk.
Jak słyszymy, centrali PiS przy Nowogrodzkiej - mimo jej ostrej krytyki pod adresem Tuska - nie spodobały się wpisy Kamińskiego, Sakiewicza etc.
- Uważam, że za nas w Polsce nikt roboty nie wykona. Nie ma co na to liczyć. To my, Polacy, musimy pozbyć się tego fatalnego rządu z Tuskiem na czele - stwierdził w Polsat News Radosław Fogiel. Odniósł się w ten sposób do budzącego kontrowersje wpisu byłego ministra Mariusza Kamińskiego. - To nam przypina łatkę oszołomów - żalił się w rozmowie z WP jeden z posłów PiS.
Interwencja prezesa. "Oni szkodzą"
Interweniować musiał Jarosław Kaczyński, który - jak wiadomo w partii - od wielu miesięcy ma szorstkie relacje z Kamińskim. "Wbrew temu, co próbują wmówić społeczeństwu niektórzy, my chcemy wygrać w uczciwych wyborach – i to uczynimy! Wierzymy bowiem, że zło, fałsz i kłamstwo muszą ponieść klęskę" - taki wpis prezesa zamieścili na jego koncie jego współpracownicy.
Podobny przekaz powtarzali politycy PiS z bliskiego otoczenia Kaczyńskiego. - Uważam, że za nas w Polsce nikt roboty nie wykona. Nie ma co na to liczyć. To my, Polacy, musimy pozbyć się tego fatalnego rządu z Tuskiem na czele - stwierdził w Polsat News Radosław Fogiel.
Dopytywany o adekwatność zestawienia polskiego premiera z wenezuelskim politykiem, polityk PiS odparł: - Myślę, że (wpis Kamińskiego - przyp. red.) można go było przemyśleć.
Inni poseł PiS w rozmowie z WP przyznaje: - Znów musimy tłumaczyć się z jakichś idiotycznych wpisów. Wybory w demokratycznym kraju wygrywa się uczciwie, zgodnie z zasadami, co pokazały wybory prezydenckie, mimo że jedna ze stron próbowała to podważyć. Tusk jest skrajnie szkodliwym politykiem, ale nie jest dyktatorem. Kamiński czy Sakiewicz szkodzą.
Jeden z działaczy: - Takie wpisy są wariackie. Sakiewicz chce wywoływać kontrowersje, później to jest nam przylepiane, strasznie to wkurza. A Tusk z tego korzysta, jego elektorat go broni, konsoliduje się.
"Przestali już wierzyć w swoją wygraną w demokratycznych wyborach, więc zaczęli się modlić o obcą interwencję w celu obalenia 'dyktatury Tuska'. Niżej upaść nie można" - napisał premier na portalu X.
Posłanka Jolanta Niezgodzka z KO wpisy pod adresem Tuska oceniła jako "obrzydliwe". - To uderzanie w nasze bezpieczeństwo. Co trzeba mieć w głowie, żeby nawoływać inne państwa, by mogły zbrojnie, z użyciem siły, obalić premiera naszego kraju, wybranego demokratycznie? - dziwiła się. - Na czyje zlecenie działają ci panowie? To ma znamiona zdrady stanu - mówiła o Kamińskim i Sakiewiczu.
Od sprawy starają się zdystansować inni. - Rozumiem, że europoseł Kamiński ostrzegał Tuska, jak kończą dyktatorzy, a nie stwierdzał, że jest dyktatorem - próbował tłumaczyć kolegę z partii jej wiceprezes Tobiasz Bocheński w Polsat News. Powtórzył, że "dziś nikt z nas nie życzy sobie w Polsce dyktatury", a "system w Polsce w tę stronę ewoluował".
Zarzuty wobec Maduro
Prezydent USA Donald Trump ogłosił w sobotę, że Amerykanie zaatakowali Wenezuelę i pojmali jej lidera, prezydenta Nicolasa Maduro, a także jego żonę Cilię Flores. Ujęty przez wojska USA dyktator Wenezueli wraz z żoną zostali w sobotę wieczorem przewiezieni do aresztu na Brooklynie w Nowym Jorku.
Według telewizji NBC Maduro prawdopodobnie w poniedziałek stanie przed sądem i formalnie usłyszy zarzuty.
Na Maduro i jego żonie - oraz trzem innym osobom z ich otoczenia, które pozostały na wolności - ciążą cztery zarzuty, w tym uczestnictwa w zmowie narkoterroryzmu. Były przywódca oskarżony jest o wieloletnie prowadzenie przemytu kokainy do USA, w tym w ramach współpracy z organizacjami uznanymi przez USA za terrorystyczne: kolumbijskimi bojówkami FARC i ELN, meksykańskimi kartelami Sinaloa i Zetas oraz wenezuelskim gangiem Tren de Aragua.
Jeśli Maduro zostanie uznany za winnego, grozi mu kara od 30 lat więzienia do dożywocia.
Michał Wróblewski, dziennikarz Wirtualnej Polski