"To był moment zwrotny". Do Rosji jest raptem kilka minut
Królewo Malborskie to jedna z kluczowych dla zdolności NATO baz w Polsce. We wrześniu 2025 r. w jej pobliżu znaleziono jedne z rosyjskich dronów. - To był moment zwrotny - mówi Wirtualnej Polsce jeden z pilotów. Obecnie w ramach misji Air Policing NATO w bazie stacjonuje niemiecki kontyngent z kilkoma myśliwcami Eurofighter, które pomagają w zabezpieczeniu polskiej przestrzeni powietrznej.
Lot z Królewa Malborskiego do obwodu królewieckiego trwa zaledwie kilka minut. To właśnie nieopodal Malborka stacjonuje kontyngent 31. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego Luftwaffe "Boelcke", który przebywa nad Nogatem w ramach misji NATO Air Policing i Eastern Sentry.
22. Baza Lotnictwa Taktycznego odgrywa kluczową rolę w zabezpieczeniu polskiej przestrzeni powietrznej. Sojusznicze maszyny, które są zadysponowane do Polski w ramach misji NATO, najczęściej właśnie tutaj znajdują swój tymczasowy dom.
- Niczego nam nie brakuje. Baza jest doskonale przygotowana do wszelkich warunków. Współpraca z Polakami też przebiega wzorowo - zachwala warunki w Królewie Malborskim "Köbes" (ze względów bezpieczeństwa nie możemy publikować nazwisk, ani stopni przebywających w Polsce niemieckich żołnierzy - przyp.red.), dowódca niemieckiego kontyngentu.
Słowa dowódcy znajdują potwierdzenie na ziemi. Głównym punktem niemieckiego zgrupowania jest jeden z hangarów na terenie bazy. To tutaj znajduje się centrum dowodzenia, biura, stołówka i magazyn. - Wszystko, co tu widzisz, zabraliśmy ze sobą z Nörvenich w Nadrenii Północnej-Westfalii - mówi porucznik Kraft, oficer prasowy kontyngentu.
Hangar podzielony jest na strefy. Jedna z nich przeznaczona jest dla pilotów. - To wszystko jest ustandaryzowane. NATO ma na to procedury - zaznacza wojskowy.
Niemieccy żołnierze są przygotowani na wszystkie scenariusze. Na miejscu mają do dyspozycji także strefę odpoczynku, poza pracą - konsola do gier czy piłkarzyki umilają im służbę.
- Mamy tu nawet polową pocztę - porucznik Kraft wskazuje na jeden z ustawionych w środku kontenerów. - Przesyłki docierają do nas raz w tygodniu transportem z Niemiec - podkreśla.
Dla wielu z obecnych tutaj nie jest to pierwszy kontakt z Polską. - Nie jest to moja pierwsza wizyta w Polsce. Wcześniej byłem w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim, gdzie zadysponowane zostały nasze myśliwce Eurofighter Typhoon (EF-2000) - dodaje.
Maszyny zostały skierowane tam w związku z wydarzeniami z 9 na 10 września 2025 r., kiedy to polska przestrzeń powietrzna została naruszona przez rosyjskie drony. Incydent zainicjował potem utworzenie przez NATO misji Eastern Sentry.
NATO zmienia "mindset"
Obecni w Królewie Malborskim niemieccy wojskowi mają świadomość zagrożenia ze strony Rosji, o czym w rozmowie z Wirtualną Polską mówi "Köbes". - W związku z tamtym incydentem przede wszystkim zmienił się mindset (sposób myślenia - przyp. red.) - podkreśla.
O co chodzi? Luftwaffe dostosowuje się do zachodzących zmian i zagrożeń związanych z rozwojem różnych typów bezzałogowców. Tamtej wrześniowej nocy jeden z rosyjskich dronów dotarł nieopodal bazy, gdzie następnie został znaleziony na polu.
- Jesteśmy gotowi na wszelkie zagrożenia. I uczymy się sobie z tym radzić - mówi porucznik Kraft.
- Prowadzimy misję w reżimie Quick Reaction Alert (QRA), przez 24/7. Baza jest zabezpieczona na takie sytuacje - zapewnia "Köbes".
Do Królewa Malborskiego Niemcy przybyli - podobnie jak w Mińsku Mazowieckim - z Eurofighterami. Ile jest ich dokładnie? - Tego nie ujawniamy. Liczba maszyn nieznacznie różni się w różnych okresach misji - zaznacza Kraft.
- Podstawą jest jednak dyżurna para, która zawsze musi być w gotowości. Jedna maszyna musi pozostawać w zapasie. Nigdy nie wiadomo, zawsze może się przytrafić coś nieoczekiwanego - dodaje oficer prasowy kontyngentu.
Porucznik żartuje jednak, że jego jednostka jest doskonałym przykładem stereotypu dotyczącego Niemców. - Przeprowadzamy nadmiarowe inspekcje techniczne, dzięki czemu nigdy nie straciliśmy żadnej maszyny - żartuje.
Fundament ochrony NATO
Jednak technicy nie narzekają w Malborku na nudę. - Wykonujemy wszystko to, czego uczymy się u siebie w domu. Tutaj robimy to po prostu w reżimie misji - podkreśla Kraft.
A lotów jest całkiem sporo. Tylko w 2025 r. NATO przeprowadziło ponad 500 alarmowych poderwań myśliwców w odpowiedzi na potencjalne zagrożenia w przestrzeni powietrznej. Misja Air Policing NATO jest realizowana nieprzerwanie 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, 365 dni w roku.
"Misja podkreśla gotowość oraz zdolność odstraszania Sojuszu wobec pojawiających się zagrożeń" - przekazuje Wirtualnej Polsce porucznik Gemma Hart z Dowództwa Sojuszniczych Sił Powietrznych AIRCOM NATO.
- Misja Air Policing to w zasadzie fundament ochrony przestrzeni powietrznej NATO - mówi WP jeden z pilotów MiG-29, które stacjonują w bazie.
A sytuacja w 2026 r. nie różni się zbytnio od tej z roku ubiegłego.
- Malbork to baza, a jej głównym przeznaczeniem jest zabezpieczenie i pełnienie dyżurów bojowych. Przez 24 godziny na dobę jesteśmy w gotowości - dodaje pilot.
"Wtedy przelała się czara goryczy"
Głównym obszarem działania stacjonujących w Królewie Malborskim maszyn pozostaje rejon Morza Bałtyckiego oraz wschodnia i północno-wschodnia część kraju. Liczba misji wykonywanych na wschodniej flance pokazuje, jak trudna jest to służba.
- Pamiętam, że jak zaczynałem służbę w Malborku, to sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Jak w trakcie tury dyżurowej, która trwała tydzień, a czasami dwa, był jeden lot, to naprawdę było coś. Teraz w zasadzie przychodzimy na dyżur i jesteśmy pewni, że polecimy nad Bałtyk bądź nad wschodnią granicę - relacjonuje pilot MiG-29.
- Wiadomo, każdy lot jest inny. Jest to taka niby rutyna, ale też jest adrenalina - opisuje obecną sytuację pilot.
Wojskowy wskazuje ponadto, że incydent z września był swoistym sygnałem ostrzegawczym nie tylko dla Polski, ale i całego Sojuszu.
- Pewne rzeczy się zmieniają. Wtedy przelała się czara goryczy - zaznacza wojskowy.
Koniec MiG-ów
O 22. Bazie Lotnictwa Taktycznego zrobiło się w ostatnim czasie głośno w związku z decyzją MON o przekazaniu polskich MiG-ów Ukrainie. Królewo Malborskie to ostatni użytkownik tych maszyn w całych polskich siłach powietrznych.
Jak przekazał w połowie stycznia wiceszef resortu Paweł Zalewski, na potrzeby Kijowa przekazanych zostanie "mniej niż dziesięć maszyn".
Maszyny mają być częścią "wymiany" z Ukrainą. Kijów ma przekazać Warszawie rozwiązania stosowane przez siebie w sektorze dronowym i rakietowym. Decyzja o przekazaniu myśliwców ma związek z kończącymi się resursami maszyn.
MiG-29, obok F-16, przez wiele lat stanowił trzon polskich sił powietrznych. Teraz "Jastrzębie" będą musiały przejąć odpowiedzialność za polskie niebo samodzielnie. Wycofanie starszych maszyn będzie się wiązać ze zwiększoną eksploatacją F-16.
Nasz rozmówca przyznaje, że przez wiele lat służby, w tym mnóstwo wizyt zagranicznych kontyngentów, nie brakowało okazji do sprawdzenia możliwości myśliwców.
- Inni piloci zawsze chcieli polatać sobie z MiG-iem, to w końcu jest legenda - mówi.
Maszyna odstaje już jednak poziomem technologicznym od nowszych konstrukcji. W MiG-u brakuje technologii czy sensorów tak potrzebnych na współczesnym polu walki.
- Ten samolot ma już ponad 35 lat, pora na coś nowocześniejszego - podsumowuje nasz rozmówca.
Siły powietrzne przygotowują się jednak do wejścia do służby nowego typu maszyn. MiG-i zostaną zastąpione przez F-35. Pierwsze sztuki mają pojawić się na wyposażeniu pod koniec drugiego kwartału 2026 r.
Tomasz Waleński, dziennikarz Wirtualnej Polski