To będą kandydaci koalicji do TK. Wciąż jednak nie wiadomo, co z publikacją wyroków
Dopiero na dzień przed zakończeniem naboru koalicja rządząca porozumiała się co do listy kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego. Gotowa jest też uchwała w sprawie samego trybunału i jego kierownictwa. Tyle że zarówno treść szykowanej uchwały Sejmu, jak i lista potencjalnych kandydatów budzi wątpliwości nawet w szeregach koalicji.
Na rozpoczynającym się w środę posiedzeniu Sejmu koalicja zamierza dokonać wyboru sześciu kandydatów do TK, by uzupełnić powstałe tam wakaty. Udało nam się potwierdzić listę szykowanych nazwisk. - Będą to propozycje od poszczególnych klubów sejmowych, choć pod każdą podpiszą się wszystkie kluby tworzące koalicję - zapowiada jeden z rozmówców z obozu władzy. Plan zakłada, że KO wskaże trzy osoby, a Lewica, PSL i Polska 2050 - po jednym. Ustaleń tych nie zmieniło pojawienie się na scenie sejmowej nowego klubu Centrum.
Jeśli chodzi o nazwiska, zasadniczo są to kandydatury, które już w styczniu opisywaliśmy na łamach Wirtualnej Polski - przy czym wówczas niektóre z nich traktowane były jako "opcje zapasowe" na wypadek, gdyby w toku negocjacji nie było zgody na część kandydatur.
Oto kandydaci
Z naszych rozmów wynika, że pewniakiem jest Krystian Markiewicz, sędzia sądu okręgowego w Katowicach i były prezes stowarzyszenia sędziowskiego "Iustitia". - On bardzo zabiegał, należy do grupy tzw. kombatantów, jeśli chodzi o spór o praworządność - wyjaśnia polityk koalicji.
Nowym nazwiskiem na liście, o którym w styczniu jeszcze nie spekulowano, jest dr hab. Maciej Taborowski z Katedry Prawa Europejskiego UW, a także były zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich. We wtorek rozmówca z koalicji potwierdził nam ten wybór, natomiast jeszcze dzień wcześniej sam Taborowski w rozmowie z nami twierdził, że - póki co - nie otrzymał formalnej propozycji kandydowania do TK. Potwierdził natomiast, że był jednym z prawników konsultowanych przez koalicję w sprawie treści szykowanej uchwały Sejmu w sprawie "działań niezbędnych do zapewnienia spełniania przez Trybunał Konstytucyjny wymogów sądu ustanowionego na mocy prawa, niezawisłego i bezstronnego".
Źródła koalicyjne potwierdziły nam również kandydaturę dr. hab. Sławomira Patyry. To kierownik katedry prawa konstytucyjnego na UMCS. Kilka lat temu był kandydatem KO i PSL na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, ale Sejm wówczas odrzucił tę kandydaturę. Jest współautorem projektu ustawy o TK, który miał na celu zmianę sposobu wyboru jego członków, a także autorem opinii prawnej ze stycznia 2024 roku dotyczącej przejęcia Prokuratury Krajowej i odwołania Dariusza Barskiego. Zasiadał do niedawna w radzie nadzorczej spółki PGE, ale - jak słyszymy w koalicji - został odwołany przez szefa MAP Wojciecha Balczuna.
W KO słyszymy ciepłe słowa na jego temat. - Byłoby wręcz głupio nie zaproponować mu kandydowania do TK, bo wcześniej angażował się w sprawy ważne, nawet jeśli z góry przegrane, jak np. z tym kandydowaniem na RPO - tłumaczy polityk KO.
Koalicjanci potwierdzają nam również kandydaturę kolejnego nazwiska, które nie krążyło jeszcze na styczniowej "giełdzie". To Anna Korwin-Piotrowska, prezeska sądu okręgowego w Opolu i szefowa stowarzyszenia sędziów Themis.
- To kandydatura, którą lansuje minister Żurek, promuje swoją koleżankę z Themis. Nie jest to właściwa droga - nie kryje wątpliwości rozmówca z KO.
Kluby koalicyjne mają też poprzeć kandydaturę mec. Magdaleny Bentkowskiej. Rozmówcy przypominają, że była adwokatem reprezentującym dr. Mirosława G. w głośnej sprawie sądowej przeciwko Zbigniewowi Ziobrze w latach 2007-2008. - Tak więc taką kandydaturę można byłoby ładnie politycznie "opakować" - przyznaje rozmówca z koalicji. To nazwisko również podawaliśmy w naszym styczniowym artykule, choć wtedy wśród ludowców krążyło jako wariant B w stosunku do rozpatrywanego wówczas sędziego NSA Przemysława Szustakiewicza.
- Ale na niego nie było zgody, bo jest trochę "neosędzią" - tłumaczy rozmówca z koalicji. Chodzi o to, że Szustakiewicz rozpoczął procedurę awansową jeszcze w starej KRS, a skończył już w KRS uformowaną po 2018 roku.
Ostatnim nazwiskiem na liście jest dr. hab. nauk prawnych Marcin Dziurda, były szef Prokuratorii Generalnej RP. O nim też pisaliśmy już w styczniu jako możliwym kandydacie. - Był blisko projektów praworządnościowych w kontekście sądów powszechnych i KRS, brał udział w różnych spotkaniach w resorcie sprawiedliwości - podkreślało wówczas nasze źródło zbliżone do koalicji.
Kandydaci last minute
Na listę finalnie nie załapały się wcześniej wymieniane osoby, takie jak prof. Ryszard Balicki zasiadający w PKW (tu słychać argument, że nie wszyscy w koalicji są zadowoleni z tego, jak funkcjonuje PKW), dr. hab. Anna Kacprzak (wcześniej Rakowska-Trela), z Katedry Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Łódzkiego (z uwagi na to, że jest byłą żoną posła Tomasza Treli z Lewicy) czy konstytucjonalista Krzysztof Urbaniak. - Ma pecha, bo jest bratem posła KO Jarosława Urbaniaka, który w dodatku wygrał właśnie wybory partyjne w swoim okręgu - podkreśla rozmówca z koalicji.
Swoich kandydatów zamierza zgłosić także PiS. "Z uwagi jednak na złożony przez nas wniosek do TK o zbadanie zgodności z konstytucją zaproponowanej procedury i wnioskiem o wydanie zabezpieczenia, udział zgłoszonych przez naszą partię kandydatów w sejmowym głosowaniu uzależniamy od decyzji Trybunału" - zastrzegł we wpisie na platformie X rzecznik partii Rafał Bochenek.
Dlaczego koalicja dopiero na ostatnią chwilę zgłasza kandydatów do TK? Jak słyszymy, był problem z ich znalezieniem.
- Pomijając, że czeka nas zaraz polityczna bitwa o trybunał, włącznie z tym, czy ślubowania od kandydatów odbierze Nawrocki, to jeszcze Święczkowski mógłby odebrać im wynagrodzenia. Mieliśmy już rozmowy z potencjalnymi kandydatami, którzy zdawali sobie sprawę z tych ryzyk i mówili, że oni jednak się nie zdecydują, bo mają rodziny na utrzymaniu - przyznaje polityk koalicji.
Ale rozmówca z Lewicy przekonuje, że to ryzyko da się obejść. Sugeruje możliwość złożenia ślubowania notarialnie albo przed marszałkiem Sejmu, albo przed Zgromadzeniem Narodowym. A jeśli chodzi o ewentualnie zablokowane wynagrodzenia nowych członków TK, to w grę wchodzi powołanie specjalnej rezerwy budżetowej lub wypłacanie ich przez Kancelarię Sejmu.
Koalicyjny zwrot
Uchwała i wybór przez Sejm członków TK to zwrot w podejściu koalicji do TK. Pierwotny plan zakładał możliwość jeszcze dłuższego czekania na moment, w którym wakatów będzie tyle, że wskazani przez Sejm nowi sędziowie będą mieli w TK od razu większość, czyli co najmniej będzie to 8 osób. Taka możliwość zdarzyłaby się we wrześniu, po tym jak skończy się kadencja Justyna Piskorskiego, bo jeszcze wcześniej, w czerwcu, z TK ma odejść Andrzej Zielonacki. A jeszcze w tej kadencji Sejmu, na początku przyszłego roku, kończy się także kadencja Jarosława Wyrembaka. Kolejne odejścia obecnych sędziów nastąpią dopiero w kolejnej kadencji parlamentu.
Ale ostatecznie wygrał scenariusz przyspieszenia, choć wskazani przez Sejm sędziowie będą w TK stanowili mniejszość - 6 na 15 członków TK. Natomiast uchwała sejmowa wskazuje, że dwójka obecnych sędziów - Justyn Piskorski i Jarosław Wyrembak - jako wybrani w miejsce tzw. dublerów mają wątpliwy status.
Na razie można się jedynie domyślać, jakie będą konsekwencje uchwały. Dziś rząd nie uznaje orzeczeń TK i ich nie publikuje. Kwestionuje status sędziów wybranych na miejsce tzw. dublerów, ale także prezesów TK - poprzedniej Julii Przyłębskiej i obecnego Bogdana Święczkowskiego - ponieważ w ich wyborze uczestniczyli tzw. dublerzy. I te kwestie wybite są w uchwale, którą ma przyjąć Sejm. - Idziemy na twardo, choć wiadomo, jak jest, tzn. to w pewnym momencie się zmieni - zauważa rozmówca z koalicji.
Uchwała przytacza orzeczenia sądów europejskich i polskich, także TK z 2015 roku, co zdaniem autorów dokumentu powoduje, że TK "przestał spełniać swoją funkcję jako organ bezstronny i niezawisły, służący obywatelom Rzeczypospolitej". A choć jak opisano wyżej, uchwała kwestionuje status sędziów dublerów i ich obecnych następców oraz prezesa TK, to nie opisuje dokładnie, co z tego wynika, a na pewno nie zapowiada planu działań dotyczącego sytuacji w TK.
Wskazanie w uchwale, że Święczkowski (tak jak wcześniej Przyłębska) kieruje Trybunałem Konstytucyjnym jako osoba "faktycznie nieuprawniona", może sugerować, że koalicja uzna, że na stanowisku prezesa TK jest wakat, w związku z czym do czasu powołania nowego prezesa, pracami Trybunału kieruje sędzia z najdłuższym, łącznym stażem pracy (jako sędzia w trybunale, jako aplikant, asesor, sędzia w sądzie powszechnym oraz w administracji państwowej szczebla centralnego). A więc być może jeden z nowych kandydatów (koalicja wskazuje tu np. na Krystiana Markiewicza). Tyle że na razie jest to bardziej interpretacja i domysły, niż potwierdzony plan.
Jeden z naszych rozmówców z koalicji wskazuje, że z jednej strony uchwała na pewno zirytuje prezydenta Karola Nawrockiego, co może zmniejszać szanse na przyjęcie ślubowania nowych sędziów przez prezydenta. A z drugiej nie pokazuje w jasny sposób, jak ma działać koalicja. - Cytujemy wyroki i stanowiska sądów, jakby to było jakieś orzeczenie, a druga strona zaraz przywoła inne orzeczenia. Uchwała to polityczne stanowisko Sejmu i powinna być jasna - zauważa rozmówca.
Ale inny podkreśla, że koalicja jest zdeterminowana w sprawie TK, a uchwała zostawia jej swobodę działania.
- Liczymy się z tym, że prezydent może odmówić przyjęcia ślubowania od sędziów. Wtedy może trzeba będzie uruchomić wariant przyjęcia ślubowania w obecności marszałka Sejmu lub Zgromadzenia Narodowego z notarialnym poświadczeniem - mówi koalicyjny rozmówca z Lewicy. - Dla sprawy to źle, ale dla nas politycznie dobrze, zwłaszcza gdyby znowu Czarzasty był o jeden oddech od Nawrockiego - dodaje polityk Lewicy.
"Berkologia"
Osobną kwestią jest sprawa publikacji orzeczeń. Obecna uchwała nawiązuje do przyjętej dwa lata temu przez ten Sejm głosami koalicji uchwały o usunięciu skutków kryzysu konstytucyjnego, a stała się ona podstawą do odmowy publikacji orzeczeń przez rząd. Najnowsza uchwała ma dać rządowi powód do zmiany decyzji. "Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podkreśla, że prawidłowe obsadzenie składu osobowego Trybunału Konstytucyjnego stanowi warunek sine qua non przywrócenia jego zdolności do wykonywania konstytucyjnych zadań w sposób zgodny z zasadą państwa prawnego oraz respektowania przez Trybunał Konstytucyjny obowiązującego w Rzeczypospolitej Polskiej porządku prawnego" - stanowi szykowana uchwała.
Jednak trudno przewidzieć, kiedy rząd uzna, że TK spełnia te kryteria. Wstępnie mówi się albo o "pójściu na twardo", czyli uznaniu, że wyroki zaczną być publikowane już po zmianach personalnych dokonanych przez obecną koalicję, albo "na miękko", czyli badaniu składów orzekających (czy nie ma w nich Święczkowskiego i dublerów) i publikacji wyroku, jeśli takich wątpliwości się nie stwierdzi.
- Trudno powiedzieć, jak będzie. To "berkologia" - żartuje polityk koalicji. Nawiązuje do nazwiska szefa komitetu stałego rządu, ministra Macieja Berka, który razem z szefem resortu sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem jest rozgrywającym w sprawie TK. Zapewne ich zdanie w tej sprawie przesądzi.
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze wp.pl i money.pl