Syn usłyszał krzyk matki, wykrwawiła się. Przed śmiercią prosiła o pomoc policję
- Kasia średnio co tydzień była na policji i zgłaszała groźby. Nikt jej nie pomógł - zarzuca bliska znajoma kobiety, której ciało znalazł w poniedziałek syn w domu pod Warszawą. Komendant stołeczny już polecił sprawdzić, w jaki sposób policjanci z Pruszkowa prowadzili czynności w tej sprawie - dowiaduje się WP.
Na podwórku piętrowego domu w Ruścu koło Nadarzyna widać niewielki plac zabaw i dziecięcą ściankę wspinaczkową. Na płocie przed wejściem mikołajowe czapki i inne świąteczne ozdoby. Odręcznie wypisana kartka na bramce wejściowej jest skierowana do rodziców dzieci, które chodzą tu na lekcje w szkole językowej. Będzie zamknięta co najmniej do 12 stycznia.
Przerwa w działalności szkoły ma związek ze zbrodnią, do jakiej doszło w tym samym domu w poniedziałek. Policjanci zostali zaalarmowani po godzinie 16. Między byłymi małżonkami miało dojść do kłótni, w trakcie której kobieta została dźgnięta kilka razy nożem w szyję. Katarzyna zdołała jeszcze wezwać na pomoc syna, który był na piętrze. Nieprzytomną i zakrwawioną matkę znalazł właśnie 27-latek, gdy zszedł na dół.
Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, próbowali jeszcze zatamować masywny krwotok, ale bezskutecznie. Katarzyna zmarła na miejscu.
Syn ofiary zeznał później, że widział wchodzącego do mieszkania ojca. Po jakimś czasie usłyszał też krzyk matki wzywającej pomoc. Potem widział podejrzanego wychodzącego z domu. Wątpliwości nie ma, bo sam 52-latek po chwili zgłosił się na do Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie.
- Podejrzany przedstawił się, powiedział, co zrobił i stwierdził, że nóż znajduje się w samochodzie. Widząc zakrwawione ręce mężczyzny, policjanci dokonali jego zatrzymania, następnie połączyli się z funkcjonariuszami, którzy byli w Ruścu na miejscu zdarzenia - relacjonuje w rozmowie z WP prokurator Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
52-latek został zatrzymany. We wtorek był przesłuchiwany.
- Dziś zostało wszczęte śledztwo. Mężczyźnie ogłoszono zarzut spowodowania pozbawienia życia w zamiarze bezpośrednim byłej żony poprzez zadanie jej kilkukrotnie ciosów nożem w szyję, co skutkowało zgonem pokrzywdzonej na miejscu zdarzenia na skutek wykrwawienia się - mówi prokurator Antoni Skiba.
Katarzyna szukała pomocy przed śmiercią. Co zrobili policjanci?
Podejrzanemu grozi od 10 lat więzienia do dożywocia. Ale w tej sprawie wątpliwości budzi również to, czy organy ścigania zareagowały w odpowiedni sposób, kiedy kobieta szukała pomocy.
- Nie znałam osobiście pani Katarzyny, ale słyszałam o niej bardzo dużo dobrego - mówi WP pani Ewa, pracująca w pobliżu. - Ale z tego, co słyszymy, sytuacja z tym byłym mężem była nie od wczoraj, tylko dłuższy czas to trwało. Ona jakieś groźby dostawała od niego, podobno ten były mąż miał zakaz zbliżania się do niej. Jeszcze w niedzielę wysłał jej SMS-a: "Idę po ciebie". Czyli dzień przed tragedią - mówi kobieta.
Bliska znajoma pani Katarzyny potwierdza to w rozmowie z WP.
- Kasia średnio co tydzień była na policji i zgłaszała groźby. Nikt jej nie pomógł. Ta sprawa wymaga wyjaśnienia. Wysyłał jej wiadomości, w których jej groził. To było wręcz odliczanie dni do chwili kiedy to zrobi - mówi łamiącym się głosem kobieta.
Jak dowiedziała się WP, policja potwierdza, że kobieta rzeczywiście składała zawiadomienia w sprawie gróźb.
- Były takie zawiadomienia składane. Komendant stołeczny policji polecił sprawdzić, w jaki sposób były realizowane czynności związane z tymi zawiadomieniami przez jednostkę prowadzącą - mówi WP insp. Robert Szumiata, rzecznik komendanta.
Kolejna kobieta, mieszkająca kilka domów dalej od miejsca tragedii, potwierdza informacje o groźbach. Przyznaje, że trudno jej rozmawiać, bo jest z bliskiej rodziny ofiary.
Jak potwierdziła nieoficjalnie WP, po rozwodzie były mąż Katarzyny rzeczywiście miał zakaz zbliżania się do niej. Więcej informacji śledczy ani policja na ten moment nie podają. Policja nie skomentowała również informacji o tym, że pani Katarzyna miała wcześniej zgłaszać groźby, które dostawała od byłego męża.
Jak dowiedziała się WP, już 4 grudnia ubiegłego został skierowany do sądu akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie w sprawie wysyłania za pośrednictwem komunikatora internetowego gróźb karalnych pozbawienia życia. Nieoficjalnie wiadomo, że między byłymi małżonkami był bardzo poważny konflikt dotyczący postępowania cywilnego związanego z podziałem majątku.
Pani Katarzyna oprócz prowadzenia szkoły językowej i centrum edukacyjnego w domu w Ruścu pracowała także w pobliskiej Szkole Podstawowej w Woli Krakowiańskiej. Uczyła tam języka polskiego, angielskiego i plastyki.
- To jest dla nas bardzo bolesny i trudny czas. To dla nas strata jak w rodzinie - mówi WP Izabela Greszta, dyrektor SP w Woli Krakowiańskiej.
Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski
Napisz do autora: pawel.buczkowski@grupawp.pl