Sprawa Łukasza Żaka. Świadek: nie udzielał nikomu pomocy
Podczas procesu Łukasza Żaka, podejrzewanego o spowodowanie wypadku na Trasie Łazienkowskiej, świadek wspomniała, jak mężczyzna się zachowywał tuż po katastrofie. - Nie udzielał nikomu pomocy. Zachowywał się agresywnie, biegał po ulicy jak opętany - mówiła.
Łukasz Żak jest oskarżony o spowodowanie wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 r. Prowadził volkswagena pod wpływem alkoholu, jadąc 226 km/h przy dopuszczalnej prędkości 80 km/h. Rozpędzone auto uderzyło z impetem w forda, który jechała rodzina z dwójką dzieci. Na miejscu zginął ojciec, dzieci z matką trafiły do szpitala w ciężkim stanie. Hospitalizacji wymagała też Paulina K., która podróżowała z Żakiem.
Podczas rozprawy 21 listopada zeznawała pani Patrycja, która była jedną z pierwszych osób, jakie były na miejscu wypadku. Opowiedziała, że tego dnia jechali przez Trasę Łazienkowską Uberem i zobaczyli "lecący biały samochód" - Tak szybko się poruszał. Chwilę potem wjechał w małe ciemne auto. To jest niedopisania, co się działo - mówiła.
Napięcie na polskiej prawicy. Człowiek Nawrockiego uderza w Brauna
Kobieta wraz z bratem i bratową poprosili kierowcę Ubera o zatrzymanie się. Wybiegli z auta, by pomóc poszkodowanym.
- W pierwszej kolejności podbiegłam do białego samochodu, gdzie jakiś nieznany mi mężczyzna zaczął krzyczeć: "wyciągamy kobietę". Wzięłam ją za ramiona, a mężczyzna wyciągał nogi. Położyliśmy ją na jezdni, obok pojazdu. Była przytomna, próbowała coś powiedzieć, ale nie dało się jej zrozumieć, a potem zaczęła wymiotować krwią. Wyglądała tak, jakby dosłownie ktoś jej twarz zjadł - mówiła.
Kobieta podkreśliła, że dziewczyna Łukasza Żaka nie mogła być kierowcę pojazdu, gdyż siedziała na miejscu pasażera, a drzwi od jej strony były zamknięte. - Gdy nadbiegły na pomoc kolejne osoby, zapytano "czyja to koleżanka?". Nie było żadnego odzewu - dodała.
"Zachowywał się agresywnie"
Pani Patrycja wspominała także, że miała wówczas do czynienia z Łukaszem Żakiem. - Nie udzielał nikomu pomocy. Zachowywał się agresywnie, biegał po ulicy jak opętany i krzyczał, że "nas zaj****", a gdy chciałam podłożyć Paulinie bluzę pod głowę, wyrywał mi ją - mówiła. Żak później zniknął. Jak wiadomo - pojechał do kolegi, a następnie wyjechał do Niemiec.
Podczas procesu pokazano też nagranie, jakie nagrał jeden ze świadków. Widać na nim, jak biegnie w stronę aut i po drodze omija Łukasza Żaka oraz prowadzących go kolegów.
- To jest ten sam moment, gdy wynieśli mnie z auta. Zemdlałem i ktoś mnie podniósł. W tym momencie powiedziałem, że tam jest moja kobieta. To ja zainicjowałem jej wynoszenie - przekonywał oskarżony.
Źródło: "Fakt"