Wcześniej komisja nie potrafiła przekonująco wytłumaczyć, po co jej te teczki. Padały propagandowe sugestie o wielkim, stojącym za wszystkimi aferami w III RP spisku polityków i służb specjalnych. Sugestie zgodne z niedawnym powiedzeniem Giertycha o grubej kresce w 1989 r. - że to SB zapomniała SB, co robiła SB.
Mimo to Kolegium IPN uznało, że komisyjni politycy powinni mieć wgląd do teczek swych oponentów politycznych i ideowych. Ba, wiadomo, że nie tylko oni. Cała Polska. Z tej komisji wycieka wszystko, wyciekną też materiały z teczek. Obejrzymy kolejny akt dzikiej lustracji, kolejną odsłonę brudnej kampanii politycznej - uważa komentator "GW" Marek Beylin.
Teraz decyzja należy do prezesa IPN Leona Kieresa. Niejednokrotnie deklarował on, że nie pozwoli na wplątanie Instytutu w gry polityczne. Instytut stoi właśnie przed taką groźbą. Może stać się sługą partii politycznych. Może też ocalić swój autorytet jako instytucji niezależnej od partyjnych układów. (PAP)