Sąsiedzi wstrząśnięci śmiercią Emilii. Nieoficjalne informacje o małżonkach
Prokuratura wszczęła śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci 37-letniej Emilii z Włodawy. Kobieta po kłótni z mężem wysiadła z auta. Ciało znaleziono po pięciu dniach. - Wystarczyłby jeden telefon do policji. Można było ją uratować - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską sąsiadka rodziny i dziwi się zachowaniu męża kobiety.
37-letnia Emilia po raz ostatni miała być widziana przez męża 6 stycznia około godz. 22, ale jej poszukiwania ruszyły dopiero następnego dnia. Ciało kobiety znaleziono 11 stycznia około 600 metrów od drogi wojewódzkiej między Okuninką a Włodawą. Znajdowało się u ujścia rzeki Tarasienki do Włodawki. To może wskazywać, że kobieta próbowała iść zaśnieżonymi łąkami w kierunku Włodawy lub Orchówka. Ale była tylko w bluzie, nie miała na sobie nawet kurtki, a tej nocy temperatura spadła nawet do -10 st. C i mocno wiało.
- Prokuratura Rejonowa we Włodawie wszczęła postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonej - informuje WP prokurator Marek Zych, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Sąsiedzi w szoku: wystarczyło wykonać jeden telefon do policji
Sąsiedzi 37-letniej Emilii są wstrząśnięci jej śmiercią.
- Moja córka ma 35 lat, więc ja przeżywam to podwójnie - mówi poruszona kobieta, spotkana w okolicach bloku przy ulicy Chełmskiej we Włodawie, gdzie mieszkała rodzina Emilii. - Mieszkali tu nie tak długo. Ale kojarzę ich, bo ona nawet kiedyś uczyła się w gimnazjum, w którym pracowałam - dodaje.
- Kobieta do rany przyłóż. Nikomu nie szkodziła, naprawdę sympatyczna - opisuje Emilię jeden z okolicznych mieszkańców, których spotykam koło sklepu spożywczego.
- Nie wiem, jak między nimi było, ale jaki chłop tak robi, że zostawia kobietę na takim mrozie? Przecież to chwila moment i się traci czucie, najpierw palce u rąk, a potem od razu głowa - dziwi się starszy mężczyzna, odśnieżający samochód.
Małżeństwo miało dwójkę dzieci.
- Panię Emilię często mijaliśmy na klatce, właśnie razem z dziećmi. Powiem szczerze, że wydawało się, że to taka normalna rodzina. Jej mąż to był taki raczej chłodny i zdystansowany - mówi sąsiadka z bloku.
Kobieta przyznaje wprost, że nie rozumie postępowania mężczyzny.
- Po tym, jak żona wyszła z samochodu, wystarczyłby jeden telefon do policji. Wojsko tu jest, Straż Graniczna z noktowizorami jest, można było ją uratować - dodaje sąsiadka. - Ja też jestem osobą impulsywną i nieraz mi się zdarzyło walnąć drzwiami i sobie pójść. Takie teraz czasy, człowiek bywa nerwowy. Natomiast, na szczęście, z moim partnerem możemy liczyć na to, że jak jedno traci chłodną głowę, to drugie ją ma - zwraca uwagę kobieta.
Tymczasem poszukiwania kobiety ruszyły dopiero następnego dnia i to dzięki zgłoszeniu nie od męża, a od matki kobiety, która dowiedziała się, co się wydarzyło między małżonkami.
- Proszę sprawdzić, czy mąż albo ktoś z jego rodziny udostępnił w mediach społecznościowych informację o jej poszukiwaniach? Nie zrobili tego. To jest dziwne - zwraca uwagę jedna z sąsiadek.
Małżeństwo oprócz mieszkania we Włodawie miało też domek w Okunince pod miastem. To lokalny kurort turystyczny nad jeziorem Białym, latem tętniący życiem. Zimą jest tu cicho i spokojnie. Bezpośredni sąsiedzi znają rodzinę, ale nie chcą się wypowiadać na ich temat.
Prokuratura z Włodawy bada sprawę śmierci kobiety
Według nieoficjalnych informacji, między kobietą, a jej mężem we wtorek 6 stycznia doszło do kłótni. Małżonkowie jechali samochodem BMW drogą wojewódzką nr 812. Na wysokości stawu rybackiego koło Okuninki kobieta postanowiła wysiąść z auta. Mimo że nie wzięła ze sobą kurtki ani telefonu, jej mąż odjechał. Potem miał się tłumaczyć, że kobiecie wcześniej już zdarzało się uciekać w podobny sposób, ale czy to prawda, ustali dopiero śledztwo.
Zawiadomienie w sprawie zaginięcia 37-letniej Emilii i nieudzielenia jej pomocy złożyła następnego dnia, czyli 7 stycznia, jej matka. Ruszyły poszukiwania, które prowadzono aż do 11 stycznia. Policjanci przeszukali około 250 hektarów terenu. Akcję utrudniał trudny do eksploracji bagnisty teren oraz to, że w ostatnich dniach w okolicach Włodawy spadło bardzo dużo śniegu.
Jak ujawnia prokuratura, na ciele kobiety nie znaleziono żadnych ran ani innych obrażeń.
- Nie ustalono, by na ciele denatki znajdowały się obrażenia, które wskazywałyby na to, że do jej zgonu przyczyniły się osoby trzecie - mówi nam prokurator Zych. - W tym tygodniu zostanie przeprowadzona sekcja zwłok, która odpowie nam na pytanie, co było przyczyną zgonu - czy wychłodzenie, czy inne okoliczności - dodaje prokurator.
Śledczy jak dotąd nikomu nie postawili zarzutów.
- Ewentualny wątek pozostawienia pokrzywdzonej w okolicznościach, które mogłyby ją narazić na utratę życia, będzie oczywiście rozważany - zapewnia prokurator Zych.
Między małżonkami dochodziło do konfliktów. Nieoficjalne ustalenia WP
Prokuratura nie przekazuje żadnych szczegółów na temat okoliczności zaginięcia kobiety. Śledczy nie ujawniają też wyjaśnień jej męża. Ale jak dowiaduje się nieoficjalnie Wirtualna Polska, między małżonkami już od dłuższego czasu dochodziło do nieporozumień i kłótni. Obie strony oskarżały się wzajemnie o niewłaściwe zachowania. Nie brakowało też interwencji policji.
Kobieta, opuszczając samochód, którym jechała z mężem, miała zabrać ze sobą małą buteleczkę alkoholu. W styczniu ubiegłego roku została zatrzymana po pijanemu za kierownicą swojego samochodu. Policja przekazywała wówczas, że miała 2 promile alkoholu we krwi. Jak relacjonował wtedy "Nowy Tydzień", policję zawiadomili świadkowie, którzy zobaczyli jej stan, kiedy przyjechała po dziecko do przedszkola.
Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski
Napisz do autora: pawel.buczkowski@grupawp.pl