Media: Cios dla prezesa. Odmowę Morawieckiego odebrał jako policzek
W PiS narasta konflikt między obozem Mateusza Morawieckiego a tzw. maślarzami. Napięcie zwiększyło wydarzenie sprzed świąt, które Jarosław Kaczyński miał odebrać jako potwarz - donosi Onet.
Najważniejsze informacje:
- Jarosław Kaczyński wprost zasugerował w jednej z ostatnich wypowiedzi, że PiS potrzebuje premiera przed 50. rokiem życia. To uderza w 57-letniego Morawieckiego, który wypadłby z listy ewentualnych kandydatów.
- Do zaostrzenia relacji miało dojść, gdy Morawiecki nie przyjechał na posiedzenie Prezydium, mimo wezwania - informuje Onet.
- Dziennikarze portalu mówią o świadomym geście Morawieckiego i "teście lojalności" ze strony prezesa PiS.
Wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości trwa spór o przywództwo i kierunek partii. Jak relacjonują twórcy programu "Stan Wyjątkowy" - Kamil Dziubka i Andrzej Stankiewicz, Jarosław Kaczyński na posiedzeniu Prezydium Komitetu Politycznego stwierdził, że partia potrzebuje premiera przed 50. rokiem życia. Taka deklaracja uderzyła w Mateusza Morawieckiego, który ma 57 lat.
Słowa te zostały odebrane jako publiczna dyskwalifikacja Morawieckiego. Zdaniem dziennikarzu Onetu, jest to kolejny element strategii marginalizowania byłego szefa rządu i dowód na to, że prezes partii próbuje odzyskać pełną kontrolę nad ścierającymi się wewnątrz ugrupowania obozami.
Czy to był "test lojalności" i sygnał zmiany w PiS?
Według Andrzeja Stankiewicza przełom w relacjach pomiędzy Kaczyńskim i Morawieckim nastąpił pod koniec roku.
- Słyszałem, że dla Kaczyńskiego było szokiem to, że Morawiecki nie przyjechał na Prezydium Komitetu Politycznego, które miało się odbyć jeszcze przed świętami. (...) Kaczyński potraktował to jako potwarz - ujawnił dziennikarz. Wskazał, że spotkanie Morawieckiego w regionie (które wybrał on zamiast spotkania z Kaczyńskim) było znane wcześniej, a wezwanie do Warszawy miało sprawdzić jego uległość. I zweryfikowało ją negatywnie.
Stankiewicz dodaje, że były premier miał ocenić przyjazd jako ryzyko politycznej egzekucji przygotowanej przez "maślarzy". - Morawiecki przede wszystkim nie pojawił się, bo wiedział, że to może wyglądać jak sąd nad nim, że maślarze są przygotowani, żeby dokonać jakiejś politycznej egzekucji - mówi Stankiewicz.
Przypomnijmy, wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości trwa ostry konflikt, w którym ścierają się dwie główne grupy. Publicyści używają specyficznych, złośliwych określeń, które nadali sobie wzajemnie walczący politycy.
- "Harcerze" (Ludzie Morawieckiego): Frakcja skupiona wokół byłego premiera. To politycy i menedżerowie, którzy awansowali dzięki Morawieckiemu. Są postrzegani przez "starą gwardię" jako ciało obce w partii - zbyt technokratyczni, nazywani też jako "banksterzy" (ze względu na poprzednią pracę Morawieckiego - red.), rzekomo są mało ideowi. Obwinia się ich o to, że w czasie rządów zbyt ulegle podchodzili do Unii Europejskiej (np. zgoda na Zielony Ład).
- "Maślarze": Sojusz polityków, których łączy niechęć do Mateusza Morawieckiego i dążenie do odsunięcia go od wpływów w partii. Termin wziął się od Tobiasza Bocheńskiego. Chodzi o głośną w kuluarach (i wyśmiewaną przez ludzi Morawieckiego) sytuację, w której Bocheński oburzył się na pokładzie samolotu PLL LOT, że podano mu do posiłku niemieckie masło, a nie polskie. Otoczenie Morawieckiego zaczęło używać tego określenia, by kpić z "bogoojczyźnianego" zadęcia oponentów, które ich zdaniem skupia się na symbolach, a nie na realnej polityce.
"Maślarze" twierdzą, że PiS przegrał wybory przez uległość Morawieckiego wobec Unii (w tym Zielony Ład). "Harcerze" uważają, że przegrali przez radykalizm i afery ludzi Jacka Sasina i Zbigniewa Ziobry.
Jarosław Kaczyński, lawirując między frakcjami, ostatnio wyraźnie przychylił się do "Maślarzy" (czego dowodem jest wspomniane wezwanie Morawieckiego na dywanik i sugestie o wieku kandydata na premiera), co dla Morawieckiego jest sygnałem.
Źródło: Onet, Wirtualna Polska