Rada Pokoju. "To było one-man show"
- To było one-man show, czyli spektakl jednego aktora. Było to wydarzenie medialne, zagrywka PR-owa i budowanie pomnika jednej osoby. Sam poziom wypowiedzi Trumpa był na dramatycznie niskim poziomie. Choć zapewne części społeczeństwa amerykańskiego i europejskiego takie przekazy się podobają - mówi Wirtualnej Polsce o wystąpieniu na Radzie Pokoju prof. Maciej Milczanowski z Uniwersytetu Rzeszowskiego.
W czwartek wystartowała Rada Pokoju. - To jedna z najważniejszych rzeczy, w którą jestem zaangażowany - mówił prezydent USA Donald Trump. W pierwszym posiedzeniu uczestniczyli przedstawiciele 49 państw.
- Nigdy nie było niczego nawet zbliżonego do tej Rady Pokoju, ponieważ składa się ona ze wspaniałych przywódców świata. Prawie wszyscy przyjęli zaproszenie. Ci, którzy jeszcze nie, to przyjmą. Niektórzy trochę się z tym bawią - mówił Trump w Waszyngtonie.
Sama instytucja wywołała mieszane uczucia na scenie politycznej, zaczynając od ogromnej kwoty za członkostwo (miliard dolarów "wpisowego" dla stałych członków) oraz faktu, że dożywotnim przewodniczącym Rady Pokoju jest Donald Trump.
Wysłano także zaproszenie Rosji i Białorusi do udziału w obradach, a nie zaproszono przedstawicieli Palestyny. W spotkaniu uczestniczyli głównie sojusznicy spoza głównego nurtu zachodnich demokracji, m.in. Albania, Maroko czy Kosowo.
Albania, Indonezja, Kazachstan, Kosowo i Maroko zobowiązały się wysłać łącznie 20 tysięcy żołnierzy do Strefy Gazy, a Egipt i Jordania zgodziły się przeszkolić policję w kraju. Stany Zjednoczone zaoferowały w tym celu 10 miliardów dolarów, a inne kraje łącznie ponad 6,5 miliardów dolarów.
- Trump podkreślał wielokrotnie, że to najważniejszy dzień jego kariery. I chce, żeby to było jego "ukochane dziecko". Tymczasem Rada Pokoju chce budować na zgliszczach w Gazie boiska dla palestyńskich dzieci. To taki sam absurdalny pomysł, jak przekształcenie zrównanej z ziemią Strefy Gazy w "rivierę Bliskiego Wschodu" - mówi WP prof. Maciej Milczanowski, zastępca Instytutu Nauk o Polityce na Uniwersytecie Rzeszowskim.
I jak przypomina, to kierunek, który nadał osobiście sam Trump.
- Prezydent USA zamieszczał posty o pobudowaniu tam kasyn czy jego złotych pomników. Dziwi mnie, że takie postulaty nie są lampką ostrzegawczą nawet dla jego sympatyków. Przecież to zupełnie idzie w poprzek wszystkim amerykańskim wartościom. Pokorze, umiarowi, dyplomacji, dialogowi i rozsądkowi. Rada Pokoju to kolejny gabinet owalny "obklejony złotem", kolejny pomnik Trumpa. Coś zupełnie niespotykanego - ocenia prof. Maciej Milczanowski.
Jego zdaniem, państwa-uczestnicy "organizacji" ewidentnie chcą ugrać dzięki Trumpowi kosztem innych.
- Nasz stały udział w tym wydarzeniu niewiele by zmienił. Dostalibyśmy kilka kolejnych pochwał, ale nic poza tym. To następny biznes Trumpa. Stoją za nim ogromne firmy, koncerny czy big techy. Poprzez Radę Pokoju prezydent USA chce pomnażać pieniądze i osiągać zyski. Przecież nie robi tego z miłosierdzia, czy nie traktuje jako dobry uczynek. Robi swoje interesy pozwalające pomnażać fortuny, a przy tym urabia masy – zauważa rozmówca Wirtualnej Polski.
W ostrzejszym tonie wypowiada się gen. Roman Polko, były szef jednostki specjalnej GROM.
- Czwartkowe wystąpienie Trumpa podczas pierwszego posiedzenia Rady Pokoju pokazało, że król jest nagi. Człowiek nie wiedział czasem, gdzie oczy podziać, kiedy oglądał przemówienie prezydenta USA. To brzmiało absurdalnie. Jeszcze te boiska dla dzieci w Strefie Gazy chcą budować... – komentuje były wojskowy.
Generał dodaje, że zadziwia go styl retoryki "w tak potężnym kraju, który naukę ma na bardzo wysokim poziomie".
- I że nagle prezydentem jest ktoś, kto w zasadzie opowiada właściwie o wszystkim i o niczym. Przy okazji deprecjonując ludzi, których zaprasza do rady. To było zrobione w najgorszym stylu. Nawet w biznesie jednak się szanuje drugą stronę. A w tym przypadku przeważyła osobowość prezydenta Trumpa. Taka mocno narcystyczna i zapatrzona w siebie - ocenia gen. Roman Polko
- Byłoby to śmieszne, gdyby nie było straszne. To też straszak na ONZ, który nie spełnia swojej funkcji. Dobrze by było, żeby powstało takie gremium ludzi odpowiedzialnych, żeby Organizacja Narodów Zjednoczonych była bardziej wydajna. Tylko że ten format, który wprowadził prezydent Trump, nie daje żadnej szansy na to, że cokolwiek się zmieni - ocenia gen. Polko.
Kuriozalne przemówienie Trumpa
Przypomnijmy, na inauguracyjnym spotkaniu Rady Pokoju w Waszyngtonie Donald Trump wygłosił blisko godzinne przemówienie.
Po raz kolejny kpił sobie z Norwegów, iż nie przyznali mu pokojowej Nagrody Nobla, ale pochwalił ich za zapowiedź zorganizowania następnego spotkania "Board of Peace" (co musiało zdziwić samych adresatów, bo norweski rząd nie ma takich planów). Ogłosił też swoją kwietniową wizytę w Chinach, gdzie miałby oczekiwać "wielkiego spektaklu" na swoją cześć. Reklamował film dokumentalny o swojej żonie, Melanii ("Kina są przepełnione, ludzie wracają, oglądają film dwa, trzy, cztery razy!").
Jak pisze Marek Magierowski w felietonie dla Wirtualnej Polski, Trump jak na wagę tematyki był w wyjątkowo radosnym nastroju. Kiedy wskazywał przywódców Zatoki Perskiej, zachwycał się ich fortunami. Rozpływał się również nad urodą prezydenta Paragwaju, Santiago Peñi (przekręcając przy okazji jego nazwisko): "Młody i przystojny. Ale ja nie interesuję się młodymi i przystojnymi mężczyznami. Kobietami, owszem". Wreszcie podziękował… terrorystom z Hamasu za to, że zwrócili izraelskim rodzinom zwłoki zakładników: "Kopali, kopali i kopali. Trzeba im oddać, wykonali ciężką robotę" - mówił.
"Wystąpienie Trumpa było, mówiąc najoględniej, mętne, nieskładne i niestrawne, ale za to amerykański prezydent raz jeszcze mógł skoncentrować na sobie uwagę bez mała całego świata. Pierwsze jego zdanie? Bardzo dziękuję, to wielki dzień, tak wielu ludzi to teraz ogląda, głównie z innych krajów" - oceniał Marek Magierowski, były ambasador RP w USA i analityk Wirtualnej Polski.
Posiedzenie Rady odbyło się z udziałem Gianniego Infantina, prezesa światowej centrali piłkarskiej FIFA. Infantino w trakcie spotkania stwierdził, że "wszyscy muszą wspierać pokój", dodając, że FIFA także chce wesprzeć działania na rzecz pokoju.
W prezentowanym przez Infantina materiale promocyjnym FIFA przedstawiła plany budowy boisk oraz stadionu mieszczącego do 25 000 widzów w Strefie Gazy.
Donald Trump oświadczył, że FIFA pomoże w tych przedsięwzięciach i zadeklarował wsparcie przy pozyskaniu 75 milionów dolarów na projekty piłkarskie w Gazie.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski