Prognoza polityczna na 2026 rok [OPINIA]
Nowy rok powinien być w polityce bardzo spokojny. W jego trakcie nie przewidziano bowiem żadnych wyborów - ostatni raz taką sytuację mieliśmy w 2022 r. Brak perspektywy kolejnej kampanii mógłby zwiastować nieco łagodności w rywalizacji partyjnej. Ale bądźmy szczerzy - nikt w to nie wierzy, walka polityczna będzie się nasilać. Nie tylko pomiędzy opozycją a rządem - pisze w opinii dla Wirtualnej Polski prof. Marek Migalski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Do najciekawszych przesileń będzie dochodzić na prawicy. To tutaj nastąpi bratobójcza wojna między PiS, Konfederacją oraz Konfederacją Korony Polskiej. Na razie dwa ostatnie ugrupowania biją jak w bęben nie tylko w Koalicję Obywatelską, ale także w formację Jarosława Kaczyńskiego.
W tym roku należy spodziewać się dodatkowo także wzajemnych ataków między partiami Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna. Nie ma innej możliwości – obie Konfederacje operują w podobnym elektoracie i głoszą podobne hasła. Oczywiście, są pomiędzy nimi różnice (zwłaszcza w sferze ekonomicznej), ale gdyby chcieć opisać ugrupowanie Brauna, to można byłoby powiedzieć, że to partia Mentzena na sterydach. Po prostu. A jeśli tak, to nie ma innej możliwości, jak wybuch konfliktu między nimi.
Jedynym, co może połączyć obie Konfederacje, to stała i narastająca krytyka PiS. Powodowana zresztą nie tylko tym, że Mentzen i Braun postrzegają Kaczyńskiego jako pseudo-prawicowca i zdrajcę ideałów konserwatywnych, ale także jako najważniejszego konkurenta politycznego, od którego najłatwiej pozyskać nowych wyborców.
Wszystkie trzy wymienione formacje operują bowiem po jednej stronie politycznego (a także cywilizacyjnego) rowu dzielącego Polskę i jest oczywiste, że prostsza dla nich jest kradzież części zwolenników od innej partii opozycyjnej, niż przekonanie do siebie kogoś z KO, Lewicy czy nawet z PSL. A tort, którym muszą się podzielić, nie jest nieograniczony - stanowi tylko połowę polskiego społeczeństwa, więc walka o to, kto, jaki jego kawałek dostanie musi być zażarta.
Do tego dochodzi wizja potencjalnej frondy "harcerzy", czyli współpracowników Mateusza Morawieckiego, z PiS. Były premier jest sekowany w partii i czuje się tam coraz gorzej. Od pewnego czasu mówi się o tym, że może zdecydować się na wyjście z partii i założenie własnej formacji (na przykład we współpracy z Beatą Szydło i innymi niezadowolonymi działaczami PiS).
Więcej w tych spekulacjach spinu i plotek, ale nie można całkowicie wykluczyć takiego scenariusza – choć jeśli wybory miałyby odbyć się w konstytucyjnym terminie, to raczej nie w tym, lecz w następnym, roku.
Tak czy inaczej - na prawicy będzie się działo
A co po stronie rządowej? Tu sytuacja jest o wiele bardziej stabilna i przewidywalna. KO zdominowała tę część sceny politycznej. O ile różnica między PiS a najsilniejszą z Konfederacji to według ostatnich sondaży mniej więcej dwa do jednego, o tyle przewaga partii Donalda Tuska nad drugim najsilniejszym ugrupowaniem rządowym (czyli Nową Lewicą) wynosi najczęściej cztery (a czasami pięć) do jednego. Widać tu wyraźnego lidera, a w tyle maruderów. PSL jakoś się jeszcze trzyma (zwłaszcza, że tradycyjnie jest niedoszacowane w badaniach opinii publicznej), ale Polski2050 już praktycznie nie ma (co zresztą tłumaczy po części ostatnie zwyżki sondażowe KO - część byłych zwolenników Szymona Hołowni dołączyła do elektoratu partii Tuska).
W tej części sceny politycznej niewiele się chyba będzie działo przez następne dwanaście miesięcy. Co prawda mówi się o tym, że być może powstanie jakaś wolnorynkowa formacja, która zabierając program i polityczny tlen Konfederacji Mentzena mogłaby zgarnąć kilka lub kilkanaście procent i po wyborach uzupełnić obecną koalicję rządzącą, ale nawet jeśli taki scenariusz miałby się ziścić, to raczej w 2027 roku, na krótko przed datą nowej elekcji parlamentarnej, tak żeby powab nowości nie zdążył wyparować. Jeśli zatem coś z tej wizji miałoby się zrealizować, to raczej w planach, niż w konkretnych działaniach.
Na pewno jednak będzie w 2026 roku narastać wrogość między opozycją i rządem. Z tego akurat narzędzia obie strony sporu politycznego nie potrafią lub nie chcą zrezygnować. Daje ono szybkie efekty i jest tanie z obsłudze. Nie spodziewajmy się zatem, że nagle ustanie spór między premierem i prezydentem, że Kaczyński wyciągnie dłoń do zgody z Mentzenem i Braunem. Marszałek Czarzasty nie uzna nagle za stosowne dowartościowanie PiS lub Partii Razem ( w tym ostatnim przypadku, czyli rywalizacji Lewicy z partią Adriana Zandberga, należy spodziewać się równie "ciepłych" stosunków jak między formacjami prawicowymi).
Jedynym, co mogłoby wyzerować polską politykę i skłonić jej głównych aktorów do zgodnej współpracy, to realna groźba ze strony Rosji. Wydaje się, że tylko w obliczu rzeczywistego zagrożenia militarnego ze Wschodu, protagoniści naszej sceny partyjnej byliby w stanie porzucić spory oraz swary i rozpocząć zgodną kooperację.
Dopóki nie staniemy przed perspektywą prawdziwego konfliktu zbrojnego, nasi politycy będą zachowywać się tak, jak do tej pory, lub nawet gorzej. Może zatem cieszmy się tymi ich wojenkami, bo oznaczają one, że wojna par excellence nam nie grozi. Wiem, że marne to pocieszenie, ale lepsze takie, niż żadne. Do siego roku!
Dla Wirtualnej Polski Marek Migalski
Marek Migalski jest politologiem, prof. Uniwersytetu Śląskiego, byłym europosłem (2009-2014), wydał m.in. książki: "Koniec demokracji", "Parlament Antyeuropejski", "Nieudana rewolucja. Nieudana restauracja. Polska w latach 2005-2010", "Nieludzki ustrój", "Mgła emocje paradoksy", "Naród urojony".