Ostatni taniec? Rok 2026 to "być albo nie być" Orbana [OPINIA]
Początek roku stanowić będzie dla Viktora Orbána prawdopodobnie największe wyzwanie w jego politycznej karierze. Stawką jest kontynuacja jego szesnastoletnich rządów. Największym zmartwieniem premiera jest to, że liderem sondaży przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi jest TISZA Pétera Magyara - pisze dla WP Dominik Hejj.
W pierwszych dniach stycznia prezydent Tamás Sulyok oficjalnie ogłosi datę wyborów. Węgrzy do urn wyborczych pójdą tydzień po świętach wielkanocnych – 12 kwietnia. Sondaże ośrodków prorządowych uspokajają rządzących. Z ich raportów wynika, że Viktor Orbán ma bezpieczną, dziewięciopunktową przewagę nad TISZĄ. Jest i jednak druga strona, sondażownie, które od lat inaczej przewidują polityczną rzeczywistość (określmy je mianem bardziej realistycznych). To w nich TISZA wygrywa z Fideszem nawet o 12 punktów procentowych.
Zanim przeciwnicy Fideszu otworzą szampana, muszą pamiętać, że badania prowadzone są w dwóch grupach – wyborców zdeklarowanych (tj. takich, którzy z pewnością pójdą do urn i wiedzą na kogo zagłosują) oraz całej populacji (która uwzględnia także osoby, które w wyborach udziału nie wezmą). W mediach zazwyczaj podaje się wyniki w tej pierwszej grupie, a to z uwagi na fakt, że przewagi poszczególnych partii są bardziej spektakularne. Rzecz jednak w tym, że do analizy bardziej przydatne są badania w całej populacji, ponieważ uwzględniają najważniejszą zmienną, która wpłynie ostatecznie na wynik – wyborców niezdecydowanych, których jest nawet jedna trzecia.
Weźmy ostatni sondaż Republikon z 18 grudnia. Przewaga TISZA nad Fideszem w grupie zdeklarowanych wyborców wynosi właśnie 12 p.p. Odsetek wyborców niezdecydowanych wynosi 28 proc. To o nich walczyć będą obydwie partie.
Z dużą dozą prawdopodobieństwa TISZA i Fidesz podzielą polityczny tort między siebie. Na progu wyborczym lokuje się skrajnie prawicowa partia Nasza Ojczyzna, w niektórych badaniach także Koalicja Demokratyczna, rzadziej – żartobliwa Partia Psa Dwuogoniastego.
Z wyborami na Węgrzech fundamentalny problem polega na tym, że nie sposób przewidzieć wszystkich instrumentów, których rządzący użyją, by uniemożliwić TISZA wygranie wyborów.
Ustalmy punkt wyjścia. Fidesz w 2026 r. będzie musiał dostosować się do nowej rzeczywistości, bo jej nadejście jest nieuniknione. Nawet jeżeli wygra, straci większość konstytucyjną. To będzie miało ogromne konsekwencja dla bieżącej polityki. Tysiące ustaw przed zmianą chronionych jest większością konstytucyjną, to samo z powoływaniem niektórych urzędników państwowych. Formalnie potencjalnie wciąż rządzący Fidesz nie będzie mógł znowelizować uchwalonych przez siebie aktów prawnych.
Nikt jeszcze głośno nie myśli o tym, jak ta nowa rzeczywistość będzie miała wyglądać. Wszystko oczywiście zależne będzie od tego, ile partii wejdzie do parlamentu. Także tego, ile głosów zdobędą ugrupowania, które do parlamentu nie wejdą, ale rozmyją poparcie dla głównych opozycyjnych środowisk politycznych.
Stan wyjątkowy zamiast wyborów
Znam głosy, w których sugeruje się, że na Węgrzech wybory zostaną "skręcone". Rzecz w tym, że istnieją dużo bardziej wyszukane sposoby zniekształcania politycznej rzeczywistości. Z pewnością bliska jest mi teza, że rządzący po tylu latach nie będą chcieli rozstać się z władzą. Chociaż na razie nic tego formalnie nie zapowiada, jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której do przekazania władzy nie dojdzie. Wszystko z uwagi na możliwość wprowadzenia przez parlament (Zgromadzenie Krajowe) stanu wyjątkowego. Przesłanką umożliwiającą jego wprowadzenie jest "poważne zagrożenie bezpieczeństwa życia i mienia". W czasie obowiązywania stanu wyjątkowego nie przeprowadza się wyborów parlamentarnych. Mogą się one odbyć w ciągu 90 dni po zakończeniu stanu. Co więcej, podjęcie takiego kroku przez parlament mogłoby nastąpić nawet po wyborach, ponieważ mandat Zgromadzenia Krajowego trwa do inauguracyjnego posiedzenia nowego parlamentu.
Co byłoby taką przesłanką? Zagrożenie ze wschodu. Viktor Orbán w ostatnich miesiącach wielokrotnie straszył groźbą rozprzestrzenienia się wojny.
W narracji Fideszu jednak do wojny prze nie Rosja, a NATO i UE. Dowodem mają być nie tylko wypowiedzi unijnych urzędników czy szefa NATO, ale też masowe zbrojenie Europy. Orbán wciąż uważa, że Rosji nie trzeba się bać, bowiem prezydent Rosji zdaje sobie sprawę z potencjału militarnego NATO.
Skoro nie Rosja, to kto mógłby stanowić zagrożenie? Ukraina. Od miesięcy na Węgrzech dominuje "spin", zgodnie z którym Ukraina pcha Zachód, w tym Węgry do wojny, a ukraińskie służby mają stwarzać coraz większe zagrożenie dla Budapesztu. Ma być to zemsta Kijowa za "propokojową" politykę Węgier.
Tego typu narracja została przekuta latem w faktyczne działanie. Węgrzy i Ukraińcy wyłapywali wówczas "szpiegów" i oskarżali się wzajemnie o działania dywersyjne. Jednocześnie w narracji Fideszu, partia Pétera Magyara jest rzecznikiem ukraińskich interesów, a w powstanie TISZY mają być zamieszane ukraińskie służby. Kiedy dwa miesiące temu doszło do pożaru w rafinerii MOL w Százhalombatta, sprzyjający władzy analitycy od razu sugerowali dywersyjne działania strony ukraińskiej. Premier wprost tego nie przyznał, jednak sugerował, że żadnego wariantu nie da się wykluczyć.
Budowanie opowieści o realnym ukraińskim zagrożeniu, którą węgierska infosfera jest całkowicie przesiąknięta, buduje w społeczeństwie coraz dalej idące poczucie strachu. Nie ma wątpliwości, że prowadzenie tego typu kampanii jest świadomym działaniem, którego celem jest koncentrowanie wyborców wokół lidera. Tego jedynego, który jest w stanie zapewnić krajowi bezpieczeństwo. Tym mężem stanu ma być oczywiście Viktor Orbán. Pod tym względem retoryka, której używają obecnie rządzący w niczym nie różni się od tej z wczesnej wiosny 2022 r. Opowieść jest tożsama – tylko rząd Fidesz jest w stanie uchronić Węgry przed wojną, a każda inna władza stanowi dla Węgier śmiertelne zagrożenie.
Istnieje oczywiście przestrzeń poza strachem. Jest ona związana z działaniami socjalnymi. Fidesz podwyższa trzynastą emeryturę i wprowadza czternastą. Z podatku dochodowego zostaną zwolnione matki dwójki dzieci (przepisy zwalniające mamy trójki dzieci już obowiązują). Z pewnością rządzący będą mieli w zanadrzu jeszcze inne propozycje, którymi będą starali się przekonać niezdecydowanych wyborców do poparcia rządzących i udzielenia kolejnego mandatu poparcia.
TISZA w swoim przekazie bazuje przede wszystkim na obietnicy zmiany, ale nie rewolucji. Péter Magyar wywodzi się ze środowiska Fideszu. Tak naprawdę główny jego zarzut pod adresem rządzących dotyczy korupcji i rozdawnictwa, stąd obiecuje on rozliczenie rządów Fideszu. Chce także zmian w służbie zdrowia (zwiększenia budżetu), a także zmiany w systemie opieki nad dziećmi (tak w domach dziecka, jak i ośrodkach wychowawczych). W sferze wartości, Magyar stara się być przezroczysty, a to z uwagi na to, by nie zniechęcać do siebie potencjalnych wyborców. Były działacz Fideszu ma bowiem pełnię wiedzy, że jego elektorat stanowią dotychczas wyborcy opozycji. Przepływy z Fideszu praktycznie nie występują. Ponadto dobre relacje Pétera Magyara w Brukseli (w której skądinąd w ogóle nie bywa na posiedzeniach Parlamentu Europejskiego, pomimo tego, że jest europosłem), mają zapewnić TISZA odblokowanie unijnych sondaży niemal nazajutrz po wyborach.
TISZA gra także na niskiej stopie życia Węgrów. Już rok temu pisałem o odczuwalnym jej spadku. W tym roku Węgry stały się oficjalnie najbiedniejszym państwem UE. Premier twierdzi, że to nieprawda. Jednym z elementów, które mają dźwignąć Węgry z tej trudnej sytuacji, jest właśnie uruchomienie unijnych funduszy.
Jednakże nie mam złudzeń, warstwa merytoryczna kampanii nie będzie miała żadnego znaczenia. Wszystko oprze się na emocjach. Wybory będą plebiscytem dotyczącym społecznego poparcia dla rządów Viktora Orbána. Strony przerzucają się szacunkami, zgodnie z którymi uzyskują w wyborach ogromną przewagę. Obydwa środowiska polityczne liczą na ogromną mobilizację swoich elektoratów. Historycznie Fidesz ma bardzo zdyscyplinowanych wyborców, którzy pójdą zawsze do wyborów. Opozycja miała od lat z tym problem, którego główną przyczyną był brak wiary w możliwość zmiany. Sondaże taką nadzieję wyrażają, stąd tym ciekawsza będzie to kampania. Frekwencja wynikająca z sondaży opiewa na ok. 60-70 proc. Zarówno Fidesz, jak i TISZA uczynią wszystko, by była ona jak najwyższa.
Dla Wirtualnej Polski Dominik Hejj
Dr Dominik Hejj - politolog specjalizujący się w polityce węgierskiej i autor książki "Węgry na nowo".