Porażka Niemiec, zdrada Włoch. Jak w Brukseli rozegrały się losy Ukrainy
Uchwalenie kredytu w wysokości 90 mld euro odebrano w Ukrainie jako zwycięstwo, choć z gorzkim posmakiem. Kryzys gospodarczy odwołany, Kijów ma pewność finansową na następne dwa lata. - Teraz obawiamy się długoterminowych skutków politycznych tego szczytu. Europa dawno nie wiedziała tak zaciętego sporu - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską wysoko postawiony ukraiński urzędnik.
W czwartek 18 grudnia losy Ukrainy ważyły się daleko od frontu.
Podczas szczytu Rady Europy w końcu miała rozstrzygnąć się batalia o zamrożone rosyjskie pieniądze. Dla Ukrainy - stojącej w obliczu potężnego kryzysu gospodarczego - wynik był decydujący.
Według różnych szacunków, deficyt budżetu na przyszły rok wynosi 40-50 mld dolarów. Już w marcu 2026 roku mogło zabraknąć pieniędzy na utrzymanie wojska i funkcjonowanie sektora publicznego.
Koło ratunkowe - już i tak zadłużony po uszy - Kijów widział w bezprocentowym kredycie reparacyjnym: 140 mld euro z zamrożonych w UE aktywów rosyjskich. Ukrainie udało się przekonać do tego główne państwa członkowskie. Jedynym zaciętym przeciwnikiem pozostawała Belgia, w której jurysdykcji znajduje się ok. 180 mld euro, czyli ogromna większość z całości aktywów Rosji w UE, szacowanej na 200 mld.
By wziąć udział w negocjacjach, do Brukseli przyjechał prezydent Wołodymyr Zełenski.
- Do późnego wieczora liczyliśmy, że uda się przełamać opór Belgii - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską wysoko postawiony ukraiński urzędnik.
Rozmowy trwały 16 godzin i przybrały dramatyczny obrót. Belgia postawiła na swoim: zamiast kredytu reparacyjnego z rosyjskich aktywów uchwalono decyzję o udzieleniu Ukrainie wsparcia finansowego ze wspólnego zadłużenia państw UE - 90 miliardów euro w latach 2026-2027.
W Europie ta decyzja wywołała rozczarowanie i falę komentarzy o słabości UE, która przez niejasne interesy poszczególnych państw działa na własną niekorzyść.
Ukraińska delegacja natomiast wróciła do Kijowa z poczuciem ulgi. - Dostaliśmy krytycznie ważne finansowanie, które pozwoli nam przeżyć następny rok, a może nawet wytrzymać wojnę na wyczerpanie - mówi nam ukraiński urzędnik.
- Naszym podstawowym zadaniem było zabezpieczyć budżet oraz pieniądze na produkcję i zakup broni. Pod tym względem jest to sukces, choć ma ona gorzki posmak - ocenia z kolei Olena Hałuszka, współzałożycielka projektu Międzynarodowe Centrum Zwycięstwa Ukrainy.
Belgia hamulcowym: gigantyczne zyski z aktywów
Od początku inwazji Ukraina walczyła o uruchomienie rosyjskich zamrożonych aktywów, argumentując, że ma prawo sfinansować nimi swoją obronę. Jednak dopiero w 2025 roku ta dyskusja o tym realnie ruszyła.
- Wyrzuciliśmy z naszego słownika słowo "konfiskata", które rzucało blady strach na Europejczyków. Zamiast tego opracowano propozycję kredytu reparacyjnego - opowiada ukraiński urzędnik.
Pierwsze głosowanie nad kredytem reparacyjnym odbyło się podczas szczytu Rady Europy w październiku i zostało storpedowane głównie przez Belgię.
Według Kijowa, Belgowie od początku nie chcieli sięgać po zamrożone rosyjskie aktywa, ponieważ mieli w tym konkretny interes finansowy.
Belgijski fiskus nałożył 25 proc. podatku na zyski, które generowały rosyjskie aktywa ulokowane w Euroclear, największej izbie rozliczeniowej Europy, która ma siedzibę w Brukseli. W roku 2022 i 2023 Euroclear zarobił z tego tytułu odpowiednio 0,794 i 4,34 mld euro, więc do budżetu Belgii trafiło łącznie 1,282 mld euro.
Te zyski Belgia zatrzymała sobie jako "bufor na wypadek roszczeń i kosztów związanych z obroną prawną". Ale od 2024 roku zobowiązała się przekazywać odsetki i podatki Ukrainie.
- Belgowie stawiają opór nieadekwatny do sytuacji. Ich cynizm przebija wszystko - oceniał już wtedy w rozmowie z WP przedstawiciel ukraińskich władz.
Jednak tym razem ukraińska delegacja jechała do Brukseli z umiarkowanym optymizmem. Po nieudanym głosowaniu, w lobbowanie reparacyjnego kredytu osobiście zaangażował się Friedrich Merz.
Porażka Niemiec, zdrada Włoch
Według Politico kanclerz Niemiec był przekonany, że dwa miesiące do następnego szczytu będą wystarczające, by przekonać Belgię. Dlatego 18 grudnia szczyt UE zaczął się od zakulisowych negocjacji. To w ich czasie rozegrała się drama, jakiej w Brukseli dawno nie widziano.
Pomimo mechanizmów prawnych, opracowanych przez UE, premier Belgii Bart De Wever zażądał dla swojego kraju nieograniczonych gwarancji finansowych na wypadek roszczeń bądź działań odwetowych Rosji. Było to - według ukraińskiej delegacji - "absurdalną wymówką".
Ale - ku zaskoczeniu wszystkich - ostateczny cios porozumieniu ws. aktywów zadały Włochy.
- Nagle premier Giorgia Meloni poparła Belgię. A wtedy Paryż - który w sprawie zamrożonych pieniędzy w końcu zaczął deklarować wspólny kurs z Berlinem - się wycofał. Emmanuel Macron wbił Merzowi nóż w plecy - opowiada nam wysoko postawiony ukraiński urzędnik.
Nie mogąc osiągnąć porozumienia, liderzy UE uzgodnili alternatywę: 90 mld pomocy finansowej ze środków państw Unii. Według Ołeny Hałuszki, Belgia i Włochy obroniły pieniądze rosyjskich podatników, sięgając do kieszeni własnych obywateli.
Małe zwycięstwo, duża porażka
Dla Europy szczyt okazał się porażką: zamiast mocnego sygnału dla Rosji pokazał niezdolność Europejczyków do podejmowania decyzji.
- Wsparcie, które UE ostatecznie udzieliła Ukrainie, świadczy o solidarności, ale pokazuje również zaostrzenie wewnętrznych sporów w samej Europie. Szczególnie w kwestii tego, kto powinien płacić za wojnę - agresor czy podatnicy - uważa Serhij Fursa, ukraiński ekonomista i publicysta.
Jednak ukraińska delegacja wracała do Kijowa z poczuciem ulgi. - Szkoda, że te pieniądze nie pochodzą z rosyjskich zamrożonych aktywów, ale Unia rzuciła nam koło ratunkowe, za co jesteśmy wdzięczni - mówi osoba zaangażowana w negocjacje po stronie ukraińskiej.
Ukraina będzie musiała zwrócić 90 mld wsparcia dopiero, kiedy Rosja zapłaci reparacje. Do tego pory Kijów nie będzie spłacać odsetek.
- Widzimy w tej sytuacji plusy - opowiada jeden z naszych rozmówców. - Najważniejsza decyzja tak naprawdę zapadła tydzień przed szczytem. Wtedy UE uzgodniła, że rosyjskiej aktywa pozostaną zamrożone bezterminowo. Wcześniej były związane z sankcjami odnawianymi co pół roku. A to oznaczało, że ciągle byliśmy zakładnikami Węgier, Słowacji, a teraz również Czech.
Czytaj również: MAGA myśli tak jak Tucker Carlson. Polska miłość do tego ruchu to czysta głupota [OPINIA]
To oznacza, że Ukraina nadal może lobbować za przekazaniem jej rosyjskich aktywów w ramach reparacji. Zwłaszcza, że na dwa dni szczytem w Hadze podpisano konwencję o utworzeniu Międzynarodowej Komisji ds. Roszczeń dla Ukrainy - pierwszy krok na drodze stworzenia mechanizmu kompensacji za agresję Rosji.
- Teraz bardziej obawiamy się raczej długoterminowych skutków tego szczytu - słyszymy od naszego rozmówcy. - Friedrich Merz liczył, że w koalicji z państwami skandynawskimi i krajami bałtyckimi będzie w stanie stworzyć silną większość zdecydowaną, by działać na wzmocnienie Europy. Poniósł porażkę. Teraz zastanawiamy się, czy nadal będzie chciał lobbować w sprawie zamrożonych aktywów.
Merz przegrał, ale wygrali europejscy populiści. Politico przy tej okazji przypomina, że Bart De Wever jest flamandzkim nacjonalistą, który zrobił karierę na próbach podziału własnego kraju.
Groźna postawa Włoch. Naciski USA?
Jednak największym szokiem dla sojuszników i Ukrainy była postawa Włoch. Po szczycie krążyły pogłoski, że ugięły się pod szantażem Kremla, który groził skonfiskowaniem aktywów włoskich firm na terenie Rosji. Wcześniej podobną taktykę Rosjanie wykorzystali wobec Francji. Jednak według źródeł Wirtualnej Polski w ukraińskiej delegacji, włoska premier Georgia Meloni ostatecznie wzięła stronę Donalda Trumpa, który buduje w Europie koalicję MAGA.
- Włochy stały się bardzo niebezpiecznym sojusznikiem. Stanęły obok Węgier, Słowacji i niemieckiej AfD, które chcą osłabienia Unii Europejskiej - mówi nasz rozmówca.
Niejasna w sprawie rosyjskich aktywów pozostaje też rola Stanów Zjednoczonych. Wcześniej Bloomberg donosił, że USA lobbują w kilku krajach Unii Europejskiej, aby zablokowały wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów, ponieważ są one potrzebne do zabezpieczenia "porozumienia pokojowego".
- W rzeczywistości Rosja próbowała przekupić USA wizją wykorzystania zamrożonych aktywów do wspólnych inwestycji. Pomysł ten spodobał się grupie Steve’a Witkoffa i to jego ludzie próbowali lobbować w Europie. Ale nigdy nie było to oficjalne stanowisko USA - opowiada nam osoba zaangażowana w negocjacje. - Amerykanie nie ma jednoznacznej pozycji w sprawie zamrożonych aktywów.
Tatiana Kolesnychenko, dziennikarka Wirtualnej Polski