Politolodzy demaskują partię Petru. Kto i dlaczego popiera Nowoczesną?

Partia, której jeszcze przed wakacjami nie dawano żadnych szans na wejście do parlamentu, dziś wydaje się być tego pewna. Mowa o Nowoczesnej Ryszarda Petru. W jesiennych badaniach opinii publicznej poparcie dla tego ugrupowania deklarowało od 5 do nawet 9 proc. respondentów. Czy rozczarowanie PO to jedyna przyczyna wzrostu notowań partii Petru? - To również efekt niskich kompetencji politycznych Polaków - tłumaczy Wirtualnej Polsce dr Witold Sokała, politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ryszard Petru
Ryszard Petru (PAP, Fot: Paweł Supernak)

Eksperci zgodnie przyznają, że wyborcy zniechęceni rządami Platformy Obywatelskiej, którzy np. ze względów światopoglądowych nie poprą Prawa i Sprawiedliwości, mogą skierować swoją sympatię polityczną właśnie na Nowoczesną. Nie jest to oczywiście jedyny powód wzrostu notowań partii Petru. Jakie są inne przyczyny?

Po pierwsze partii tej udało się wmówić części opinii publicznej, że jest formacją ekspertów. Nieważne, że mało kto potrafi wymienić ich z imienia i nazwiska, podobnie zresztą jak kandydatów Nowoczesnej do parlamentu. - Dla tej grupy wyborców nie liczą się fakty, tylko przekaz. Zaspokaja on oczekiwania części osób, którym marzy się partia nowoczesna i ekspercka - wyjaśnia politolog UJK. Jego zdaniem mamy tu do czynienia z nadmiernym przypisywaniem tych cech jedynej ofercie jaka pojawiła się na scenie politycznej.

- PO całkowicie skompromitowała się w tej roli. Jeśli chodzi o inne partie, to one nie wywołują wrażenia nowoczesności. Dlatego wspomniana grupa wyborców próbuje obsadzić w tej roli, trochę na zasadzie wmawiania samemu sobie, Nowoczesną - wyjaśnia Sokała.

O tym, że rosnące notowania partii Petru to zasługa sprawnego marketingu, mówi WP również dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. - Nie jest przypadkiem, że pan Ryszard Petru zachowuje się i wygląda jak menedżer w korporacji, a jego konferencje w terenie przypominają wyjazdy integracyjne pracujących w niej osób - tłumaczy ekspert UW. Te działania mają na celu przyciągnąć do Nowoczesnej liberalny, wielkomiejski elektorat.

Rosnąca popularność ugrupowania Petru może świadczyć również o tym, że dla niektórych wyborców jego formacja jest aktualnie czymś "trendy". - W Polsce występują mody na partie. Są na nie podatne osoby o liberalnym światopoglądzie, wykształcone, dobrze zarabiające i mieszkające w dużych miastach. W 2007 roku modna była PO, cztery lata później Ruch Palikota, podczas ostatnich wyborów prezydenckich Kukiz, a obecnie trwa próba wykreowana mody na Nowoczesną Ryszarda Petru - mówi Chwedoruk.

O tym, że ktoś staje się modny w wielkomiejskim środowisku liberalnym decyduje kilka czynników. - Częsta obecność w mediach, język jakim się posługuje, oraz wygląd. Do tego dochodzi oczywiście treść: trzeba być liberałem gospodarczym, poprawnym politycznie, niekonserwatywnym obyczajowo, nielewicowym w kwestiach społeczno-gospodarczych - wyjaśnia Chwedoruk. I dodaje, że na bazie tych czynników wybory w 2007 i 2011 roku wygrała Platforma Obywatelska. Zdaniem politologa UW aktualny spadek notowań tej partii związany jest, m.in. z tym, że przestała być już modna. Dla części osób taką rolę może spełniać teraz Nowoczesna.

Część elektoratu Nowoczesnej stanowią osoby o niskich kompetencjach politycznych. Wyborcy należący do tej grupy nie są nawet świadomi tego faktu. - Są ludzie wykształceni, nowocześni i wielkomiejscy, którzy o polityce nie mają bladego pojęcia. Dlatego, że sami uważają się za elitarnych, chcą głosować na partię o podobnym charakterze. Gdy na scenie politycznej pojawia się formacja, która wysyła im sygnał, że jest ugrupowaniem spełniającym te warunki, nie sprawdzają szczegółów, tylko idą za PR-owskim sygnałem - tłumaczy Sokała.

Zdaniem Chwedoruka oferta programowa Nowoczesnej skierowana jest do klasy wyższej. Nie jest jednak ona na tyle liczna, aby przy pomocy jej głosów można było przekroczyć próg wyborczy. Skoro poparcie dla Nowoczesnej dochodzi w niektórych sondażach nawet do 9 proc. oznacza, że partię tę muszą wspierać również osoby o niższym statucie społeczno-materialnym. Dlaczego są one skłonne głosować na partię, która nie kieruje do nich swoich postulatów?

Zdaniem politologa UW wynika to z aspiracji tej grupy wyborców. - Nie szkodzi, że jesteś kasjerem w supermarkecie, jak zagłosujesz na pana X będziesz taki fajny jak my, menedżerowie dużych banków. Tak działa ten mechanizm - wyjaśnia Chwedoruk. I dodaje, że jakaś część wyborców może uważać, że głosowanie na daną osobę może automatycznie oznaczać przystąpienie do świata, który ten polityk reprezentuje. - W przypadku Ryszarda Petru mowa o świecie finansistów, bankierów i znanych ekonomistów - tłumaczy rozmówca WP.

Polub WP Wiadomości