"Podpadł pan ludziom". Czarnek reaguje ws. zablokowanej reformy
Podczas dyskusji w programie "Tłit" Wirtualnej Polski doszło do ostrej wymiany zdań między byłym ministrem edukacji Przemysławem Czarnkiem a prowadzącym Michałem Wróblewskim. Tematem sporu stały się formy zatrudnienia w Polsce, a w szczególności umowy B2B.
- Podpadł pan, panie ministrze - zaczął redaktor Michał Wróblewski. - Komu? - dopytywał Czarnek. - Ludziom, pracownikom, tym, którzy chcą uczciwie wykonywać pracę zgodnie z Kodeksem pracy. Chcą być zatrudniani na umowę o pracę, uczciwie zarabiać - wyjaśnił dziennikarz.
- Od tego jest Kodeks pracy, od tego są sądy pracy, żeby to uczciwie robić. Przy rynku pracownika nie ma z tym problemu. Przy rynku pracownika wtedy, kiedy jest rzeczywiście zapotrzebowanie na pracownika, to pracownik dyktuje warunki pracodawcy. W ogóle musi być swoboda zawierania stosunków czy pracy, czy przedsiębiorczych, gospodarczych, czy cywilnoprawnych między jedną a drugą stroną. I nie może być omnipotencji państwa, którą chciał wprowadzić rząd dzięki pani Agnieszce Dziemianowicz-Bąk. Dlatego cieszę się, że to na tym etapie zostało zastopowane - stwierdził poseł PiS, mówiąc o zablokowanej przez premiera Donalda Tuska reformie Państwowej Inspekcji Pracy.
Głośno wokół reformy Państwowej Inspekcji Pracy
Gdy dziennikarz zwrócił uwagę, że wielu ludzi jest "wypychanych" na umowy B2B, mimo chęci pracy na etacie, Czarnek podał przykład swojego współpracownika. - Przyjechałem właśnie z kolegą, który jest na takiej umowie B2B i nie chce przechodzić na żadną inną, dlatego że jest dla niego opłacalna - argumentował były minister.
Dyskusja nabrała tempa, gdy prowadzący program próbował przedstawić perspektywę pracowników przymuszanych do samozatrudnienia. Czarnek wielokrotnie przerywał dziennikarzowi, domagając się możliwości dokończenia wypowiedzi. - Panie pośle, panie ministrze, wielu pracowników, którzy chcą uczciwie wykonywać pracę w określonym miejscu i czasie... - próbował wtrącić Wróblewski.
- Bardzo bym prosił, żeby pan redaktor pozwolił mi dokończyć chociaż zdanie, dlatego że wtedy nie będę zrozumiany przez odbiorców. A pan zadaje bardzo dobre pytania. Ten człowiek byłby zmuszony za chwilkę przez okręgowego inspektora pracy do zamiany swojego stosunku przedsiębiorczego w stosunek pracy, na którym by nie pracował - przerwał Czarnek. - Więc spójrzmy też na tych, którzy dzisiaj naprawdę są zadowoleni z tego, że są na umowie B2B, dlatego że odliczają sobie podatek VAT, wliczają w koszty leasing samochodu, który wzięli, i naprawdę jest im dobrze - mówił dalej.
- Dlaczego tym ludziom okręgowy inspektor pracy na wniosek Lewicy miałby zamieniać ich stosunek przedsiębiorcy w stosunek pracy? Ja tych ludzi bronię. Natomiast tych, którzy są dzisiaj zmuszani i wypychani na działalność gospodarczą, chcę bronić przy pomocy rozsądnych przepisów, niewyposażających okręgowego inspektora pracy w omnipotencję, która byłaby sprzeczna z konstytucją - dodał.
W studiu zrobiło się gorąco
Temperatura w studiu wzrosła, gdy rozmowa zeszła na temat traktowania przedsiębiorców. Czarnek głośno sprzeciwił się narracji, w której firmy zatrudniające na B2B są podejrzane.
- Panie redaktorze, ja mówię o tych, którzy byli przymuszani przez okręgowego inspektora pracy do zamiany swojego stosunku przedsiębiorczego na stosunek pracy. Popatrzmy na to. Popatrzmy na małych i średnich przedsiębiorców. Małych i średnich przedsiębiorców będziemy traktować jako potencjalnych złodziei? - pytał retorycznie Czarnek.
- Ja przede wszystkim raz jeszcze powtarzam postulaty Ogólnopolskiej Federacji Małych i Średnich Przedsiębiorców. Sami się do mnie w tej sprawie zwracali: "nie chcemy być traktowani jak złodzieje, nie traktujmy przedsiębiorców jak złodziei i nie dawajmy okręgowego inspektora pracy" - mówił Czarnek
W tym momencie dziennikarz próbował przerwać monolog posła. - Nie chcę się z panem spierać - wtrącił Michał Wróblewski. - Pan się spiera i nie pozwala mi wyjaśnić sytuacji. Pan zarzuca mi, że ja nie chcę, że ja źle traktuję pracowników - odparł ostro Czarnek.
- Nic panu nie zarzucam - bronił się prowadzący.
- Zarzucił mi pan - nie ustępował były minister.
- Chcę wyjaśnić sprawę. Oczywiście nie chcę zabierać nikomu prawa do pracowania na takiej zasadzie, na jakiej chcę, ale chciałbym stanąć w obronie pracowników - tłumaczył prowadzący.