Oskarżona udaje poszkodowaną?
Była wiceprezes Fundacji na Rzecz Dzieci
Poszkodowanych w Wypadkach Drogowych HELP Agnieszka M. złożyła we
wrocławskim sądzie pracy pozew przeciwko fundacji o bezprawne
zwolnienie z pracy. Żąda ok. 6,5 tys. zł odszkodowania.
Jednocześnie kobieta jest oskarżona o wyprowadzenie 2 mln zł z
fundacji, którą założył jej ojciec, też obecnie oskarżony.
Kilka dni temu do wrocławskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko założycielom fundacji HELP. Prokuratura zarzuca sześciu osobom z fundacji wyprowadzenie kilku milionów złotych, przeznaczonych dla dzieci poszkodowanych w wypadkach drogowych.
Tymczasem we wtorek we wrocławskim sądzie odbyła się pierwsza rozprawa z powództwa Agnieszki M., studentki prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Podczas rozprawy pełnomocnik fundacji, którą obecnie prowadzi zarządca przymusowy, wniosła o odrzucenie powództwa. Tłumaczyła, że "w fundacji zebrano dokumenty z decyzjami o przyznaniu zaliczek na delegacje dla Agnieszki M. na 14 tys. zł. Do tego M. jest winna fundacji 800 zł".
Jak się dowiedziała PAP nieoficjalnie, Agnieszka M. tylko w 2002 r. otrzymała wynagrodzenie w wysokości ponad 26 tys. zł. Na koszt fundacji kupiła sobie laptopa za 14 tys. zł. Natomiast na dzieci poszkodowane w wypadkach drogowych fundacja HELP w tym samym roku przeznaczyła jedynie 4 tys. zł. Po rozprawie Agnieszka M. nie chciała wyjaśnić dziennikarzom powodów swojego działania. Odmówiła jakichkolwiek komentarzy.
Pragnący zachować anonimowość prokurator, który dobrze zna sprawę fundacji, powiedział, że nie potrafi zrozumieć motywów postępowania kobiety. "Nie mogę pojąć, że ktoś taki studiuje prawo. Wcześniej miałem nadzieję, że Agnieszka M. jest tylko nieświadomą ofiarą działalności swojego ojca, że podpisywała, co jej ojciec kazał. Teraz widzę, że ma nie tylko tupet, ale myśli jeszcze, że zdoła coś ugrać dla siebie i że potrafi naciągać prawo w zależności od swoich potrzeb" - oświadczył prokurator.
Założyciele HELP-u Dariusz M. i Zdzisław M., ojciec Agnieszki, wymyślili fundację w zakładzie karnym, gdzie się poznali. Zdzisław M. przebywał tam w związku z oskarżeniem o wyłudzenie ponad 500 tys. zł od firm ubezpieczeniowych za wypadki drogowe. W zarządzie zasiedli członkowie rodziny pomysłodawców.
Na konto fundacji wpływały kwoty ze świadczeń pieniężnych oraz nawiązek zasądzanych przez sądy w całym kraju. Miesięcznie na konto trafiało ok. 150 tys. zł, gdyż wrocławska fundacja była jedyną z pierwszych tego typu organizacji w Polsce po znowelizowaniu kodeksu karnego w kwietniu 2000 r.
Według nowych przepisów wszyscy sprawcy przestępstw drogowych polegających na prowadzeniu samochodu po alkoholu obowiązani są przekazać zasądzone kwoty organizacjom działającym na rzecz osób poszkodowanych w takich wypadkach.