Mówi o przykrych scenach w szpitalu. Miano nie zadbać o intymność pacjentki
Liczne niedopatrzenia w pracy szpitala przy ul. Przybyszewskiego w Poznaniu zgłosiła córka pacjentki, która 23 czerwca pojawiła się tam na zabieg. Kobietę oburzyło nie tylko wielogodzinne ignorowanie oczekujących na korytarzu chorych, ale także nonszalanckie traktowanie ich danych osobowych, praw, a także intymności.
Na szereg szokujących incydentów w poznańskim szpitalu, zaobserwowanych tylko jednego dnia, 23 czerwca, skarży się mieszkanka Poznania, która do placówki przyprowadziła na zabieg swoją mamę. Kobieta nie mogła uwierzyć, że na zaplanowaną i umówioną na konkretną godzinę procedurę medyczną trzeba było czekać na korytarzu wiele godzin. Nieprawidłowości było znacznie więcej, więc postanowiła napisać oficjalną skargę, w której pyta o prawa pacjentów i warunki hospitalizacji.
Sceny w szpitalu. Nie zadbano o intymność pacjentki
Chodziło między innymi o to, że inną pacjentkę, okrytą tylko cienkim, prześwitującym jednorazowym fartuchem, personel szpitalny wyprowadził na ogólny korytarz. Było widać anatomiczne szczegóły, bo kobieta pod spodem nie miała odzieży.
- Moją mamę zresztą miał spotkać podobny los, ale na szczęście zdążyłam w porę zainterweniować i ją przykryć - dodaje poznanianka. Zaznacza, że to szczególny przypadek "szpitalnej znieczulicy".
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Duda ułaskawił Bąkiewicza. "Miał szansę zrobić coś pożytecznego"
Diagnozy ogólną wiedzą. Lekarze nie szanują tajemnicy lekarskiej?
Ponadto chorzy słyszeli wypowiadane głośno, przy wszystkich zgromadzonych w poczekalni szpitala, diagnozy i szczegóły dotyczące ich stanu. - Lekarz omawiał wyniki badań jednego z pacjentów na głos, w obecności innych pacjentów, odwiedzających i personelu, co stanowi rażące naruszenie tajemnicy lekarskiej i prawa do prywatności - opisuje.
Na dodatek organizacja pracy pozostawiała wiele do życzenia. Pacjentka czekała wiele godzin na korytarzu. - W warunkach całkowicie niegodnych osoby chorej i starszej. Bez intymności, bez podstawowej troski o komfort i dobrostan chorego - opisuje pani Estera w liście do "Gazety Wyborczej". Zaznacza, że pomogła dopiero jej stanowcza interwencja po godz. 14, wtedy wolne łóżko znalazło się w ciągu pięciu minut.
Szpital przeprasza i dziękuje za wskazówki
Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Poznaniu po interwencji gazety odpowiedział na skargę poznanianki. Krystyna Mackiewicz, dyrektorka placówki, ubolewa, przeprasza i obiecuje poprawę.
"Z przykrością przyjęliśmy informację o trudnościach, jakie napotkała Pani Jolanta" - komentuje przedstawicielka placówki. "Doskonale rozumiemy, że sytuacja ta mogła być dla Pacjentki źródłem dyskomfortu i niepokoju, szczególnie w momencie, który już sam w sobie wiąże się z obciążeniem emocjonalnym i zdrowotnym. Niestety, przyczyną opóźnienia była niezależna od nas konieczność oczekiwania na wypis osoby aktualnie zajmującej to samo miejsce hospitalizacyjne" - podaje szpitalne pismo.
Czytaj też: Niecenzuralny list do Sławosza. Żona dementuje
I zaznaczyła, że "szpital boryka się z napływem bardzo dużej liczby chorych przyjmowanych w trybie nagłym, a nieprzewidywalność ich napływu dezorganizuje częstokroć proces przyjęć planowych".
Przeczytaj również: Rękoczyny w ukraińskim parlamencie
Dyrektor Krystyna Mackiewicz. napisała też, szpital każdą uwagę traktuje z "najwyższą powagą".
Źródło: "Gazeta Wyborcza"