Wiele z nich do tego stopnia identyfikuje się z główną bohaterką, że chcą się nią faktycznie stać. Niemożność spełnienia tego pragnienia wywołuje u nich uczucie przygnębienia. „Dlaczego ja nie jestem książkową Bellą?” – żali się na forum Marta. „Bałam się iść na ‘New Moon’, ale jednak poszłam. I znowu jest mi gorzej, znowu otaczająca mnie rzeczywistość jest beznadziejna. Może to kwestia słabszej psychiki?” – zastanawia się. Niektóre posuwają się do tego, że cieszą się z tego, że jest deszczowa pogoda, bo taka przez większość roku panuje w miasteczku Forks w stanie Waszyngton, gdzie rozgrywa się akcja powieści. Dziewczyny zwierzają się z tego, jak bardzo cierpią z powodu doskonałości głównego bohatera, który jest ich niedościgłym ideałem: „Tak bardzo mnie to dołuje. Ostatnio zaczęłam wypłakiwać się w poduszkę, że nigdy nie znajdę kogoś takiego jak Edward”. Jak piszą, ich wyśniony "Edzio" jest tak daleki od dzisiejszych chłopaków, którzy przeklinają, piją alkohol, są agresywni, a przede wszystkim nie mają tak
jak on duszy romantyka, nie wierzą w miłość. Czy taka obsesja na punkcie „Zmierzchu” może być groźna? Wydaje się, że nie. - Tematyka mistycyzmu obecna w „Zmierzchu” może być dla młodzieży bardzo wciągająca, powodować w niej poczucie odrealnienia, znalezienia się w innym świcie, prawdopodobnie lepszym niż ten, który oglądamy na co dzień. Także omnipotencja wampirów jest dla nastolatków bardzo atrakcyjna, bo jak jest się bardzo młodym, to bardzo się chce móc wszystko. Nie widzę jednak poważniejszego zagrożenia tego typu książkami, bo to wampiry w wersji „soft” – tłumaczy psycholog. Zwraca uwagę, że dziś rodzice martwią się raczej rosnącą popularnością serialu HBO „Czysta krew” („True Blood”), który jest zdecydowanie pikantniejszy od „Zmierzchu”, a naturalnie znajduje odbiorców wśród nastolatków rozkochanych w „Zmierzchu”. Ten serial aż kipi seksem, są w nim przekleństwa, tajemnica i zbrodnia.