Nowy amerykański plan zakończenia wojny w Ukrainie jest naprawdę niepokojący [OPINIA]
W ostatnich tygodniach mogło wydawać się, że Donald Trump zrozumiał, że Władimir Putin nie jest zainteresowany rozmowami na temat zakończenia wojny w Ukrainie i po nałożeniu sankcji na dwa rosyjskie giganty naftowe skupił swoje zainteresowanie na innych tematach. W drugiej kadencji Trumpa historia tworzy się jednak szybciej, niż analitycy i komentatorzy są to w stanie przetrawić - pisze w opinii dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Amerykański portal Axios ujawnił w środę informację o tym, że specjalny wysłannik Trumpa Steve Wiktoff miał opracować wspólnie z Kiriłłem Dimitrijewem, szefem rosyjskiego państwowego funduszu majątkowego, nowy plan zakończenia wojny w Ukrainie. Amerykanie naciskają teraz podobno na Kijów, by go przyjąć. Temat podjęły kolejne media, takie jak "Financial Times" i "Politico", ujawniając szczegóły kolejnej rundy amerykańsko-rosyjskich negocjacji, odbywających się ponad głowami zaskoczonych rozwojem sytuacji europejskich sojuszników Stanów.
Europa może być nie tylko zaskoczona, ale i zaniepokojona. Plan, który ujawnił Axios oznacza bowiem spełnienie niemal wszystkich rosyjskich żądań. Gdyby wszedł w życie w tej formie, to czyniłby Ukrainę bezbronną wobec przyszłej rosyjskiej agresji, co stwarzałoby też realne zagrożenie dla całego naszego regionu.
Rozbrojenie Ukrainy
W ramach planu Ukraina miałaby oddać Rosji cały Donbas, w tym tereny, nad którymi Rosja nie zdobyła dotąd militarnej kontroli. Miałaby też zrzec się planów członkostwa w NATO. Żadne zagraniczne wojska nie miałyby w przyszłości stacjonować na ukraińskim terytorium.
Ukraina miałaby także zmniejszyć swoją armię o połowę (!), pozbyć się niektórych rodzajów uzbrojenia, w tym tych najnowocześniejszych i dających jej realną możliwość zaszkodzenia Rosji - jak rakiety dalekiego zasięgu, umożliwiające ataki na cele wewnątrz Rosji.
Czytaj również: MAGA myśli tak jak Tucker Carlson. Polska miłość do tego ruchu to czysta głupota [OPINIA]
Afera korupcyjna w Ukrainie. "Najbardziej pogrąży Zełenskiego"
Wreszcie rosyjski miałby zostać uznany drugim oficjalnym językiem Ukrainy, a działalność rosyjskiej cerkwi prawosławnej ponownie zalegalizowana na terytorium tego kraju. Rosyjska cerkiew toczy od dawna konflikt z ukraińską, władze w Kijowie postrzegają tę pierwszą jako instytucję spenetrowaną przez rosyjską agenturę i realizującą polityczne cele Kremla - nie bez racji.
Zobacz także: Trump nakłada sankcje na Rosję, ale ciągle nie wiemy, jaki jest jego strategiczny cel [OPINIA]
Gdyby Ukraina zakończyła wojnę na takich warunkach zostałoby to odczytane jako jej kapitulacja i wielki polityczny sukces Putina. Co gorsze, przyjęcie tych warunków osłabiłoby odporność Ukrainy wobec destabilizacyjnych, hybrydowych działań Rosji i czyniło ją w dużej mierze bezbronną wobec przyszłej rosyjskiej agresji. Nie można jej wykluczyć, bo celem Putina jest trwałe zakorzenienie Ukrainy w strefie wpływów Rosji i jeśli będzie to konieczne, znów sięgnie w tym celu po środki wojenne - zwłaszcza jeśli możliwości obronne Ukrainy zostają znacząco okrojone.
Ukraina podporządkowana Rosji oznacza przybliżenie putinowskiego reżim do granic Unii Europejskiej. Co jeszcze bardziej wystawia na niebezpieczeństwo jej wschodnią flankę.
Europa znów musi działać
Czy Stany i Rosja mogą narzucić Europie i Ukrainie takie warunki zakończenia wojny? Dla Ukrainy większość z propozycji w planie ujawnionym przez Axios jest nie do zaakceptowania. Żadna ukraińska władza nie będzie w stanie obronić decyzji o oddaniu Kremlowi terenów, których nie zdobyły rosyjskie wojska.
Zełenski po ostatniej aferze korupcyjnej jest co prawda wyjątkowo politycznie słaby, ale jak słaba nie byłaby jego pozycja wobec międzynarodowych sojuszników, nie może narzucić Ukraińcom rozwiązań, które większość zdecydowanie odrzuca.
Dyplomaci wypowiadający się anonimowo dla "Financial Times" i "Politico" zalecają ostrożność co do nowego planu. Przypominają, że Witkoff ma skłonność do działania samodzielnie, bez konsultacji z administracją i nie wiadomo jakie będzie ostateczne stanowisko Waszyngtonu. Inni przekonują, że plan opracowany wspólnie z Dimitrijewem miał na celu zebrać w jednym miejscu wszystkie żądania w Rosji, tak by można było rozpocząć negocjacje, w których Moskwa będzie musiała ustąpić z części swoich żądań.
I biorąc pod uwagę, że dziś Rosja, jak wszystko wskazuje, nie chce zakończenia wojny, negocjacje te mogą się bardzo szybko skończyć niczym.
Przestrzeń do działania ma tu też Europa. Przed szczytem Putin-Trump na Alasce też wydawało się, że możemy mieć do czynienia z nową Jałtą, zostawiającą Ukrainę w rosyjskiej sferze wpływów. Nadzwyczajna mobilizacja europejskich rządów, ale też postawa Putina niezdolnego do ustąpienia ze swoich maksymalistycznych żąda, pomogła zapobiec temu scenariuszowi.
Zobacz także: Trump znów kręci się w kółko w sprawie Ukrainy [OPINIA]
Teraz Europa znów musi na spokojnie uruchomić swoje amerykańskie kanały, wybadać jaka jest właściwie polityka administracji i starać się na nią wpłynąć tak, by nie doszło do niekorzystnego dla naszego kontynentu amerykańskiego-rosyjskiego porozumienia.
Interes Europy jest tu bowiem jasny: musimy wspierać wysiłek obronny Ukrainy i zwiększać nacisk na Rosję tak, by wymusić na Putinie rozpoczęcie realnych negocjacji, dających szanse na trwałe zakończenie konfliktu na warunkach uwzględniających europejskie interesy bezpieczeństwa. Niestety, w mojej opinii lepiej z punktu widzenia Europy, by wojna ciągnęła się jeszcze jakiś czas, niż gdyby miała zostać skończona na warunkach wzmacniających obecną Rosję i nagradzających ją za agresję.
To czas by polska prawica wykorzystała swoje kontakty w MAGA
Jest oczywiste, że Polska powinna być szczególnie zainteresowana tym, by Ukraina nie została zmuszona do rozbrojenia i kapitulacji. Bo to czyni z nas potencjalny cel kolejnego konfliktu Rosji z Zachodem. A pamiętajmy, że Rosja marzyłaby o odbudowie swoich wpływów w całym naszym regionie, że chciałaby zmienić go w ziemię niczyją, bufor między "kolektywnym Zachodem" a "ruskim mirem".
Patrząc na kolejny zwrot środowiska Trumpa w sprawie Ukrainy można się tylko ponownie zdumieć głupotą posłów polskiej prawicy skandujących w czapeczkach MAGA "Donald Trump" w polskim Sejmie.
Teraz jest jednak czas, by polska prawica wykorzystała kontakty w MAGA, którymi tak lubi się chwalić, by wpłynąć na politykę Trumpa w sprawie Ukrainy i przedstawić naszą perspektywę. Bo to takie sytuacje są realnym sprawdzianem wpływów i jakości sojuszy, a nie wizyta w Białym Domu i zdjęcia z amerykańskim prezydentem.
Tym teraz powinien zajmować się prezydent Nawrocki i jego kancelaria. Pytanie, czy zajęty konfliktem z rządem prezydent ma na to czas i czy zajęty walką o antyukraiński elektorat obóz PiS jest dziś w stanie asertywnie wystąpić na arenie międzynarodowej w obronie Ukrainy.
Jakub Majmurek dla Wirtualnej Polski
*Jakub Majmurek - z wykształcenia filmoznawca i politolog. Działa jako krytyk filmowy, publicysta, redaktor książek, komentator polityczny i eseista. Związany z Dziennikiem Opinii i kwartalnikiem "Krytyka Polityczna". Publikuje także w "Kinie", "Gazecie Wyborczej", portalu "Filmweb". Redaktor i współautor wielu publikacji, ostatnio "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".