Negocjacje bez Polski. W koalicji "wierzą w Sikorskiego" i krytykują Trumpa
Politycy koalicji rządzącej, którzy nie mają bieżącego kontaktu z premierem, nie są w stanie wytłumaczyć, dlaczego Polski nie ma w ścisłym gronie krajów, które decydują o planie dla Ukrainy. - Nie byliśmy dopuszczeni do rozmów, to fakt - powiedział nam nieoficjalnie jeden z liderów partii koalicyjnych.
- Nie byliśmy dopuszczeni do rozmów o Ukrainie. Przyjęliśmy to do wiadomości i będziemy starali się to odkręcać. Wierzę w ministra Sikorskiego i wpływy premiera Tuska. Poczekajmy tydzień - wskazuje jeden z najważniejszych przedstawicieli koalicji 15 października.
Dlaczego - jego zdaniem - nie zostaliśmy dopuszczeni do rozmów? - Bo Trump jest... - tu pada wulgarne określenie.
Krótko mówiąc: rozmówca Wirtualnej Polski nie zakłada, że powodem marginalizacji roli Polski w tworzeniu tzw. planu dla Ukrainy jest słaba pozycja naszego kraju czy też niedostateczne działania polskiej dyplomacji. Polityk koalicji - podobnie jak wielu innych - utwierdzony jest w przekonaniu, że to wina Donalda Trumpa.
Wielu posłów koalicji wciąż uważa przywódcę USA za "prorosyjskiego", który "boi się Putina" i "nie cierpi Zełeńskiego". Stąd pierwotne plany amerykańskiej administracji, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom Rosji i doprowadzić choćby do radykalnego zmniejszenia liczebności armii ukraińskiej. Na to nie ma jednak zgody państw europejskich.
Marginalna rola Polski
Spośród tych państw marginalną dziś rolę odgrywa Polska, której przedstawiciele nie byli dopuszczeni do stolika negocjacyjnego ws. planu dla Ukrainy. Prym wiodą takie kraje, jak Francja, Niemcy czy Wielka Brytania.
- Może Sikorski z Tuskiem to odkręcą - zastanawia się jeden z ważnych polityków koalicji.
Szkopuł w tym, że premier i szef MSZ mogą przekonać do tego "tylko" polityków europejskich. Administracja Trumpa - sam prezydent USA - nie chcą bowiem dopuszczać do bezpośrednich rozmów polskiego szefa rządu. Trump z Tuskiem nie chce współpracować.
Na tym polu - zdaniem niektórych naszych rozmówców z koalicji - większą aktywnością mógłby się wykazać Karol Nawrocki, ale polski prezydent - po pierwsze - nie utrzymuje kontaktów z Wołodymirem Zełeńskim, a po drugie - nie prowadzi polityki zagranicznej.
- Niech Tusk się zdecyduje, kto robi politykę zagraniczną, bo raz prezydenta bezczelnie strofuje, a raz prosi go o pomoc - mówi człowiek z otoczenia Nawrockiego. Ma na myśli apel premiera z tego tygodnia, by Karol Nawrocki wykorzystał swoje kontakty z przywódcą USA i wzmocnił pozycję negocjacyjną Polski.
Czy wobec tego planowane jest spotkanie Nawrockiego z Tuskiem? Jak słyszymy - na razie nie. Ale w planach jest spotkanie liderów koalicji. Tam Donald Tusk może poinformować partnerów o stanie rozmów na temat przyszłości Ukrainy. - Nie spodziewamy się "nie wiadomo czego", nas w tych rozmowach po prostu nie ma - przyznaje jeden z polityków Nowej Lewicy.
- Brak udziału przedstawicieli Polski w rozmowach dotyczących planu pokojowego dla Ukrainy w Genewie to "katastrofa wizerunkowa polskiej dyplomacji" - ocenia w rozmowie z WP były ambasador RP w Kijowie, Jan Piekło.
- Spotkanie w Angoli, gdzieś tam na marginesie innego wydarzenia, jest nieistotne. Aż szkoda słów. To kompromitacja naszej dyplomacji. Rozumiem, że najprawdopodobniej nie było zainteresowania ani ze strony niemieckiej, ani francuskiej, ani amerykańskiej, żeby zaprosić na konsultacje czy do Genewy pana premiera, czy pana ministra Sikorskiego - mówi stanowczo w rozmowie z WP Piekło.
Inni politycy niechętnie się na ten temat wypowiadają. Mówią, że wciąż nie znamy szczegółów planu, a końcowa wersja porozumienia może znacząco różnić się od początkowej.
Negocjacje w ukryciu
Dziennik "The Wall Street Journal" poinformował, że w październiku 2025 r. prezydent Donald Trump polecił swojemu zespołowi ds. bezpieczeństwa narodowego opracowanie planu pokojowego dla Ukrainy.
Według gazety praca nad planem rozpoczęła się po powrocie z Bliskiego Wschodu przez specjalnego wysłannika Steve'a Witkoffa i zięcia Trumpa Jareda Kushnera.
"Na dokument, który na tydzień zaognił stosunki między USA, Ukrainą i Europą, wpłynął kluczowy wkład ze strony zaufanego człowieka Kremla" - czytamy. Chodzi o Kiriłła Dmitrijewa.
Dlatego też polska strona nie była informowana o stanie przygotowań planu pokojowego - mimo iż jesteśmy krajem frontowym, który spośród krajów Europy Środkowo-Wschodniej przekazuje największą pomoc dla Ukrainy. W dodatku jesteśmy hubem w przekazywaniu Ukrainy broni i innej niezbędnej infrastruktury, pomocnej w walce z Rosją.
W ubiegłym tygodniu projekt wyciekł do mediów. Został uznany za korzystny dla Rosji. Jego szczegóły zszokowały europejskie rządy, ale także kongresmenów popierających Kijów.
Na skutek krytyki zawartych w planie zapisów zorganizowano spotkanie w Genewie z udziałem ukraińskich i europejskich urzędników, aby dokonać zmian w planie. Wyeliminowano m.in. wykluczenie Ukrainy z członkostwa w NATO oraz zwiększono limit liczebności jej armii. Przedstawicieli Polski przy tych rozmowach nie było.
Jak pisze w WP analityk Piotr Arak, propozycja amerykańskiego pokoju dla Ukrainy może okazać się najpoważniejszym geopolitycznym testem dla regionu od 1989 roku. W kompromisie, który ma "zakończyć wojnę", brakuje elementów, które uniemożliwiłyby wybuch kolejnej - twierdzi.
Choć dokument oferuje Kijowowi gwarancje bezpieczeństwa, zestawia je z ustępstwami, które wzmacniają Rosję i marginalizują Europę Środkową. Równocześnie marginalizacja regionu w kluczowych negocjacjach radykalnie zmniejsza możliwości Polski wpływania na kształt europejskiej architektury bezpieczeństwa - pisze Arak.
Plan pokojowy dla Ukrainy. Zełenski zabiera głos
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył w poniedziałek, że po rozmowach ukraińskiej delegacji z przedstawicielami USA i Europy w Genewie liczba punktów amerykańskiej propozycji pokojowej została zmniejszona i "nie wynosi już 28".
"Dziś nasza delegacja wróciła z Genewy po rozmowach ze stroną amerykańską oraz europejskimi partnerami i teraz lista niezbędnych kroków do zakończenia wojny może stać się wykonalna. W tej chwili, po Genewie, punktów jest mniej – już nie 28 – i wiele właściwych rzeczy zostało ujętych w tych ramach" - napisał w mediach społecznościowych.
Zełenski zaznaczył, że dokument wciąż potrzebuje dopracowania. "Wciąż jest nad czym wspólnie pracować - to bardzo trudne - aby przygotować dokument końcowy, i trzeba to zrobić godnie. I doceniamy, że większość świata jest gotowa nam pomagać, a strona amerykańska jest nastawiona konstruktywnie. Wczoraj praktycznie przez cały dzień trwały spotkania - to była trudna, niezwykle szczegółowa praca" - podkreślił.
Według najnowszych doniesień Ukraina zasygnalizowała poparcie dla głównych ram amerykańskiej inicjatywy pokojowej. Najbardziej "drażliwe kwestie" mają zostać jednak omówione podczas spotkania Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim.
Zełenski zabiega, by odbyło się jak najszybciej, nawet w przeciągu kilku dni, być może podczas Święta Dziękczynienia.
Michał Wróblewski, dziennikarz Wirtualnej Polski