WP

Mord sądowy na legendzie Armii Krajowej

16 kwietnia 1952 roku - równo 60 lat temu - wydano wyrok skazujący na śmierć przez powieszenie generała Augusta Fieldorfa ps. „Nil” - legendę akowskiego podziemia. Do dziś nie jest znane miejsce jego pochówku.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
WP

Przeczytaj inne felietony tego publicysty

Proces „za zamkniętymi drzwiami” rozpoczął się 16 kwietnia 1952 roku o godzinie 12.30 i zakończył się po blisko ośmiu godzinach o 20.30. Na sali byli tylko: oskarżony – gen. August Fieldorf, jego obrońca z urzędu – Jerzy Mering, wiceprokurator Prokuratory Generalnej – Benjamin Wajsblech (autor aktu oskarżenia), przewodnicząca składu sędziowskiego – sędzia Maria Gurowska (później zmieni pisownię swego nazwiska na: Górowska), protokolantka H. Grądzka oraz dwóch ławników: Bolesław Malinowski (tramwajarz warszawski) i Michał Szymański (urzędnik partyjnej administracji). Tylko osiem godzin wystarczyło sędzinie i ławnikom na skazanie na śmierć niewinnego człowieka. Materiał dowodowy był spreparowany – oparty na wymuszonych zeznaniach dwójki byłych współpracowników „Nila”.

Generał Fieldorf zginął jak pospolity przestępca lub zbrodniarz hitlerowski – zasądzono karę śmierci przez powieszenie na podstawie artykułu 1 pkt. 1 dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 roku „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy oraz zdrajców Narodu Polskiego”. Dekret ten służył władzy ludowej nie tylko do sądzenia nazistowskich zbrodniarzy wojennych, ale też do walki politycznej m.in. z żołnierzami Armii Krajowej. Oskarżano Fieldorfa o współpracę w czasie wojny z Niemcami oraz o zlecanie zabijania partyzantów radzieckich, Żydów oraz członków AL i PPR.

WP

Generał August Fieldorf ps. „Nil” w chwili skazania miał 57 lat. Był żołnierzem Legionów Polskich, uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, w czasie drugiej wojny światowej był dowódcą dywersji Komendy Głównej AK (Kedyw). W połowie 1944 roku powierzono mu zadanie zorganizowania nowej formacji konspiracyjnej „NIE” (skrót od „Niepodległość) w ramach AK, która miała przygotowywać się do walki o niepodległość pod sowiecką okupacją. W czasie wojny Fieldorf posługiwał się dokumentami wystawionymi na nazwisko zawodowego kolejarza – Walentego Gdanickiego. W marcu 1945 roku „Nil” został aresztowany pod Warszawą przez NKWD i zesłany na Ural, jego fałszywe dokumenty były doskonale spreparowane – nie rozpoznano w nim generała Armii Krajowej. Wrócił do Polski pod koniec 1947 roku wciąż jako Walenty Gdanicki. Ujawnił się jednak dopiero w lutym 1948 roku. Od tego czasu agenci urzędu bezpieczeństwa podjęli się intensywnego rozpracowywania jego osoby. Aresztowano go w listopadzie 1950 roku w Łodzi i osadzono w więzieniu przy
ulicy Rakowieckiej w Warszawie, gdzie doczekał wykonaniu wyroku śmierci 23 lutego 1953 roku.

Oficerem śledczym przesłuchującym generała Fieldorfa na Rakowieckiej był 24-letni Kazimierz Górski, który dostawał od swych przełożonych gotowe listy pytań. Początkowo chciano zmusić generała do współpracy z nową władzą ludową, tak by swym autorytetem legitymizował nowy ustrój. Generał Fieldorf był wówczas najwyższym rangą żyjącym i funkcjonującym na terenie nowej Polski Ludowej przedstawicielem Polskiego Państwa Podziemnego. „Nil” jednak możliwość współpracy zdecydowanie odrzucił. Zaraz po powrocie do Polski z zesłania odrzucił też propozycję wyjazdu na Zachód, nie chcąc „dezerterować” i zostawiać swoich żołnierzy. Miał mówić, że „byłoby to tchórzostwo wobec podkomendnych, a po pobycie w Rosji każde polskie więzienie będzie jak sanatorium”. Nie można jednak nazwać tylko ironią losu faktu, że ani Rosjanie, ani Niemcy, a właśnie Polacy doprowadzili do jego zamordowania.

Proces gen. Fieldorfa był tzw. mordem sądowym. Perfidię misternie zaplanowanego morderstwa potwierdza późniejsza wypowiedź płk Julii Brystygierowej byłej szefowej Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego: „Chodziło o przeciągnięcie generała na naszą stronę lub, w ostateczności, zneutralizowanie go. (...) Fieldorf byłby bardzo dobrym kandydatem i choć był nie do złamania, to miał żyć. Ale moi koledzy nie wytrzymali. (...) Zagrali z generałem w otwarte karty. Wiedzieli, że taki fachman jak „Nil” nie da się wykorzystać w ciemno. (...) Gdy Fieldorf zdecydowanie odrzucił propozycję współpracy, sprawa stała się groźna dla bezpieczeństwa ludzi, biorących udział w grze. W pewnym momencie „Nil” wiedział za dużo, aby żyć. Musiał umrzeć. Pozostało tylko uzgodnić, w jaki sposób usunąć generała z tego świata. Były różne propozycje. W końcu zdecydowano się na normalne, starannie przygotowane śledztwo i proces”.

20 października 1952 roku Sąd Najwyższy (w składzie Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andrejew) podtrzymuje wyrok śmierci dla gen. Fieldorfa. Igor Andrejew – późniejszy profesor Uniwersytetu Warszawskiego, autor licznych podręczników i niemal legenda prawa karnego – w liście do córki Fieldorfa z 20 października 1989 roku (w rocznicę wyroku SN) z rozbrajającą naiwnością próbował się usprawiedliwiać, pisząc o generale: „To się wstyd przyznać, ale ja myślałem wtedy, że to był jakiś Niemiec”.

WP

Ani ówczesny dyrektor Departamentu Sądowego Leon Penner, ani jego zastępczyni Alicja Graff nie chcieli być obecni podczas wykonywania wyroku śmierci. Do nadzorowania powieszenia generała AK wyznaczyli 23-letniego prokuratora Wiktora Gatnera, który pracę w Prokuraturze Generalnej rozpoczął raptem kilka miesięcy wcześniej. Alicja Graff na pytania o sprawę Fieldorfa odpowiadała potem: „Ja nie znam tej sprawy. Byłam na końcu. Nie miałam w rękach tych akt. Nic nie pamiętam. Do egzekucji wyznaczał mój dyrektor”.

Uruchomiona biurokratyczna machina „sprawiedliwości” każdego po trochu czyniła odpowiedzialnym za wyrok śmierci, jednak nikogo nie czyniła odpowiedzialnym w pełni, tym samym nikt nie czuł się winny tej śmierci. Biurokratyczne procedury automatycznie rozgrzeszały sądowych morderców. Spośród szeregu osób zaangażowanych w te sprawę, tylko nieliczni zetknęli się osobiście z gen. Fieldorfem, a jeszcze mniej osób wiedziało kim naprawdę jest oskarżony. Ani oficer śledczy, ani prokurator obecny przy powieszeniu nie wiedzieli z kim mają do czynienia. Generała Fieldorfa nie doprowadzono nawet na posiedzenie Sądu Najwyższego, podtrzymującego wyrok – orzekano na podstawie akt, bez obecności oskarżonego.

Profesor Jerzy Stępień, były sędzia i prezes Trybunału Konstytucyjnego, przyczyn współczesnej (po roku 1989) bezkarności ówczesnych „oprawców sądowych” dopatruje się w odziedziczonych po PRL strukturach w jakich działali i działają w III RP kolejni prokuratorzy: „Od 1990 roku były instytucjonalne instrumenty do tego żeby ścigać zbrodniarzy odpowiedzialnych za zbrodnie komunistyczne. (...) Od kilku lat powtarzam tezę, że przede wszystkim prokuratura powinna zostać zreformowana, powinniśmy przywrócić instytucje sędziego śledczego, gdyby byli sędziowie śledczy na początku lat 90-tych byłaby zupełnie inna ich pozycja ustrojowa i byliby odważniejsi. Zachowaliśmy de facto nie zmienioną strukturę prokuratury odziedziczoną po latach 50-tych.” (z wypowiedzi w „Warto rozmawiać” TVP 01.04.2009).

W marcu 1989 roku generał August Fieldorf został zrehabilitowany. Dopiero w roku 1992 Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wszczęła śledztwo w sprawie wydania wyroku śmierci na gen. Fieldorfa. Już wówczas większość osób zaangażowanych w ten proces nie żyła. W 1995 roku sformułowano tylko dwa akty oskarżenia – wobec Marii Gurowskiej i Heleny Wolińskiej (w 1950 roku jako prokurator podpisała nakaz aresztowania „Nila”). Gurowska skutecznie unikała stawienia się przed sądem. Zmarła w roku 1998. Nie udało się doprowadzić do ekstradycji z Wielkiej Brytanii Heleny Wolińskiej. Zmarła w 2008 roku. Generał Fieldorf został zagrzebany, bo nie pochowany, w nieznanym do dziś miejscu. Jego symboliczny grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim.

WP

Marta Tychmanowicz dla Wirtualnej Polski

Polub WP Wiadomości
WP
WP