Wszystkiemu winne są obowiązujące od roku przepisy, które nakazują gminom pokrywanie znaczącej części kosztów utrzymania pensjonariuszy DPS-ów z ich terenu. Oni sami nadal przekazują na ten cel 70% swoich dochodów (zwykle skromnej emerytury)
. Kiedyś resztę dopłacał budżet państwa, w myśl nowych przepisów musi to robić rodzina lub właściwy samorząd - wyjaśnia dziennik.
Koszty są niebagatelne, wychodzi od 1,5 do 2 tys. złotych. Miesięcznie i nieraz przez wiele lat - mówi gazecie Krystyna Kupka-Birnbaum, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach.
Katowicki MOPS trzyma się zasady, by zawsze informować swoich podopiecznych o wolnych miejscach w DPS-ach w okolicznych powiatach. I zdarzało się już, że kierowano ich także do Lublińca.
Sytuacja wygląda na absurdalną: są chętni i wolne miejsca, ale nadal są kolejki w jednych, a pustostany w drugich ośrodkach. Zdaniem dyrektor Beaty Kostyry, dyrektora lublinieckiego Domu Kombatanta, to uboczny skutek przepisów przerzucających odpowiedzialność finansową na gminy. Bo rodziny zwykle nie stać na to, by dołożyć do utrzymania dziadka czy babci, a i gmina postawiona przed takim wyborem zaczyna kalkulować - informuje "Dziennik Zachodni". (PAP)