Miasteczko chce odstrzału wilków. "Psychoza rośnie. Dzieci mają zakaz wchodzenia do lasu"

Wataha pożera wiejskie psy, zabiła cielaka i sieje grozę wśród mieszkańców. Urzędowej zgody ma ostrzał kilku grasujących w okolicy wilków domaga się Andrzej Ożóg, burmistrz Sokołowa Małopolskiego koło Rzeszowa.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Burmistrz Sokołowa Małopolskiego chce odstrzału wilków
Burmistrz Sokołowa Małopolskiego chce odstrzału wilków (East News, Fot: Adrian Slazok/REPORTER)
WP

- Wilki zagryzły kilka psów w gospodarstwach. W maju zabiły cielaka. To nie wymysły, ale udokumentowane przez weterynarza przypadki. Doszło do tego, że rolnicy obawiają się pracować wieczorem na polu - mówi WP Andrzej Ożóg burmistrz Sokołowa Małopolskiego koło Rzeszowa. Na podstawie przepisów o bezpieczeństwie mieszkańców domaga się od Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska zgody na odstrzał redukcyjny kilku wilków z watahy, która upodobała sobie okolice gminy.

Rośnie strach, dzieci nie chodzą do lasu

- Mnóstwo dzieci chodzi zbierać borówki czy grzyby. Rodzice nie chcą ich teraz puszczać do lasu. Nie chcemy, by doszło do jakiegoś tragicznego zdarzenia - mówi dalej burmistrz Ożóg.

WP

Wataha wilków pojawiła się w okolicy trzy lata temu. Drapieżników przybywa, bo zdążyły wychować już potomstwo. Urząd 16-tysięcznej gminy coraz częściej odnotowuje informacje o napotkanych przez mieszkańców wilkach oraz atakach drapieżników na psy domowe. W maju tego roku wilki zbliżyły się do zabudowań rolnika, po czym zaatakowały i uśmierciły cielaka. W tym roku w okolice gminy miała sprowadzić się druga wataha - poinformowali leśnicy i lokalni myśliwi.

Burmistrz przekonuje, że przepłoszona przez drapieżniki zwierzyna: jelenie, sarny i dziki przeprowadziły się na pola uprawne. Są tropione i przeganiane przez wilki, w efekcie tratują uprawy. To powoduje wyższe szkody u rolników.

Zobacz także: "To mogła być prowokacja". Rybacy odpierają zarzuty mordowania fok

WP

Wilki do odstrzału?

- Wśród mieszkańców narasta psychoza. Słyszałem o podobnych historiach w Bieszczadach, ale my żyjemy ponad 100 kilometrów od gór - dodaje Andrzej Ożóg

Jak się okazuje, to nie jedyny taki głos. W tym roku do służb ochrony środowiska wpłynęła cała seria podobnych zgłoszeń. - Za każdym razem analizujemy przypadki pod kątem skali szkód wyrządzonych przez wilki oraz ich udokumentowania. Ze względu na wagę sprawy ochrony wilka, ewentualną decyzję o odstrzale podejmuje Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska - mówi Łukasz Lis, rzecznik prasowy RDOŚ w Rzeszowie.

Głośno było o przypadku bieszczadzkiego leśnika Kazimierza Nóżki. Głośnym krzykiem "nie rusz!" odgonił on wilki planujące atak na małe bieszczadzkie niedźwiedzie. Sfilmował moment akcji.

WP

Właściciel pensjonatu agroturystycznego w Puszczy Białowieskiej sfilmował atak wilka na jelenia.

Wiosną Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych zwrócił się do ministra środowiska o podjęcie działań w celu zredukowania populacji wilka na terenie Bieszczadów. "Wilki nie czują zagrożenia ze strony człowieka, coraz częściej widywane są w pobliżu domostw, co wzbudza uzasadniony niepokój mieszkańców danych miejscowości" - napisali rolnicy.

WP

Poparł ich poseł PSL Mieczysław Kasprzak. W grudniu 2017 roku prosił o pomoc resort rolnictwa: - Wilki terroryzują mieszkańców bieszczadzkich miejscowości. Jeszcze nie chodzą po miastach, ale drogami, ulicami chodzą. Może dojść do dramatu. W tej chwili dzieci nie chcą już chodzić do szkoły - grzmiał z trybuny sejmowej.

Możliwy odstrzał wilków wzbudza protesty obrońców zwierząt. Widzą w tym spisek lobby myśliwskiego, które straszy wilkiem, by rozpocząć polowania. Odstrzały jednak się odbywają, ale sporadycznie. Jak poinformował Łukasz Lis, w ubiegłym roku odstrzelono dwa wilki, które atakowały stada owiec. Do odstrzału redukcyjnego ma dość również w tym roku.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Wiadomości
WP
WP