Łukasz Warzecha: Potężna fala agresji wobec Kataryny

Powiedzieć, że twardy elektorat PiS zaszczuł znaną blogerkę Katarynę i doprowadził do tego, że zniknęła z Twittera, byłoby przesadą. W tej sprawie niewskazane jest nakręcanie emocji, których i tak jest dość. Faktem jest jednak, że na szefową jednej z fundacji, od lat obecną w sieci pod nickiem "Kataryna", spadła potężna fala agresji. Za co? Za wywiad udzielony tygodnikowi "Polityka", krytyczny wobec "dobrej zmiany" - pisze Łukasz Warzecha dla WP.

Obraz
Źródło zdjęć: © WP | Łukasz Szełemej
Łukasz Warzecha

Powiedzieć, że twardy elektorat PiS zaszczuł znaną blogerkę Katarynę i doprowadził do tego, że na jakiś czas zniknęła z Twittera, byłoby przesadą. W tej sprawie niewskazane jest nakręcanie emocji, których i tak jest dość. Faktem jest jednak, że na szefową jednej z fundacji, od lat obecną w sieci pod nickiem "Kataryna", spadła potężna fala agresji. Za co? Za wywiad udzielony tygodnikowi "Polityka", krytyczny wobec "dobrej zmiany" - pisze Łukasz Warzecha dla WP.

Sekwencja zdarzeń była następująca. W środę ukazał się numer "Polityki", w którym opublikowano rozmowę Rafała Wosia (czytelnikom WP znanego m.in. z felietonów pisanych dla Opinii)
z Kataryną (nie podaję jej prawdziwych personaliów, ale każdy bez trudu może je znaleźć nawet w Wikipedii - od dawna nie są tajemnicą). W czwartek od rana zwolennicy PiS rozpoczęli atak na Katarynę i lustrację finansową prowadzonej przez nią fundacji. Dla nich wnioski były proste: fundacja za PO dostała duże pieniądze ze środków publicznych, a za PiS już nie, jest więc oczywiste, że to właśnie źródło frustracji i powód, dla którego Kataryna skrytykowała rządy PiS w nieprzychylnym władzy tygodniku. No i w dodatku dostała i przyjęła order od prezydenta Komorowskiego, co ostatecznie ją pogrąża. Również w czwartek Kataryna usunęła swoje konto na Twitterze.

Sytuacja jest podręcznikową ilustracją plemiennych mechanizmów, które od dobrych już paru lat rządzą polskim życiem publicznym. Oto najważniejsze z nich.

Po pierwsze - największym wrogiem nie jest ten, kto stoi otwarcie po drugiej stronie, ale ten, kto niby jest z nami, jednak nie wykazuje należytego entuzjazmu, a nawet pozwala sobie na krytykę. Sam doświadczyłem tego wielokrotnie i doświadczam cały czas. Jestem regularnie nazywany "kretem na prawicy", a ostatnio najczęściej w odniesieniu do mnie i publicystów takich jak Rafał Ziemkiewicz, Piotr Skwieciński czy Robert Mazurek pojawia się określenie "rozkraczeni". Członkom plemienia nie mieści się w głowie, że można mieć własne poglądy, a nie te otrzymywane w pakiecie z poparciem dla tej czy innej partii. Trwanie przy własnych zapatrywaniach, nawet jeśli jest się w tym absolutnie konsekwentnym, odbierają jako wstrętny "rozkrok". Bo przecież trzeba się bez zastrzeżeń opowiedzieć całkowicie po jednej lub drugiej stronie. Z podobnymi reakcjami spotykają się zresztą ci, którzy należą do przeciwnego obozu, ale również odmawiają maszerowania w szeregu, jak choćby Grzegorz Sroczyński z "Gazety Wyborczej".

Po drugie - w miarę trwania konfliktu kryteria akceptowalności się zaostrzają. Żołnierze prześcigają się w entuzjazmie wobec władzy i coraz wyżej podnoszą jego poziom, poniżej którego stajemy się podejrzani. Nie wystarczy już nie krytykować - trzeba chwalić i to na wyścigi!

Po trzecie - dramatycznie kurczy się z czasem sfera wolności i swobody poglądów pomiędzy dwoma skonfliktowanymi obozami. Kto tylko choćby na metr wyjdzie z okopów jednej czy drugiej strony, niemal natychmiast dostanie serią w plecy. Albo i w plecy, i w pierś jednocześnie. Niezmiennie bawi mnie sytuacja, w której dla zwolenników opozycji jestem pisowcem, chodzącym na pasku prezesa, a dla twardych wielbicieli władzy - zdrajcą i kretem, kąsającym najlepszy rząd pod słońcem.

Po czwarte - jeżeli krytykujesz ten czy inny obóz, to nie dlatego, że wynika to z twoich poglądów, których nie zmieniałeś od lat, ale musi się za tym kryć jakieś drugie, podłe dno. Najlepiej finansowe, bo to najbardziej niskie. W czasach rządów Platformy jej zwolennicy twierdzili, że "pluję" na znakomitego premiera Tuska, bo PiS coś mi obiecał. Nie zwracał ich uwagi ten drobny szczegół, że PiS, pozostający w opozycji, nie mógł mi niczego obiecywać. Dziś, owszem, mógłbym już tę swoją nagrodę dostać, ale nie dostałem. Przy czym żaden z twierdzących kiedyś, że podlizuję się Kaczyńskiemu, żeby "coś dostać", nie przeprosił mnie za niegdysiejsze insynuacje.

Teraz jest odwrotnie: niektórzy zwolennicy PiS czasami sugerują, że chcę się wkupić w łaski opozycji. Jaką korzyść miałbym z tego wynieść - dalibóg, nie wiem. Oni też nie wyjaśniają.

Wszystkie te mechanizmy zadziałały w przypadku Kataryny i jej myślozbrodni. Przy czym, jeśli sprawę rozłożyć na czynniki pierwsze, widzimy, do jakiego stopnia wysuwane wobec niej oskarżenia są bzdurą.

Po pierwsze - wywiad w "Polityce" jest, owszem, ciekawy, ale nie zawiera żadnych nowych dla blogerki tez i nie jest żadnym coming-outem Kataryny, jak twierdzili niektórzy. Ot, po prostu jej refleksje, rozsiane po wpisach twitterowych i blogowych zostały zebrane w jednej rozmowie.

Po drugie - rozmowa z "Polityką" nie jest zakazana. W szczególności gdy rozmówcą jest Rafał Woś, dziennikarz, owszem, mocno lewicowy, ale uczciwy i niemający na koncie żadnych dyskwalifikujących tekstów czy wypowiedzi. Kataryna nie musi z nikim konsultować swoich działań medialnych, nie jest członkiem partii.

Po trzecie - sylogizm wyprodukowany przez pogromców Kataryny - kasa za rządów PO = wspieranie PO, brak kasy od PiS = krytyka PiS - jak to sylogizm, nie trzyma się kupy. Kto zna internetową działalność Kataryny, wie doskonale, że była w swoich poglądach konsekwentna i niezliczenie wiele razy krytykowała Platformę za jej poczynania. A że była osobą w internecie bardzo popularną, szpilki wsadzane w poprzednią władzę z pewnością w jakimś stopniu przyczyniły się do porażki tej władzy. Kataryna nie zmieniła sposobu działania i pisania również po tym, gdy za sprawą tekstu w "Dzienniku" w roku 2009 nikt nie miał już problemów z jej identyfikacją, co dodatkowo zaprzecza tezie, że jest jakiekolwiek powiązanie pomiędzy pieniędzmi a poglądami. Zarazem wszystkie zastrzeżenia Kataryny do obecnej władzy można było bez problemu antycypować na podstawie tego, co blogerka pisała od dawna - również przed wyborami w zeszłym roku.

Podsumowując - nihil novi sub sole, i to z każdej strony, a ekscytacja żołnierzy obozu rządowego, którzy wykrzykują, że wykryli zdradę, jest, mówiąc delikatnie, nieco infantylna. W tym wszystkim dziwi mnie jedynie reakcja samej Kataryny. Jako doświadczona uczestniczka życia wirtualnego, powinna przewidywać, że za rozmowę w "Polityce" hunwejbini będą ją próbowali zlinczować. Ale to nie powinno na niej robić wrażenia. Owszem, czytanie o sobie kompletnych bzdur i chamowatych przytyków nie należy do rzeczy przyjemnych, ale z czasem skóra robi się naprawdę bardzo gruba. A przynajmniej powinna.

No i jedna niezwykle ważna rzecz: ucieczka z Twittera przekonuje hunwejbinów, że mieli rację i że w podobny sposób mogą sobie poczynać z każdym, kogo uznają za zdrajcę świętej sprawy. I jeśli o coś mam do Kataryny żal, to właśnie o to: że pozwoliła wygrać przedstawicielom betonu.

Na szczęście tylko na chwilę. Po niespełna dwóch dniach była bowiem na Twitterze z powrotem, deklarując, że postanowiła nie dać się zastraszać. I to jest dobra postawa. Każdy, kto bierze udział w publicznej debacie, dziś w ogromnej części toczącej się na internetowej agorze, musi być odporny.

Łukasz Warzecha dla Wirtualnej Polski

Źródło artykułu: WP Opinie
Wybrane dla Ciebie
FT: spór o Grenlandię wstrzymał ogłoszenie pakietu dla Ukrainy w Davos
FT: spór o Grenlandię wstrzymał ogłoszenie pakietu dla Ukrainy w Davos
Rosyjskie media zachwycone Trumpem. "Postanowił zatopić UE"
Rosyjskie media zachwycone Trumpem. "Postanowił zatopić UE"
"Porządek świata się załamuje". Premier Kanady nie ma złudzeń
"Porządek świata się załamuje". Premier Kanady nie ma złudzeń
Ogromne utrudnienia na kolei. Odwołane pociągi, skrócone trasy pendolino
Ogromne utrudnienia na kolei. Odwołane pociągi, skrócone trasy pendolino
Pentagon w cieniu Grenlandii. Wojskowi boją się eskalacji
Pentagon w cieniu Grenlandii. Wojskowi boją się eskalacji
Europa zaniepokojona. Obawia się wystąpienia Trumpa
Europa zaniepokojona. Obawia się wystąpienia Trumpa
Rosjanie przerzucają żołnierzy rurą. Ukraińcy kontrolują wyjścia
Rosjanie przerzucają żołnierzy rurą. Ukraińcy kontrolują wyjścia
Działania Trumpa ws. Grenlandii. Krytykują je nawet Republikanie
Działania Trumpa ws. Grenlandii. Krytykują je nawet Republikanie
Rada Pokoju Trumpa. Netanjahu przyjął zaproszenie
Rada Pokoju Trumpa. Netanjahu przyjął zaproszenie
Jedna karetka poza sezonem. Burmistrz prosi wojewodę o wsparcie
Jedna karetka poza sezonem. Burmistrz prosi wojewodę o wsparcie
"To się nie powinno dziać". Pełczyńska-Nałęcz o wyborach w Polsce 2050
"To się nie powinno dziać". Pełczyńska-Nałęcz o wyborach w Polsce 2050
Rząd zgodny ws. obecności polskich wojsk na Grenlandii. Szef MON wyjaśnia
Rząd zgodny ws. obecności polskich wojsk na Grenlandii. Szef MON wyjaśnia