Ujawnienie "listy Wildsteina" i "telewizyjna lustracja" ojca Konrada Hejmy skierowały na prezesa Kieresa fale krytyki. W znacznej części słusznej. Prezes Kieres ostatnio mówił za dużo i za często. Niektóre z jego stwierdzeń były sprzeczne z wcześniejszymi. Wprowadzały zamieszanie, nie przyczyniając się do najważniejszego. Ujawnienia prawdy - podkreśla publicysta "Rzeczpospolitej".
Wczorajsze enuncjacje Andrzeja Rzeplińskiego o pochodzeniu teczki ojca Hejmy i późniejsze dementi tylko powiększyły zamieszanie. Częścią odpowiedzialności za nie na pewno obciążony zostanie także profesor Kieres. Jest prawie pewne, że ten Sejm nie będzie w stanie wybrać następnego prezesa IPN. Wiele wskazuje, że nowy parlament, wybrany na jesieni, wybierze kogoś innego niż Leon Kieres. W żadnym razie nie powinno to jednak przekreślać całego dorobku Kieresa, a taki wydźwięk miałby negatywny werdykt Kolegium - zaznacza komentator "Rzeczpospolitej".(PAP)