Kto po Chameneim? Kwestia sukcesji
Najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei zginął pod izraelskimi bombami. Według doniesień następcą został jego syn, Mojtaba. Prawdziwa władza spoczywa jednak najprawdopodobniej w rękach Aliego Laridżaniego. Ma on poprowadzić Iran przez czas wojny z USA i Izraelem - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz Rydelek z Pulsu Lewantu.
Rankiem 1 marca irańska rządowa telewizja poinformowała o śmierci ajatollaha Chameneiego. Zginął on w nalocie izraelskiego lotnictwa, które zrzuciło na jego rezydencję 30 bomb.
W momencie śmierci Chamenei miał 86 lat. Irańskie przywództwo polityczno-wojskowe zdawało sobie sprawę, że jego żywot dobiega końca, a wkrótce będzie trzeba wybrać nowego rahbara. Mimo wszystko jego śmierć była szokiem dla irańskiego establishmentu - w końcu Chamenei zginął pod izraelskimi bombami, a nie ze starości.
Czeka nas powtórka z Iraku? Ekspertka: "Wszyscy się tego boją"
Zgodnie z irańską konstytucją - do czasu wyboru nowego najwyższego przywódcy - władzę sprawuje trzyosobowa rada, a w niej prezydent Masud Pezeszkian, szef sądownictwa Golam-Hosejn Mohseni-Eje'i oraz Alireza Arafi z Rady Strażników. Każdy z nich znajduje się na liście irańskich przywódców, których Izrael chce zabić.
Procedura wygląda tak: tymczasowa rada złożona z trzech członków rządzi do czasu, aż Zgromadzenie Ekspertów wybierze nowego najwyższego przywódcę. Nowy rahbar powinien zostać wybrany tak szybko, jak to możliwe, jednak w obecnych warunkach cały proces może się wydłużyć. Usprawnieniu wyboru nie sprzyja ani wojna z Ameryką i Izraelem, ani fakt, że Zgromadzenie Ekspertów liczy sobie aż 88 członków, którym trzeba zapewnić bezpieczeństwo.
Zaufany człowiek
Z powodu trwającej wojny dużą, choć nieformalną, rolę odegra najpewniej Ali Laridżani - sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (kluczowy organ, który odpowiada w Iranie za kreowanie polityki zagranicznej). Laridżani to weteran irańskiej polityki, który pozostawał jednym z najbardziej zaufanych współpracowników zabitego właśnie ajatollaha Chameneiego. To on kierował negocjacjami nuklearnymi i to on reorganizował aparat bezpieczeństwa po wojnie 12-dniowej z 2025 roku, przygotowując Islamską Republikę do kolejnej konfrontacji z Izraelem i USA.
Według niepotwierdzonych informacji, w połowie lutego, gdy ryzyko wojny z USA i Izraelem było coraz poważniejsze, Chamenei miał przeczuwać, że może zostać zabity. Poinformował wówczas swoich współpracowników, że w przypadku jego śmierci, do czasu wyboru nowego rahbara, faktyczną władzę w kraju powinien sprawować Ali Laridżani. Takie jednoosobowe rządy (zamiast wspomnianej "Trójki") mają ułatwić zarządzanie państwem w czasie wojny - tym bardziej że prezydent Pezeszkian nie jest uważany przez irańskie elity za silnego przywódcę.
To właśnie Ali Laridżani, a nie prezydent Pezeszkian wystąpił w irańskiej telewizji po śmierci ajatollaha Chameneiego, aby opowiadać o tym, jak będzie wyglądała kwestia sukcesji po śmierci rahbara i tymczasowe zarządzanie państwem.
Warto odnotować, że obok Laridżaniego dużą rolę - choć znowu nieformalną - ajatollah Chamenei przewidział dla Mohammada Ghalibafa, obecnie spikera parlamentu, który wcześniej był szefem irańskiej policji i Sił Powietrznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Ghalibaf ma podobno kierować siłami zbrojnymi i odpowiadać bezpośrednio przed Laridżanim.
Kto nowym rahbarem?
Giełda nazwisk dotycząca tego, kto miał zostać nowym rahbarem, działała od lat i przewinęło się przez nią wielu kandydatów. Wymieniani byli m.in. Mojtaba Chamenei (syn zabitego rahbara), Hassan Chomejni (wnuk pierwszego rahbara) czy chociażby Sadik Laridżani (brat wspomnianego Alego Laridżaniego).
Opozycyjny portal Iran International podał, że Mojtaba został już obrany nowym najwyższym przywódcą. Informacji tej nie potwierdziło jednak żadne inne źródło.
Mojtaba posiada bliskie związki z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej i uważa się, że przejęcie władzy przez niego oznaczałoby kontynuację polityki prowadzonej przez jego ojca. Nie wiadomo jednak, czy Mojtaba w ogóle żyje, jego losy po 28 lutego pozostają nieznane. Izraelskie media twierdzą, że Mojtaba zginął razem ze swoim ojcem w nalocie. Teheran oficjalnie dementuje te informacje, ale - w odróżnieniu od innych dementi np. w sprawie prezydenta Pezeszkiana czy Laridżaniego - nie opublikowano żadnego dowodu potwierdzającego, że Mojtaba żyje.
Należy zakładać, że pozycja nowego najwyższego przywódcy nie będzie już tak silna w irańskiej strukturze władzy, jak Alego Chameneiego (nawet jeśli wybrany zostanie jego syn). Ponadto należy zakładać, że wpływ nowego rahbara na przebieg toczącej się wojny z Izraelem i USA będzie ograniczony, a główne decyzje - tak jak dotychczas - będzie podejmował Ali Laridżani.
Izraelczycy będą z pewnością robić wszystko, aby nie pozwolić na wybór nowego najwyższego przywódcy Islamskiej Republiki oraz pogłębić irański kryzys instytucyjny. Izrael będzie chciał zatem wyeliminować tak "Trójkę", jak i Alego Laridżaniego, a także członków Zgromadzenia Ekspertów, którzy mają wybrać nowego rahbara, jak i samych kandydatów na nowego rahbara.
Przyparci do muru
Islamska Republika mierzy się obecnie z największym kryzysem od 1980 r., gdy czołgi Saddama Husajna przekroczyły granicę iracko-irańską. Zagrożenie jest śmiertelne. Najwyższy przywódca ajatollah Chamenei został już zabity, podobnie jak dziesiątki wojskowych piastujących najwyższe stanowiska w irańskich siłach zbrojnych.
Nadal nie widać jednak oznak społecznego buntu i nowej rewolucji, która miałaby położyć kres Islamskiej Republice, na co tak liczą USA oraz Izrael. Mimo śmierci rahbara ciągłość instytucji została zachowana, a nieformalna rola Laridżaniego utrudnia Izraelczykom pełne zniszczenie irańskiego łańcucha dowodzenia.
Tymczasem koszty wojny rosną. Islamska Republika rozumie, że stawką jest jej dalsza egzystencja i upatruje swojej szansy w regionalnej eskalacji. Irańskie pociski balistyczne i drony spadają nie tylko na Izrael i amerykańskie bazy wojskowe w regionie, ale również na infrastrukturę naftową arabskich krajów Zatoki Perskiej. W ten sposób Iran chce zwiększyć koszty amerykańsko-izraelskiej agresji, wywołując kryzys energetyczny.
Teheran wie, że tej rozgrywki nie może przegrać - bo przegrana oznaczać będzie koniec Islamskiej Republiki. Laridżani, Ghalibaf i reszta irańskiego establishmentu wiedzą, że nie walczą już tylko o wpływy w regionie. Walczą o przetrwanie systemu.
Dla Wirtualnej Polski Tomasz Rydelek, Puls Lewantu