Brytyjski premier Gordon Brown nie tylko z lekkim sercem pojechał na unijny szczyt do Brukseli, ale w dobrym nastroju spotkał się kilka godzin wcześniej w Paryżu z prezydentem Sarkozym. U nas musi być jednak inaczej.
Prezydent się nie spieszy, czeka, rozważa, prowadzi polityczne gierki. Premier więc świeci na szczycie w Brukseli oczami i tłumaczy, dlaczego dotychczas polski prezydent nie podpisał traktatu, skoro uchwałę ratyfikującą Sejm przyjął już 1 kwietnia. Cóż, Lech Kaczyński nie jest królową brytyjską - konstatuje "Trybuna".