Od tygodni obaj panowie prowadzą zakulisowe rozmowy, choć lepszym określeniem byłoby raczej - handlowe negocjacje. Od ich wyniku, jak sądzę, będzie zależało stanowisko Rosji podczas głosowania w ONZ. Próby spekulacji na ten temat w mediach są jak dotąd nieskuteczne, ponieważ przynoszą sprzeczne ze sobą doniesienia. "Time" poinformował, że Putin zapewnił o swoim poparciu dla Busha, podczas gdy ten ostatni, jak twierdzi dobrze poinformowany przedstawiciel Białego Domu, odniósł jedynie takie wrażenie.
Podobne niejednoznaczności są w dyplomacji regułą. Putinowi zaś dają dobrą pozycją wyjściową zarówno w kontaktach z antywojenną koalicją, jak i samym Bushem. Bo skoro wiadomo już, że Amerykanie uderzą na Irak nawet bez uzyskania aprobaty ONZ, dlaczego Rosjanie nie mieliby na tym skorzystać, by ochronić swoje interesy ekonomiczne w przypadku wojny? Czy wręcz zrekompensować sobie w ten sposób zagrożenie wynikające z bliskiego sąsiedztwa Rosji z objętym wojną obszarem.
Katarzyna Hamela-Dudek