Kolejne rozmowy Ukraina-Rosja? "Putin chce pokazać, że nie zwariował"
Rosja zaproponowała Ukrainie przeprowadzenie kolejnej rundy rozmów pokojowych 2 czerwca w Stambule. Kijów jednak stawia warunki i chce przekazania memorandum. - Nie wydaje mi się, żeby kolejna runda rozmów mogła cokolwiek przynieść. Putin znów gra na czas i chce pokazać, że nie zwariował, jak twierdzi Donald Trump – mówi WP Jerzy Marek Nowakowski, historyk i dyplomata.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow zapowiedział w środę, że Rosja jest gotowa do kolejnego spotkania z delegacją ukraińską. Miałoby do niego dojść w najbliższy poniedziałek w Stambule. Podczas spotkania Rosjanie zamierzają przedstawić stronie ukraińskiej memorandum w sprawie przyszłego traktatu pokojowego.
Ukraina oczekuje jednak, że Rosja przekaże jej tekst memorandum przed rozmowami w Turcji. - Nie jesteśmy przeciwni spotkaniom z Rosjanami i czekamy na ich memorandum, żeby spotkanie w Stambule nie było puste i mogło realnie doprowadzić do zakończenia wojny – powiedział ukraiński minister obrony Rustem Umierow.
Ale Rosjanie upierają się, że dokument przekażą na spotkaniu. Zdaniem ukraińskich władz, powód jest oczywisty: Kreml gra na czas.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Zełenski chce spotkania z Putinem. "Będziemy czekać w Turcji"
Do spotkania miałoby dojść po niedawnej krytyce działań Putina przez Donalda Trumpa. "Putin absolutnie zwariował, a jeśli chce całej Ukrainy, doprowadzi do upadku Rosji —mówił w niedzielę Trump. Z kolei w środę przyznał, że nie potrafi powiedzieć, czy przywódca Rosji Władimir Putin chce zakończyć wojnę. Ostrzegł jednak, że jeśli "pogrywa" on z jego administracją, to USA "odpowiedzą na to inaczej".
- Organizując rozmowy w Stambule, Putin znów gra na czas i chce pokazać, że nie zwariował, jak twierdzi Donald Trump. Rosyjski prezydent usiłuje zrobić wrażenie, że nie jest niedobrym i agresywnym typem. To kolejna "maskirowka" Kremla, czyli zasłona dymna, która ma udowodnić, że Moskwa zabiega o pokój, a tylko ta niedobra Ukraina za dużo chce – mówi Wirtualnej Polsce Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP na Łotwie i w Armenii.
Jego zdaniem, nie zmienia to faktu, że szanse na porozumienie pokojowe są bardzo nikłe.
- Rozbieżność między celami ukraińskimi a rosyjskimi jest tak duża, że trudno obu stronom będzie się dogadać. Jeżeli Rosjanom zależy na jakiejś formie oswajania Trumpa i mają krótkoterminowe cele, to może zgodzą się na "kulawe zawieszenie broni". Na pewno niewiele więcej, albo nic więcej nie da się osiągnąć – prognozuje Jerzy Marek Nowakowski.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
"Trump traci cierpliwość". Zełenski spotka się z Putinem?
Według eksperta realne decyzje musiałyby zapaść na najwyższym szczeblu i to prawdopodobnie w formule z udziałem prezydentów Rosji, Ukrainy i USA.
- Być może wówczas amerykański prezydent byłby w stanie wymusić na nich minimalny kompromis, który nie przerwałby wojny, ale ją zawiesił. Na przerwanie wojny nie zanosi się w najbliższym czasie. Jednakowo przy obecnej sytuacji na froncie, która jest korzystna dla Moskwy, jak i przy politycznych rozbieżnościach Ukrainy i Rosji. Jednego jednak Kreml się obawia. Tego, że im sankcjami skonfiskują pieniądze. A jak im skonfiskują i wydadzą, to już im nie oddadzą – komentuje były ambasador RP na Łotwie i w Armenii.
Przypomnijmy, że poprzednia runda negocjacji, która odbyła się 16 maja w Stambule, była pierwszym bezpośrednim spotkaniem stron od marca 2022 roku. Nie przyniosła porozumienia w sprawie zawieszenia broni, ale zakończyła się wymianą jeńców, obejmującą po 1000 osób z każdej strony.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski